Ankh: serce Ozyrysa - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2424
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 31 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Ankh: serce Ozyrysa - recenzja

Postautor: Adam_OK » 30 marca 2013, 14:30

Obrazek
Przygodówki to gry, które są stosunkowo rzadko dołączane w pełnych wersjach na płytkach dodanych do czasopism. Jeszcze rzadziej zdarza się, że mają one w branżowych pismach swe polskie premiery. Tak było rok temu z grą Martin Mystere, tak jest i w tym z drugą odsłoną Ankh. Dla nas, przygodomaniaków, jest to okazja do kupienia za niską cenę dobrej gry. Powstaje przy tej okazji tylko jedno pytanie – czy to rzeczywiście dobra gra? W tym tekście postaram się udzielić na nie odpowiedzi.

Kiedy rozstawaliśmy się z Assilem w pierwszej części, miał on dwie rzeczy – tytułowy Ankh na szyi i dziewczynę – córkę arabskiego ambasadora – Tharę. Trzy tygodnie później jedno i drugie wymknęło mu się z rąk. A wszystko dlatego, że Ankh wykradli złodzieje, a Thara odeszła, bo w jej ręce wpadł list miłosny, który córka faraona wysłała do Assila. Cóż, mówi się trudno i trzeba zakasać rękawy. Nasz bohater w rozmowie z jasnowidzem dowiaduje się, jakie mogą być konsekwencje, gdy naszyjnik dostanie się w ręce Ozyrysa i postanawia wziąć się do pracy na rzecz uratowania świata (i odzyskania ukochanej przy okazji). W tym celu on (czyli gracz) będzie musiał wykonać wiele zadań i odwiedzić wiele miejsc. Żeby jednak nie wszystko było na jego barkach, swoją cegiełkę do pozytywnego rozwiązania dołożą także Thara i... faraon. Kierując tymi postaciami na zmianę, nie tylko znów przeczeszemy Kair z każdej strony, ale także odwiedzimy znaną z jedynki oazę, odbędziemy kolejny rekonesans po pałacu czy „zwiedzimy” kamieniołomy. Jak dla mnie to duży plus tej gry – dzięki trzem grywalnym postaciom nie grozi nam monotonia. Jest to chyba pierwsza gra (oczywiście spośród przygodówek), w której zdecydowano się na taki zabieg i moim zdaniem efekt tego posunięcia jest dobry.
Obrazek

Dobrych pomysłów w tej produkcji spotykamy o wiele więcej. Wśród nich na pierwszy plan wysuwa się humor. Każdy, kto zetknął się z poprzednikiem, wie, czego można się spodziewać. Reszcie powiem, że jest tu wiele absurdalnych sytuacji, śmiesznych komentarzy itp. Co prawda, po prequelu uznałem, że ta gra niczym mnie nie zaskoczy, ale się myliłem. Otóż (jakby kto nie wiedział) starożytni Egipcjanie grali już w piłkę nożną, mieli lodówki, znali mydło i nakładali blokady na wielbłądy, gdy ktoś źle „zaparkował”. Ciężko tu i teraz wymienić wszystkie żarty, jakie spotkamy podczas zabawy, ale zapewniam, że jest ich naprawdę sporo. Może nie jest to produkt tak śmieszny jak ideał pod tym (i nie tylko) względem, czyli seria Monkey Island, ale naprawdę niewiele mu do niego brakuje. Uśmiech na twarzy wywołają również skojarzenia ze znanymi postaciami. W końcu najlepszy zawodnik jednej z drużyn piłkarskich nazywa się Mojżesz, przywódca niewolników w kamieniołomie to Al. Caponep, a w pobliżu tych ostatnich rośnie gadający, płonący (gdy się go wkurzy) krzak. Jest jeszcze kilka innych ciekawostek, ale nie będę psuł zabawy tym, którzy jeszcze ich nie odkryli.

Kolejna zaleta Serca Ozyrysa to fakt, że spotykamy sporo znajomych postaci z poprzednika. Oprócz tych, którymi kierujemy, są jeszcze: ojciec Assila, dwaj bandyci, Olga, trójka rewolucjonistów, strażnicy i wielu innych. Praktycznie na każdym kroku spotyka się któregoś z bohaterów części pierwszej. Oczywiście większość z nich ma epizodyczne role, ale dzięki nim wszystkie części serii zostają powiązane. Pisząc „wszystkie części”, mam również na myśli przygotowywaną ciągle jeszcze „Wojnę Bogów” – trzecią odsłonę cyklu. A jest tak dlatego, że w czasie rozgrywki o owej wojnie jest kilkakrotnie mowa, co sprawia, że Serce Ozyrysa jest jakby nie tylko osobnym produktem, ale również reklamą swej kontynuacji. I muszę przyznać, że i z tej roli wywiązuje się dobrze, bo już mnie rączki świerzbią z niecierpliwości, kiedy Ankh 3 w nie wpadnie.

Wróćmy jednak do rzeczywistości i zajmijmy się tym, co mamy, a raczej tym, czego brakuje. Mowa oczywiście o zagadkach, co uważam za duży minus. Tak na dobrą sprawę to nie ma ich wcale, ewentualnie można przyjąć, że jest jedna – gotowanie kuskusu. W końcu składników należy się domyślić na podstawie „Dziesięciu Przykazań Gotowania”. Przypominało to nieco ciasteczka ze Still Life, co dla niektórych będzie wadą, mnie się jednak podobało. To jednak za mało, abym mógł za łamigłówki dać plusa, bo zwyczajnie więcej ich nie ma. Wszystkie pozostałe zadania opierają się na korzystaniu z przedmiotów (w końcu to przygodówka) i do najbardziej skomplikowanych się nie zaliczają. W efekcie gra do najtrudniejszych nie należy, choć można czasem coś przeoczyć i się „zaciąć”. Krótko mówiąc – pod względem zagadek w drugiej części przygód Assila jest tak samo, jak w pierwszej, czyli słabo.
Obrazek

Zmian nie ma również jeśli chodzi o stronę techniczną, ale to plus, bo jest ona dobra. Weźmy pod uwagę taką np. grafikę – jej styl w stosunku do poprzednika się nie zmienił, dalej jest kolorowo i bajkowo. Co prawda szwankuje nieco kolizja obiektów [raz udało mi się wejść Assilem w Tharę (bez sprośnych skojarzeń proszę)], ale i tak jest naprawdę ładnie. Zresztą moim zdaniem taka oprawa wizualna wręcz idealnie pasuje do tej gry i jej klimatu.

Podobnie jest ze stroną audio i interfejsem. W przypadku tej pierwszej kilka utworów jest wręcz żywcem wziętych z jedynki (pamiętacie piosenkę z outra? porównajcie ją z tym, co słychać z szafy grającej), jest też kilka nowych motywów. Całość dalej brzmi „staroegispko”, co należy rozumieć jako „lepiej być nie mogło”.

Jeśli zaś mowa o sterowaniu – w zasadzie wszystko jest takie samo, jak wcześniej. A jako że wcześniej było lekko, łatwo i przyjemnie – tak jest i teraz. I na tym w zasadzie można tę kwestię zakończyć.

Nim podsumuję ten tekst, skrobnę kilka zdań o polonizacji. Otóż jest ona kinowa, więc polskie są tylko napisy. I choć czcionka wydaje się być nieco większa niż poprzednio (co zaliczam na plus), to można mieć małe zastrzeżenia do jakości tłumaczenia. Polegają one na tym, że nie wszystko zostało przetłumaczone i czasem można trafić na zdanie czy dwa po angielsku. Tyczy się to również opisów niektórych przedmiotów – np. w kamieniołomach drewniana belka jest nazwana „bar”. Na szczęście tych błędów nie ma wiele i nie uprzykrzają one prawie wcale gry.
Podsumowując – kontynuacja Ankh jest pozycją godną zainteresowania, szczególnie polecam ją tym, którzy mają doła. Jest to bowiem produkt bardzo lekkostrawny, zapewniający miłe doznania audio–wizualne oraz sporą dawkę dobrego humoru. Gdyby tylko dodano nieco zagadek i wydłużono nieco rozgrywkę, mielibyśmy grę bliską ideału. A tak mamy jedynie program „prawie” doskonały.

OCENA GRY: 8/10

ZALETY GRY:

+ humor
+ oprawa audio–wizualna
+ niezła fabuła
+ nawiązania do jedynki i nie tylko
+ trzy grywalne postacie
+ trzy (nieco odmienne) zakończenia

WADY:

- za krótka
- drobne wpadki w polonizacji
- znikoma ilość zagadek logicznych
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Ankh: serce Ozyrysa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość