Atlantis 5: the secrets of Atlantis - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2563
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 43 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Mężczyzna

Atlantis 5: the secrets of Atlantis - recenzja

Postautor: Adam_OK » 30 marca 2013, 15:08

Obrazek

Atlantyda – ta nazwa fascynuje ludzi od dawna. Co prawda tych, co wierzą w jej istnienie nie ma wielu, ale ten mityczny ląd pociąga ich, bo uważają, że są tam ukryte nieprzebrane skarby albo źródło potęgi i wiedzy. Wyrazem tej fascynacji są liczne filmy, książki i gry, które opowiadają o tej krainie. Część z tych ostatnich to przygodówki i to dosyć udane. Mieliście już okazję zapoznać się z moimi opisami większości z nich, teraz nadszedł czas, aby zakończyć ten cykl recenzją najnowszej odsłony gier z serii Atlantis.


Historia w niej opowiedziana toczy się w 1937 roku, a głównym bohaterem jest niejaki Howard Brooks. Leci on właśnie na pokładzie Hindenburga (którego był jednym z współtwórców), gdy zostaje zaatakowany. Po odzyskaniu świadomości podejmuje działania mające na celu wyjaśnienie przyczyn tego ataku. Wkrótce dowie się, że miał on związek z pewnym medalionem, który dostał kiedyś od swego ojca, który zginął podczas Wielkiej Wojny (tak nazywano pierwszą wojnę światową do wybuchu drugiej w 1939 roku). Medalion ten jest jednym z kluczy do tajemnicy Atlantydy; kluczem, który chce mieć pewna grupa o nazwie Thule. Swoją drogę do Atlantydy Howard rozpocznie w Nowym Jorku, gdzie spotka się z pewnym milionerem o nazwisku Foster, który wtajemniczy go w szczegóły jego misji. Brooks podejmie się jej także dlatego, bo liczy, że uda mu się natrafić na ślad swego ojca i sprawdzić, czy wiadomości o jego śmierci były prawdziwe. Howard nie będzie jednak sam – wkrótce po rozmowie z Fosterem wyruszy do Makao na spotkanie z Kate Sullivan – młodą panią archeolog, która również ma jeden z medalionów. Dalsze losy rzucą naszych bohaterów do Indii oraz na tereny dawnej Mezopotamii. Niestety, nie można powiedzieć, że przeżyją wiele wspaniałych przygód, bo ... nie ma ich wiele. W efekcie na ukończenie gry potrzebowałem zaledwie dwóch dni średnio intensywnego siedzenia przed monitorem. Mówiąc precyzyjniej, zajęło mi to jakieś 7, może 8 godzin, co nawet jak na współczesne tytuły jest wynikiem słabym. I choć fabuła jest interesująca, to pozostaje uczucie niedosytu. Uczucie to zwiększa zakończenie gry – widać wyraźnie, że nasi bohaterowie nie dokończyli swego dzieła, a jedynie znaleźli istotną wskazówkę prowadzącą do celu. Gdyby można było tę historię doprowadzić do końca, to gra tylko by na tym zyskała – byłaby dłuższa, jeszcze ciekawsza i jeszcze lepsza. No właśnie – gdyby...

Obrazek
Żadnego niedosytu nie odczuwałem przy rozwiązywaniu zagadek. Jak na tak krótką grę spotkamy ich tu stosunkowo sporo. Przyjdzie nam m.in. rozegrać kilka partyjek pokera, zagramy w minigierkę, w której będziemy zbierać kawałki jadeitu czy też pobawimy się w różnego kalibru przesuwanki. Ogólnie zadań jest sporo i są one dosyć zróżnicowane pod względem trudności. Było tu jednak coś dziwnego i co wiązało się z jedną z łamigłówek. Otóż w pewnym momencie zostaniemy zamknięci w sarkofagu i aby się z niego wydostać, należy ... rozwiązać sudoku. Muszę przyznać, że to bardzo oryginalny sposób na otwieranie zamków, choć mało realistyczny. Co do samego sudoku nie mam zastrzeżeń – nie pamiętam, abym gdzieś wcześniej spotkał coś podobnego, a ponadto nie było ono wcale takie proste. Inna zagadka, przy której spędziłem sporo czasu to sejf w Empire State Building – ją rozwiązałem bardziej fartem niż rozumem, ale i tak mi się podobała. W sumie najnowsza odsłona serii Atlantis zapewni każdemu sporo intelektualnej rozrywki na wysokim poziomie.

Jeśli chodzi o stronę wizualną, to jest dobrze. Szczególnie spodobały mi się postacie, które wykonano bardzo szczegółowo, wręcz drobiazgowo. Co więcej, nawet z oddali prezentują się co najmniej przyzwoicie, widać wyraźnie ich twarze, oczy, ręce i inne części ciała. Podobny poziom reprezentują lokacje – są dokładnie wykonane, mają właściwe nasycenie kolorami i dobrze oddają klimat miejsc, które odwzorowują. Ciekawie rozwiązano też kwestię filmików. Otóż część z nich jest „tradycyjna” – polega to na tym, że chwilowo tracimy kontrolę nad wydarzeniami, możemy je jedynie obserwować na ekranie. Dokładniej, na całym ekranie, gdyż pozostała część jest podobnie wykonana, tyle że to, co obserwujemy widać jedynie w małej ramce na środku monitora. Przypomniało mi to trochę „Aurorę”, ale na szczęście jakość takich animacji jest o wiele lepsza niż w w/w tytule.

Dźwiękowo też jest lepiej niż we wspomnianym tytule wydanym w tej samej serii - The Adventure Collection – ale to nie była wielka sztuka. Bardzo spodobała mi się muzyczka, była bardzo klimatyczna i odpowiednio dobrana do lokacji. Dźwięki również stały na odpowiednim poziomie, więc podczas zabawy można spokojnie podkręcić głośniki, bo jest czego posłuchać.

Obrazek
Jeśli chodzi o interfejs to mam pewne zastrzeżenia. Niby wszystko jest proste i łatwe do opanowania, ale jednocześnie trochę ascetyczne. Może to trochę surowe określenie, ale jak inaczej to powiedzieć, skoro np. ikona ruchu to strzałka ze stópkami, a ikona akcji to zwykła rączka. Co prawda w innych grach jest podobna symbolika, ale tutaj chyba ktoś nie przyłożył się do wykonania tych ikonek i ma się wrażenie, że są, bo być muszą. Poza tym sterowanie jest typowe dla serii Atlantis – „żabie skoki”, sterowanie myszą i obrazki przedstawiające dostępne tematy podczas rozmów. Weterani serii będą więc się czuli jak u siebie w domu, a reszta opanuje je bardzo szybko.

Do oceny została mi już tylko polonizacja. Tu jest co najwyżej poprawnie, gdyż nie ustrzeżono się kilku, dosyć poważnych, błędów. Pierwszy polegał na tym, że po pierwszym uruchomieniu gry w menu głównym była opcja „rescue game” zamiast polskiego „wczytaj”. Drugi błąd to przetłumaczenie nazwy nożyc do cięcia drutu jako „golarka”, co jest bardzo mylące i tylko po kształcie tego przedmiotu można domyślić się jego zastosowania. Trzecia pomyłka to nieprzetłumaczenie nazwy dużego sita, które było potrzebne do określenia wielkości kamieni do ociosania. Zamiast polskiej nazwy widać tylko jakiś napis po angielsku. Poza tym polskie napisy wykonano dobrze – czcionka ma odpowiednią wielkość, jest wyraźna i czytelna i dobrze spełnia swe zadanie.
Ogólnie najnowszy Atlantis jest pozycją niezłą, choć chyba najsłabszą z całego cyklu. Niedokończona fabuła (w dodatku zbyt krótka), dziwnie umiejscowione zagadki (sudoku), ascetyczny interfejs i niedopracowana polonizacja to jej największe wady. Mimo wszystko warto zapoznać się i z tą odsłoną serii, głównie dla dosyć interesującej historii czy udanych zagadek i oprawy audio–wizualnej. Kto zagra, żałować nie powinien.


OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ całkiem ciekawa fabuła
+ bardzo fajne zagadki
+ udana oprawa graficzna
+ miła dla ucha muzyka

WADY:

-trochę ascetyczny interfejs
-błędy w polonizacji
-zdecydowanie za krótka
-opowieść urwana w połowie
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „The secrets of Atlantis: the sacred legacy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość