Art of murder: karty przeznaczenia - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9960
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 103 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 121 razy
Płeć: Kobieta

Art of murder: karty przeznaczenia - recenzja

Postautor: Urszula » 06 stycznia 2012, 17:46

Obrazek

Kolejne przygody sympatycznej agentki FBI Nicole Bonnet zostały opowiedziane w grze pod tytułem Art of murder: Karty przeznaczenia. Przez wiele lat seryjny morderca śledził poczynania naszej bohaterki i teraz chce ją wyeliminować z gry. Czy mu się to uda, dowiemy się na końcu. Śledząc jednak jej losy, można wnioskować, że niedługo doczekamy się czwartej części, pytanie tylko gdzie nasza panna Bonnet będzie pracować? Tego nie wiadomo, ale że swój adres pracy będzie musiała zmienić, to więcej niż pewne. Wiadomo, że nie zginie, ale w pewnym sensie morderca wyeliminuje ją z gry. Zapewne nasi rodzimi twórcy znajdą jej nowe zatrudnienie, być może Nicole wraz ze swoim byłym partnerem Nickiem założy prywatną agencję detektywistyczną. Jednak to już są spekulacje, wracamy więc do tego, co działo się w trzeciej części gry.

Fabuła

Tajemnicza paczka dostarczona pannie Bonnet kończy jej urlop, prowadząc ją do starego kina, gdzie ogląda sfilmowane swoje losy (tutaj mamy migawki z pierwszej i drugiej odsłony serii). Po jego opuszczeniu jest świadkiem wypadku, czy też może morderstwa. Szybko okazuje się, że to kolejne z serii zabójstw, co sugeruje karta pozostawiona przy zwłokach, taka sama jak w poprzednich czterech przypadkach. Nicole dostaje sprawę „Karciarza” i zaczynamy dochodzenie. Musimy znaleźć motyw zbrodni i dowiedzieć się, kim jest nasz morderca. Fabuła gry przedstawia się bardzo dobrze i zachęca do rozwikłania zagadki. Trzyma od początku do końca w napięciu. Nasz morderca, choć nie zabija własnymi rękami, to jednak genialnie obmyśla pułapki, w które zwabia swoje ofiary i przy pomocy przeróżnych urządzeń zadaje im śmierć. Jest na tyle zdemoralizowany i pewny siebie, że tak wszystko planuje, aby Nicole Bonnet była świadkiem tych morderstw.

Obrazek


Oprawa graficzna

Graficznie gra przedstawia się całkiem dobrze. Wstawki filmowe stoją na wysokim poziomie. Stare, zaniedbane kino wygląda w świetle latarki tak, jak ten przybytek wyglądać powinien. Knajpa w zakazanej dzielnicy i jej zaplecze sanitarne przypominają nam czasy PRLu. Dziwna fabryka i wesołe miasteczko to miejsca, gdzie nasi rodzimi graficy pokazali klasę. Wprawdzie wszędzie było jakoś dziwnie pusto, jakby na zawołanie wszystkich wywiało. Stary materac przed kinem aż się prosił o jakiegoś szmunca, który by sobie smacznie spał po wypiciu kilku głębszych w znajdującej się obok knajpie. Przydałoby się więcej postaci w tych dziwnych, zakazanych miejscach, ale generalnie lokacje wyglądają całkiem dobrze i realnie. Wiele do życzenia pozostawia natomiast mimika naszych bohaterów, właściwie zerowa, a i poruszają się oni, jakby mieli sztuczne stawy biodrowe. Tutaj nie widać specjalnie poprawy, tak samo było i w poprzednich częściach.

Udźwiękowienie

Oprawa audio jest bardzo dobra i nieraz sama muzyka sprawiała, że ze strachu ciarki biegały mi po plecach. Czasem jednak muzyka była zbyt głośna i zagłuszała rozmowę. Tutaj muszę zapytać, dlaczego gra wydana przez Polaków nie jest w naszym rodzimym języku, tylko trzeba czytać napisy? Jakbyśmy własnego języka nie mieli. Czy jest aż taki problem z dobraniem odpowiednich aktorów, aby gra wydana przez rodzimych twórców komunikowała się z nami po polsku? Komentarze naszej bohaterki po wykonanej nieprawidłowo czynności po pewnym czasie nawet spokojnego człowieka mogą przyprawić o atak szału. Wolałabym już zdecydowanie usłyszeć jakiś komentarz po polsku.
Jednak nie będę się tak bardzo czepiać, bo właściwie tylko to mnie drażniło, cała reszta wykonana była poprawnie, a podkład muzyczny jest bardzo dobry.

Obrazek


Pomyśleć trzeba

Sprawa kolejna: zagadki,czyli kwintesencja gier przygodowych. Muszę przyznać, że większość była bardzo dobra, o różnym stopniu trudności. Nad niektórymi trzeba było dłużej posiedzieć, bo nie były do pokonania ot tak, od ręki. Mamy interakcję z przedmiotami, łączenie ich z innymi, by stworzyć rzeczy potrzebne do wykonania jakiejś czynności. Możemy, co jest nowością, oglądać przedmiot z każdej strony, obracając go. Zagadki zmuszają nasze szare komórki do pracy, bo niewątpliwie wymagają od nas logicznego myślenia. Trzeba zaglądać w każdą dziurę i gromadzić dowody. I tutaj sprawdza się znak zapytania jako podpowiedź, gdzie jeszcze nasze oko nie zaglądnęło i jaki ważny dowód czy poszlaka umknęły naszej uwadze. Wprawdzie w kinie, jak się ukazał znak nad każdym fotelem, to niekoniecznie mnie nakierowało to na właściwe rozwiązanie, natomiast nie było znaku zapytania na niewidocznej tablicy koło drzwi wyjściowych, ale to już taki mały szczegół. Generalnie takie rozwiązanie jest bardzo dobre.
Zmęczyłam się natomiast bardzo przy badaniu odcisku palca i stwierdzam, że albo mam wzrok nie ten, albo zagadka była troszkę za mocno wyśrubowana, ale to właściwie jedyna taka łamigłówka, która dała mi wycisk. Choć kod z lodówki też do łatwych nie należał. Ile nam przyjdzie czasu spędzić nad grą, to zależy od naszych zdolności. Na pewno jednak są momenty trudne i trzeba troszkę pogłówkować, aby wpaść na prawidłowe rozwiązanie. Śledztwo nasze będziemy rozwiązywać często w biurze FBI, które się troszkę rozrosło, przybyło nam niemało pomieszczeń. Mamy teraz laboratorium, strzelnicę, pokój przesłuchań i wiele innych. Teraz ta siedziba jest bardziej realna. Przybyło też nam kilka nowych postaci, jest wśród nich spec laborant, który pomaga nam w badaniu naszych zdobytych dowodów. Mamy więc bardzo ciekawe, logiczne zagadki i mamy miejsce, gdzie musimy je rozwiązać.

Obrazek


Zręcznościówki - i po co to komu?

Kolejny raz ktoś przygodomaniaków chce uszczęśliwić na siłę, dodając elementy zręcznościowe, każąc skakać po palach niczym kobieta-kot. To sztuczne wydłużanie gry i zupełnie niepotrzebny element. Takie sytuacje powinny zostać wyeliminowane z gier przygodowych. Za te pale producenci powinni dostać po uszach. Jest to zdecydowanie minus dla tej gry. Kolejna zła sprawa to możliwość śmierci głównej bohaterki. Wprawdzie gra sama robi zapis w odpowiednim momencie, ale mimo wszystko uważam ten aspekt gry za minus.

Podsumowanie

Najnowsza gra City Interactive przedstawia się całkiem dobrze. Nie jest to superprodukcja, ale plasuje się na pewno w szeregu więcej niż dobrych gier. Bardzo ciekawa i wciągająca fabuła (choć brak troszkę zwrotów akcji), zagadki na dobrym poziomie, oprawa audio potrafi zachwycić i spowodować dreszczyk emocji czy strachu. Graficznie również przedstawia się nie najgorzej, czyniąc z tej gry jedną z lepszych ostatnio wydanych. Ma swoje niewielkie błędy, ale mało jest gier, które ich nie posiadają. Wiadomo, że powstanie kolejna część. Zachęcam więc wszystkich fanów gier przygodowych do zapoznania się z tym tytułem, bo warto poznać kolejne przygody Nicole Bonnet. Jest szansa, że następna odsłona będzie idealna, biorąc pod uwagę, że każda kolejna gra z tej serii jest coraz lepsza. Wypada jeszcze wystawić ocenę końcową. Gdyby nie te skoki po palach, dałabym grze 9, ale za tę zręcznościówkę daję jej 8/10.

Plusy

+ fabuła gry
+ oprawa graficzna
+ oprawa audio
+ ciekawe zagadki

Minusy
- zerowa właściwie mimika
- poruszanie się postaci
- wyludniony, sterylny świat
- denerwujące komentarze naszej bohaterki
- element zręcznościowy.

Wróć do „Art of murder: karty przeznaczenia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość