Atlantis II - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2382
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 28 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 29 razy
Płeć: Mężczyzna

Atlantis II - recenzja

Postautor: Adam_OK » 30 marca 2013, 14:54

Obrazek
Mając w pamięci zakończenie części pierwszej, wydawać by się mogło, że sequel nie ma prawa powstać. W końcu Atlantyda, na której rozgrywała się duża ilość wydarzeń, została zniszczona i ostatecznie spoczęła na dnie morza. W świecie gier działy się jednak nie takie „cuda”, a Atlantis jest jednym z nich. W końcu gra ta doczekała się nie tylko jednej, ale aż czterech kontynuacji. Dziś w programie będzie ta opatrzona numerkiem dwa, więc, nie zwlekając, przejdę teraz do rzeczy.

Nasz bohater ma na imię Tenie i swoją przygodę zaczyna na pewnym statku. Tam dowiaduje się, że jest ostatnim Szafarzem Światła i że musi wyruszyć w podróż. Na tymże statku odnajduje 3 dziwne kamienie, które umieszczone na Mandali (coś w stylu teleportu) przenoszą go w różne miejsca, gdzie ma rozwiązać problemy trapiące żyjących tam ludzi. Gdy to uczyni, zdobędzie dodatkowe 3 kamienie, które również można umieścić na Mandali. A potem? To, co dzieje się potem, trzeba odkryć samemu, gdyż zdobywanie kamieni to jedynie środek do celu, którym jest (nie pierwszy i nie ostatni raz) pokonanie Zła. Z tego krótkiego opisu zdawać by się mogło, że tytuł ten ma niewiele wspólnego z poprzednikiem. Nic bardziej mylnego – ot, wspomnę o tym, że pierwszym Szafarzem Światła był Seth, czyli bohater prequela, a kolejnymi Szafarzami zostawali jego potomkowie. Poza tym Zło, z którym zmierzy się Tenie, zostało już kiedyś (w jedynce) pokonane, a teraz znów trzeba je zwalczyć. To oczywiście tylko część wspólnych wątków, a pozostałe można odkryć, sięgając po Atlantis 2. Robiąc to, odwiedzimy m.in. Półwysep Jukatan, Chiny, Irlandię oraz oczywiście zatopioną Atlantydę. Jak widać – różnorodność lokacji jest naprawdę duża, a dodatkowo na plus zaliczyć też trzeba fakt, że trzy pierwsze można odwiedzać w dowolnej kolejności (ale trzeba tę kolejność zapamiętać, bo jest ona ważna). W sumie gra zapewni nam naprawdę długą (w porównaniu z nowościami) roz(g)rywkę. Niestety, nie jest ona tak interesująca jak wcześniej, a całość bardziej sprawia wrażenie zlepka kilku historyjek niż jednej, spójnej opowieści. Mimo wszystko nie uważam czasu spędzonego przy drugim Atlantisie za stracony, choć jego fabułę mogę określić jedynie jako niezłą.
Obrazek

Podobne zdanie mogę wyrazić o zagadkach, gdyż niektóre z nich są naprawdę „pokręcone”. Weźmy na przykład sytuację, w której musimy opuścić most, aby móc przejść dalej. Robimy to przez układanie medalionów na właściwych miejscach. Tyle że ich kolejność jest dla mnie zupełnie niezrozumiała i to pomimo podpowiedzi! Sporo też się namęczyłem, gdy jako aztecki wojownik miałem odtworzyć tęczowy most (jakaś „mostowa” klątwa, czy co?). Tu jednak sam sobie narobiłem kłopotów, bo nie zorientowałem się, że elementy tej układanki można nie tylko zamieniać miejscami, ale również obracać wokół własnej osi. Ponadto znów trzeba się wykazać dobrą orientacją w terenie, bo podobnie jak w jedynce trzeba będzie pokonać niejeden labirynt. Mnie szczególnie w pamięci został ten, gdy na wyspie poszukiwaliśmy gwiazdek leżących na ziemi. Przyznam szczerze, że doprowadzało mnie do szału łażenie w tę i z powrotem z nosem w ziemi, wypatrując ich, szczególnie gdy już część z nich trafiła do mego ekwipunku. Zresztą w tej grze podobna sytuacja powtarzała się zbyt często, a to dlatego, że wiele przedmiotów było tak zamaskowanych, że do ich znalezienia potrzeba albo sokolego wzroku, albo benedyktyńskiej cierpliwości. Jak widać – do łamigłówek mam sporo zastrzeżeń, a jedyne za co mogę pochwalić twórców, to ich ilość. Szkoda tylko, że nie przeszła ona w jakość.

Narzekać nie będę za to na grafikę. Jest ona ładna, dobrze dobrano barwy do poszczególnych lokacji oraz do obiektów w nich występujących. Te ostatnie również wyglądają tak jak powinny, czyli jak odpowiedniki realnych budowli. W zasadzie tylko na podstawie ich wizerunku można łatwo określić, gdzie w danym momencie rzuciła nas fabuła gry. Zastrzeżeń nie mam też do wyglądu postaci, które nie mają już dziwnych tików, o których pisałem w recenzji części pierwszej. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że praktycznie od połowy rozgrywki nie uruchamiał mi się żaden filmik. Nie wiem, czy to wina mojego sprzętu czy gry, ale efekt był taki, że gdy miała być odtworzona animacja, to po chwili „mielenia” płytki w napędzie przeskakiwałem do momentu, w którym odzyskiwałem kontrolę nad wydarzeniami. Jako że straciłem w związku z tym niewielką część tego, co ten program miał do zaoferowania, więc ja muszę odzyskać to, zabierając niewielki kawałeczek z końcowej oceny.
Obrazek
Opisując muzykę, przyznam się, że to ona była główną siłą, która sprawiła, że chciałem zapoznać się z tą produkcją. A wszystko przez to, że wiele osób (także na naszym forum) rozpływało się w zachwytach nad nią, a szczególnie nad kompozycjami towarzyszącymi graczowi w Irlandii. Po ukończeniu drugiego Atlantisa stwierdzam, że w tych zachwytach nie było przesady – w tym etapie muza po prostu wymiata! Gdyby cała zabawa toczyła się na Zielonej Wyspie, to mógłbym stwierdzić, że tytuł ten ma najlepszą oprawę muzyczną w historii gatunku! Niestety, nie mogę tego zrobić, a to dlatego, że w pozostałych etapach nie jest ona już taka dobra. O ile np. podczas wizyty na Jukatanie jest jeszcze całkiem nieźle, to w Chinach jest katastrofa! Muzyczka z tego fragmentu strasznie mnie denerwowała, więc ją wyłączyłem, aby nie katować swoich uszu. Gdyby więc spojrzeć na tematykę muzyki w grze globalnie, to plusy, jakie dałbym jej za Irlandię, zredukowałyby się z minusami za Chiny.

Jeśli zaś chodzi o sterowanie, to w stosunku do poprzednika dokonano jednej istotnej zmiany – można zapisać się w dowolnym momencie. Co więcej, w Atlantis 2 może bawić się kilka osób niezależnie od siebie. Wynika to z faktu, że wykonując sejwa, wybieramy na początku „kulkę”, na której to zrobimy. „Kulek” takich jest 5, więc na jednym komputerze może grać nawet 5 osób, a każda swoje zapisy będzie mieć na innej „kulce”. Moim zdaniem to ciekawe rozwiązanie, gdyż sprawia, że produkt ten jest w pewnym sensie „rodzinny”.

Czy warto więc powrócić na Atlantydę? W końcu, jak można łatwo zauważyć, sporo narzekałem, więc wydaje się, że gra z taką ilością wad jest słaba. Otóż nie jest tak źle – choć nie jest to produkt z najwyższej półki, to i tak można przy nim miło spędzić czas. Szczególnie, że dzięki temu można odkryć wszystkie rzeczy łączące ją z poprzednikiem. Jako że gra jest w pełni po polsku, to ze zrozumieniem wszystkich jej zawiłości problemu nie będzie, gdyż spolszczenie wykonano naprawdę dobrze. Jeśli więc jeszcze nie masz tego tytułu „na rozkładzie”, to warto po niego sięgnąć, choćby tylko dla muzyczki z Irlandii.
Obrazek


OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ muzyka w Irlandii!
+ niezła fabuła (ale mało spójna)
+ dużo zagadek
+ ładna grafika
+ zapis w dowolnym momencie
+ poprawna polonizacja

WADY:

- muzyka w Chinach
- niektóre zagadki
- mało spójna (ale niezła) fabuła
- problemy z filmikami
- ogólnie słabsza od poprzednika
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Atlantis II”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość