Art of murder: klątwa Lalkarza - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2435
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 32 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Art of murder: klątwa Lalkarza - recenzja

Postautor: Adam_OK » 30 marca 2013, 14:34

Obrazek
W ostatnich latach coraz więcej przygodówek ukazuje się na naszym rynku. Jeden z wydawców, firma City Interactive, zdecydował się również na stworzenie gry należącej do tego gatunku. I tak, pod koniec 2007 roku, ukazała się produkcja pt. „Art of Murder”. Choć do ideału trochę jej brakowało, to została na tyle dobrze przyjęta, że CI zdecydowało się na stworzenie sequela. Czas więc przyjrzeć się mu nieco dokładniej.

W „Klątwie Lalkarza” ponownie spotykamy się z Nicole Bonnet. Tym razem nasza znajoma agentka FBI tropi tytułowego Lalkarza. Początkowo mordował on swoje ofiary w USA, ale po kilku miesiącach przeniósł swą „działalność” do Europy, a konkretnie do Francji. Tam właśnie, w Paryżu, zostaje zabita baletnica. Ślady na miejscu zbrodni oraz styl działania mordercy sugerują, że to właśnie Lalkarz stoi za tym przestępstwem. Te ślady to mała lalka pozostawiona przy ciele oraz sama ofiara wisząca na linach, z hakami wbitymi w nią. Skoro więc morderca przeniósł się za ocean, to i Nicole robi to samo. Oczywiście wszystko odbywa się oficjalnie, ale i tak miejscowa policja (delikatnie mówiąc) nie jest zachwycona jej przybyciem do Paryża. To jednak jest najmniejsze ze zmartwień, jakie trapić będą naszą bohaterkę. Najważniejsze to złapać bandytę, ale nim to się uda (albo nie, nie będę zdradzał zakończenia), trzeba będzie doprowadzić śledztwo do końca. A to sprawi, że trzeba będzie odwiedzić wiele miejsc, zarówno w stolicy Francji, jak i w Marsylii, Hiszpanii oraz na Kubie. Wydawać by się mogło, że taki zestaw zagwarantuje sporą ilość lokacji oraz odpowiednią długość gry. Niestety, poza Paryżem, tych pierwszych jest stosunkowo mało (i to dosyć niewielkich rozmiarów), przez co etapy w nich rozgrywane są stosunkowo krótkie. W efekcie na ukończenie zabawy potrzeba jedynie kilku godzin gry. Na szczęście tych kilka godzin dostarczy graczom sporo dobrej rozrywki, bo wiele elementów jest naprawdę udanych. Wśród nich wymienię fabułę, gdyż potrafi trzymać w napięciu. Szczególnie dotyczy to początkowych etapów, ale te dalsze (np. na Kubie) również są na odpowiednim poziomie.
Podobną opinię mogę wyrazić o zagadkach. Mamy ich tutaj całkiem sporo, np. łamigłówka z haczykami w mieszkaniu Jacka czy przesuwanka w marsylskim mieszkaniu Louisa. Szczególnie ta ostatnia jest ciekawa – z jednej strony prosta, gdyż cały czas obok mamy pokazane, jak wyglądać powinien poprawnie ułożony obrazek. Z drugiej – niektóre kawałki są bardzo do siebie podobne, więc można je ze sobą pomylić. Generalnie rozwiązanie zarówno tej, jak i pozostałych zagadek nie powinno sprawić nikomu większych trudności. Podobnie ma się sprawa z zadaniami „przedmiotowymi”. Niekiedy twórcy podają odpowiedź na tacy, opisując aktywny punkt jako „miejsce na zaczepienie liny”. Dla części graczy, szczególnie tych bardziej doświadczonych, może to być wręcz obrazą ich intelektu. Niestety, to nie jedyna rzecz, do której muszę się przyczepić w tym akapicie. Druga to czasówki, których też jest niemało. Najbardziej denerwująca jest ta z pękniętą dętką, gdyż limit czasowy jest tak wyśrubowany, że najmniejsza pomyłka powoduje powtarzanie tej zręcznościówki od początku. W pozostałych czasu jest wystarczająco (czasem aż za dużo), a największą trudność zwykle sprawia wymyślenie rozwiązania.

Bardzo udana jest również oprawa graficzna. W porównaniu do poprzedniej części zmieniono silnik, dzięki czemu jest ona jeszcze lepsza niż w jedynce. Wszystkie lokacje są bardzo klimatyczne, szczególnie te w Paryżu oglądane nocą. W niektórych z nich widać inspiracje innymi przygodówkami – dla przykładu posiadłość Louisa widziana z zewnątrz przypominała mi trochę zamek Black Mirror, a podwórko w hiszpańskiej wiosce (to z motorem) kojarzyło mi się nieco z Tunguską. Do tego należy wspomnieć o bardzo udanych filmikach. Wykonano je naprawdę świetnie, są one bardzo dynamiczne, gdyż nawet zwykła przejażdżka samochodem z Hawany na prowincję potrafi dostarczyć sporo wrażeń. A to wcale nie jest najlepszy przykład, dużo większe napięcie wzbudza choćby widok Nicole uciekającej przed dwoma krwiożerczymi psami. Ciekawie pokazano również momenty, gdy nasza agentka podróżuje np. z Marsylii na Kubę. Trochę to przypomina wcześniejszą produkcję CI – „Chronicles of Mystery”, ale efekt jest znacznie lepszy niż tam.
Jeśli chodzi o doznania słuchowe, to trudno mi powiedzieć, czy jest lepiej, czy gorzej niż w „Rytuale Skorpiona” albo w pierwszym AoM, gdyż zwyczajnie nie pamiętam, jak tam było z tą kwestią. Nie przeszkadza to jednak wcale w stwierdzeniu, że „Klątwa Lalkarza” pod względem muzycznym nie ustępuje innym produkcjom. Duża różnorodność utworów sprawia, że nie nudzą się one praktycznie wcale. Do tego każdy z nich podkreśla charakter wydarzeń obserwowanych na ekranie. Dobre ich dopasowanie do akcji i lokacji sprawiają, że muzyka buduje klimat gry. Co prawda temu ostatniemu do ideału (czyli do rasowego thrillera) nieco brakuje, ale oprawie audio zarzucić nic nie można.

Podobnie nie można narzekać na sterowanie. Oczywiście jest to praktycznie kalka z poprzednika, więc gracze z nim zaznajomieni nie będą mieli problemów z jego opanowaniem. Pozostali również nie powinni narzekać, gdyż jest to point & click w klasycznym wydaniu. Dla ułatwienia dodano również (coraz powszechniejszy wśród przedstawicieli gatunku) przycisk odpowiedzialny za pokazywanie wszystkich aktywnych miejsc na całym ekranie. Dzięki temu przeoczenie jakiegoś szczegółu jest trudne.

City Interactive przyzwyczaiło już nas, że swoje gry wydaje w polskiej wersji kinowej. Głosy postaci są więc angielskie, a jedynie napisy są po naszemu. Podczas zabawy nie znalazłem w nich nic specjalnie ciekawego. Nie martwię się tym jednak, gdyż oznacza to naprawdę wysoki poziom „polonizacji” (dałem to określenie w cudzysłowie, bo trochę to dziwnie brzmi w odniesieniu do rodzimej produkcji). Nie znalazłem błędów ortograficznych ani stylistycznych, ani innych. Również rodzaj i wielkość czcionki są odpowiednie.

Podsumowując, „Art of Murder 2” to solidna produkcja z niezłą fabułą, ciekawymi zagadkami, dobrze wykonana od strony technicznej. Gdyby była nieco dłuższa i pozbawiona elementów zręcznościowych, to można by się pokusić nawet o ocenę maksymalną. Niestety, te dwie kwestie trochę ją obniżą, ale i tak fanom przygodówek można ją z czystym sumieniem polecić.

OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ niezła fabuła
+ ciekawe zagadki
+ świetne przerywniki filmowe
+ oprawa audio–wizualna
+ interfejs i „polonizacja”

WADY:

- trochę za krótka
- czasówki
- do „rasowego” thrillera nieco jej brakuje
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Art of murder: klątwa Lalkarza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość