Agon: the lost sword of Toledo - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9490
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 87 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 109 razy
Płeć: Kobieta

Agon: the lost sword of Toledo - recenzja

Postautor: Urszula » 22 lutego 2012, 14:06

Obrazek
Kolejna odsłona przygód poszukiwacza profesora Hunta prowadzi gracza do hiszpańskiego miasta Toledo. Jego zadaniem, podobnie jak poprzednio, jest odnalezienie kolejnej strony Kodeksu, oraz zwycięstwo w grze planszowej, dzięki czemu przełamane zostanie pewne zaklęcie. Nasz bohater nie spodziewa się jednak, że zanim rozwiąże zadanie główne, będzie musiał zmierzyć się z innymi problemami. Mimo że nie wie, co go czeka, przeczucie mówi mu, że może napotkać przeszkody. Dlatego chce skontaktować się ze starym znajomym - malarzem, by ten pomógł mu w odnalezieniu rodziny Candelas.
Nie będę opisywać, co z tego wyniknie - nie chcę nikomu zepsuć zabawy. Dość powiedzieć, że twórcy, oprócz wątku głównego, przygotowali też kilka pobocznych, z którymi także trzeba się uporać, by ukończyć grę.

Obrazek


Graficznie ta przygodówka wygląda zdecydowanie ładniej niż jej poprzedniczka. Cała akcja rozgrywa się w tylko jednej miejscowości, więc krajobraz przez cały czas trwania gry pozostaje niezmienny. Mamy za to do zbadania i oglądnięcia wiele pomieszczeń, których wygląd jest efektowny i bardzo dopracowany. Każdy przedmiot, jaki wpadnie nam w ręce, jest bardzo ładnie odwzorowany. Wystrój wnętrz jest bogaty w szczegóły, co sprawia, że ma się wrażenie bycia wewnątrz prawdziwego mieszkania czy sklepu.
Fontanna bijąca w atrium, papuga zamknięta w klatce, struktura kamienia na budynkach - wszystkie te elementy wyglądają bardzo realnie. Drzewa rzucają cienie, w lustrze odbijają się promienie słoneczne, a w szybie widać nasze odbicie.
Niestety, nie licząc fontanny, wszystkie elementy tła są martwe, statyczne, drzewa nie poruszają listkami na wietrze, chmury nie płyną po niebie.
Przerywniki filmowe zamieniono w komiksowe obrazy, więc czynności po rozwiązaniu jakiegoś zadania czy przemieszczanie się z lokacji do lokacji pokazano w formie rysunków. Przyznam, że nie bardzo mi się to podoba i wolałabym oglądać to w formie krótkiego filmiku, choć takie rozwiązanie występuje w wielu grach. Zresztą jedna i ta sama scenka, gdy enty raz wchodzi się do domu czy na posterunek policji, może się znudzić.
W stosunku do poprzedniej części serii poprawił się wygląd postaci, choć nadal pozostawia on wiele do życzenia - przykładem niech będzie dwudziestoletnia dziewczyna wyglądająca jak stara ciotka. Właściwie niewiele różni się od matki własnego narzeczonego. Ta ostatnia zresztą bardzo dziwnie gestykulowała. Osób, które spotykamy w tej przygodówce, jest niewiele i żadna z nich nie jest urodziwa. Mimo to wyglądają lepiej niż w poprzedniej części tej produkcji i zdecydowanie są bardziej „ruchliwe”, gdy prowadzimy z nimi dialog.

Obrazek
Muzyka w grze jest nastrojowa i przyjemna dla ucha. Wtedy, gdy trzeba, buduje nastrój, pobrzmiewając troszkę mocniej, ale raczej nie zapadnie nam w pamięć jako coś absolutnie rewelacyjnego. Również dźwięki otoczenia wypadają dobrze, choć jest ich zdecydowanie za mało. Słyszymy gołębie gruchające w dzwonnicy, ptaki śpiewające w ogrodzie, stukanie butów, gdy idziemy po ulicy, są jednak i takie momenty, gdy nie towarzyszą nam żadne dźwięki. Pomilczeć w dobrym towarzystwie jest fajnie, ale w grze chciałoby się słyszeć troszkę więcej. Bardzo narzekać jednak nie będę, bo mimo wszystko źle nie było.
Głosy lektorów również mają się troszkę lepiej, ale tylko troszkę, do ideału jeszcze długa droga. Profesor nadal rozmawia tak, jak gdyby miał przed sobą głuchych, którzy muszą czytać z ruchu warg, dlatego przemawia, nienaturalnie przeciągając wyrazy.

Wielka bolączką tej gry są strasznie długie dialogi, a co najważniejsze - brak możliwości ich pominięcia. Wprawdzie można dzięki nim uzyskać dodatkowe informacje o danej osobie, ale często nic one nie wnoszą do samej rozgrywki. Szczytem niepotrzebnego i sztucznego wydłużania rozrywki jest rozmowa z lokajem, w wyniku której gracz dostaje do niczego nie potrzebną książkę o wyrobie win. Przyznam, że dialogi mnie nużyły i denerwowały, powodując, że rozbudzona wcześniej ciekawość mocno słabła, gdy miast przejść do działania, musiałam wsłuchiwać się w przydługie opisy.

Obrazek


[tab=30]Zagadki są na takim samym
poziomie, jak w poprzedniej części: ani bardzo trudne, ani bardzo łatwe. W trakcie rozgrywki gracz ma okazję wcielić się w formierza i fotografa. Znalazła się również zagadka wymagająca od nas rozpoznania dźwięków, były labirynty, kalejdoskop i wiele wiele innych, mniej lub bardziej trudnych zadań do rozwiązania. Ogólnie więc było ich dość sporo i były fajne i ciekawe. Brakowało mi jednak jakiegoś znaku w postaci komentarza, czy w jakiejkolwiek innej formie, mówiącego, że mój tok rozumowania idzie w dobrym kierunku i że fragment, który czytam, to ten właściwy. Niestety główna postać ograniczała się tylko do komentarza: „ta książka może być interesująca”. Wertowanie kilku stronic, by znaleźć krótki opis potrzebny do otwarcia pozytywki, było denerwujące, bo odnalezienie odpowiedniego fragmentu nie zostało w żaden sposób zaakcentowane.
W grze natrafić można również na tzw. zapychacze, czyli sztuczne wydłużanie rozgrywki: noszenie babeczek gitarzyście, by zagrał popularne melodie, częste wycieczki grajka do knajpy, gdy akurat jest nam potrzebny, itp. Ogólnie więc czas naszej zabawy byłby krótszy, gdyby nie konieczność wykonywania niepotrzebnych czynności i wysłuchiwania zbyt długich dialogów bez możliwości ich pominięcia.

Obrazek
Znalazły się również i rzeczy przydatne, jak chociażby mapa pozwalająca na szybkie przemieszczanie między lokacjami. Nie wiem tylko, czemu nie jest dostępna, gdy jesteśmy wewnątrz budynku, przez co zawsze trzeba powtarzać tę samą czynność, np.wyjść z pokoju malarza, przejść przez patio i dopiero po wyjściu za bramę dalsze przemieszczanie się do następnej lokacji odbywa się przy pomocy mapy. Tak czy inaczej plus za ułatwienie, taka pomoc dla gracza jest zawsze mile widziana. Kolejna przydatna rzecz to dostępny przez cały czas dziennik znajdujący się w naszym inwentarzu. Zapisywane są w nim dialogi, dzięki czemu zawsze można do nich wrócić, np. gdy umknie nam jakaś istotna informacja lub gdy prześpimy jakąś przydługą rozmowę (ja, grając po raz drugi w tę grę, w trakcie nader długich przemów wychodziłam do kuchni, by zrobić herbatę, a i tak zawsze jeszcze mi zostawało wiele dialogu do wysłuchania).

Grę można zapisać w dowolnym miejscu, ale nie ma możliwości nazwania zapisu. Również liczba miejsc jest bardzo ograniczona, osiem to stanowczo za mało. Sterowanie typowe. W menu gry możemy sobie ustawić głośność muzyki, dialogów i otoczenia, możemy także pobawić się ustawieniami grafiki, uruchomić grę w oknie oraz ustawić poziom trudności rozgrywki, co przydaje się, gdy kolejny raz zmagamy się z grą planszową. Nie ma konieczności znajomości poprzednich części, bo choć w każdej poszukujemy kolejnych kart tajemniczego kodeksu, to jednak są to odrębne gry, a na początku mamy małe wprowadzenie i wyjaśnienie, co wydarzyło się wcześniej. Polonizacja jest na dobrym poziomie, a tekstu było naprawdę sporo. Niestety, czcionka z tłumaczeniem nakłada się na oryginalną, co przynajmniej u mnie powodowało kłopoty z jej odczytaniem. To naszym dystrybutorom troszkę nie wyszło.
Całość wykonana jest poprawnie i warto zagrać w tę wcale nie tak bardzo krótką przygodówkę, opowiadającą ciekawą i zawiłą historię. Gra nie dostarczy nam emocji w pokonywaniu minigier czy strzelanek, nie ma potrzeby nigdzie się spieszyć, bo czas nas nie goni, choć zegarek w grze będzie nam odmierzał, jak długo mamy moczyć zdjęcie w wywoływaczu, aby go nie zepsuć.
[tab=30]Ta część jest troszkę lepsza od poprzedniczki, teoretycznie więc powinna dostać wyższą ocenę. Tylko teoretycznie, bo choć parę rzeczy uległo poprawie, to postacie nadal straszą, a dialogi są przydługie i nużące, na dodatek trzeba ich wysłuchiwać w całości. Nadal nie dopracowano sterowania gry, jednak jest szansa, że jej kolejna odsłona będzie lepsza i w końcu doczekamy się Agona idealnego, czego sobie i wszystkim graczom zakochanym w przygodówkach życzę. Moja końcowa ocena to 7/10.

Zalety
+ oprawa graficzna
+ fabuła
+ zagadki, a przede wszystkim ich ilość
+ brak elementów zręcznościowych
+ oprawa muzyczna

Wady
- długaśne dialogi
- głosy postaci
- brak możliwości pominięcia kwestii mówionych
- sztuczne wydłużanie rozgrywki
- mało miejsca na zapisy

Wróć do „Agon: the lost sword of Toledo”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość