Atlantis: the lost tales - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2435
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 33 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Atlantis: the lost tales - recenzja

Postautor: Adam_OK » 30 marca 2013, 14:50

Obrazek

Wszystkie istoty żywe oraz to, co stworzyły podlega potężnej sile. Jest nią cykl życia i śmierci, początku i końca, alfy i omegi. Czy to mały robaczek, czy to potężna gwiazda – prędzej czy później odejdą w niebyt. Tak samo jak pewna francuska firma produkująca nasze ulubione przygodówki – CRYO. Nim jednak kilka lat temu przestała ona istnieć, wypuściła na rynek całkiem pokaźną ilość swoich tytułów, a wśród nich kilka perełek. Jedną z nich na pewno jest pierwsza część serii Atlantis, o której tutaj opowiem.

Wcielamy się w niej w Setha, który właśnie został jednym z towarzyszy królowej, ale zamiast prowadzić życie pełne rozrywek i przyjemności w pałacu, będzie musiał stawić czoła wielu niebezpieczeństwom. A wszystko przez to, że królowa Rhea zaginęła bez wieści. Cóż więc robić – jako wierny jej sługa, Seth wyrusza na poszukiwania, które zaprowadzą go nie tylko w różne zakątki Atlantydy, ale również do Carbonec, do wioski Eskimosów i innych miejsc. Oczywiście wszędzie tam nasz bohater napotka zarówno sprzymierzeńców, jak i wrogów, a wśród tych drugich będą słudzy małżonka królowej – Kreona. To sprawia, że spędzając czas przy tej produkcji, nieraz podnosił mi się poziom adrenaliny, choć nie zawsze towarzyszące mu odczucia były pozytywne (ale o tym za chwilę). Tak czy inaczej – ta gra potrafiła przykuć mnie do monitora na dłuższy czas.
Obrazek


Jeśli więc chodzi o fabułę, wszystko jest OK, ale czy tak samo jest w przypadku równie ważnego elementu, jakim są zagadki? Najkrócej mówiąc – i tak, i nie. Tak, bo łamigłówek jest tu naprawdę dużo, są one ciekawe i mają logiczne wytłumaczenie. Mnie osobiście bardzo podobała się ta z kolorowymi wężami i jajami, ale oprócz niej trzeba np. ułożyć różne figury, mając do dyspozycji kilka mniejszych elementów albo rozwiązać zagadkę „astronomiczną”. Do tego trzeba mieć też całkiem niezłą wyobraźnię przestrzenną, aby nie zgubić się w gąszczu przemierzanych leśnych ścieżek czy skalnych korytarzy. To wszystko sprawia, że gra naprawdę zmusza do myślenia i dostarcza rozrywkę na odpowiednim poziomie. Czemu więc napisałem „i tak, i nie”? Zrobiłem tak dlatego, że oprócz „puzzlowatych” łamigłówek mamy również całkiem dużo (a wręcz za dużo) czasówek i elementów zręcznościowych. Niektóre (jak np. zrzucenie strażnikowi doniczki na głowę) da się wykonać w maksymalnie kilku podejściach, a inne (np. ucieczka z królową) to w zasadzie kwestia szczęścia – jeśli je masz, to ci się uda, a jeśli nie – trzeba zaczynać od początku. I to właśnie wtedy zwiększał się u mnie poziom emocji, ale były to emocje negatywne – zdenerwowanie, frustracja i wściekłość. I gdyby nie to, że mogłem sobie wgrać trochę późniejszego sejwa, gdy mnie taka czy inna czasówka doprowadziła do szału, to chyba dałbym sobie spokój z tą grą. A tak – skończyłem ją i nie żałuję tego.


Opisywana tutaj gra jest doskonałym przykładem na to, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wiąże się to pośrednio z jej wiekiem, gdyż powstała dużo wcześniej niż ktokolwiek usłyszał o Windowsie XP, czy najczęściej używanym systemie operacyjnym na świecie w chwili obecnej. W związku z tym, aby móc się przy niej zabawić, należy przede wszystkim zainstalować specjalnego patcha (jest on m.in. na naszym forum). To jednak może nie wystarczyć, gdyż Atlantis 1 wydany został na czterech płytach CD i często przy przechodzeniu z pierwszego CeDeka na drugi wyskakuje błąd. Aby móc grać dalej, należy ściągnąć kolejny plik i wykonać kilka prostych czynności (znowu odsyłam na nasze forum). Niestety, dowiedziałem się o tym stosunkowo niedawno, więc moje pierwsze podejście do tego tytułu zakończyło się właśnie na tym etapie, dopiero później poznałem całą historię. Gdyby jednak nie ten problem, nie ściągnąłbym wspomnianego pliku, dzięki któremu nie tylko wszystko chodzi jak powinno, ale również zyskałem zapisy z całej gry. Dzięki temu żadna, nawet najbardziej denerwująca czasówka nie była mi straszna, bo gdy poziom mojej frustracji osiągał punkt kulminacyjny, to jak pisałem wyżej – wgrywałem późniejszego sejwa i było po sprawie. I tak w pewien sposób wyszedł paradoks – przez błąd uniemożliwiający mi kontynuowanie gry mogłem ją ukończyć w sposób bezstresowy. Takie rzeczy tylko na windzie XP.

Teraz będzie słów kilka o nieco mniej istotnych (dla mnie) sprawach, takich jak grafika. Na szczęście twórcy potraktowali ją odpowiednio poważnie i dzięki temu otaczający nas świat jest kolorowy, a postacie nie wyglądają karykaturalnie. Mimo to mam pewne zastrzeżenie do niej, a dokładniej do animacji postaci. Chodzi mi o to, że podczas dialogów osoba pokazywana na ekranie wykonuje dziwne ruchy, jakby się trzęsła albo miała jakiejś tiki nerwowe. Domyślam się, że miał to być pewien ukłon w stronę realizmu, gdyż podczas „tradycyjnych” rozmów nikt nie stoi jak mumia, tylko wykonuje się pewne gesty. Tu jednak mamy szale przechyloną za bardzo w drugą stronę, gdyż ruchy wykonywane przez postacie nie są naturalne i wyglądają co najmniej dziwnie. Chyba już bardziej wolałbym, aby stały jak posągi.

Obrazek

Co do muzyczki, to jest naprawdę dobrze. Może nie są to kawałki, które można potem słuchać godzinami bez przerwy, ale również nie doprowadzają one do szewskiej pasji. Uważam też, że pasują one do klimatu gry – z jednej strony jest on bajkowy, z drugiej – jesteśmy świadkami dramatycznych wydarzeń, które można by nazwać zamachem stanu, więc w muzyce również zawarto pewną nutę dramatyzmu. W sumie efekt, który można usłyszeć w głośnikach, jest co najmniej zadowalający.

Jeśli zaś mowa o sterowaniu, to uwagę zwracają tu dwie rzeczy. Pierwsza to typowe dla produkcji CRYO poruszanie się skokowe z możliwością obrotu w miejscu o 360 stopni. Druga – tu nie gracz decyduje o tym, kiedy należy zapisać stan swoich postępów, ale robi to program. Co prawda dzieje się to dosyć często, więc jeśli zginiemy lub zostaniemy złapani (co na jedno wychodzi i co się dość często zdarza), to nie musimy powtarzać zbyt wielkiego fragmentu. Z drugiej strony – wolę sam decydować o tym, kiedy zrobić sejwa, bo były momenty, gdy miałem ochotę się zapisać, ale gra takiej chęci nie wyrażała. To niespecjalnie mi się podobało, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma, więc zbytnio na tę niedogodność nie narzekałem.

Jeśli zaś chodzi o polonizację – również jest dobrze. Owszem, można znaleźć parę drobnych błędów, ale tych większych się ustrzeżono. A biorąc pod uwagę, że polonizacja jest pełna, uważam że sztuka to niemała. Dzięki temu czerpie się większą przyjemność podczas zabawy, a to duży plus dla polskiego wydawcy.

Generalnie gra ma sporo plusów (fabuła, zagadki, grafika itd.), a minusy (poza jednym – czasówkami) nie są zbyt uciążliwe. Z tego względu Atlantis: Zaginione Opowieści wspominam naprawdę miło i mogę polecić każdemu, kto jeszcze nie zagrał w to dzieło firmy CRYO. Spróbujcie, a nie pożałujecie!


OCENA GRY: 8/10

ZALETY:
+ ciekawa fabuła
+ dużo logicznych zagadek
+ ładna grafika
+ przyjemna muzyka
+ dobre spolszczenie

WADY:
- czasówki!
- tiki nerwowe postaci
- brak sejwa w dowolnym momencie
- trzeba się nagimnastykować, aby wszystko działało jak należy pod windowsem XP
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Atlantis: the lost tales”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość