Agon: the lost sword of Toledo - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2435
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 33 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Agon: the lost sword of Toledo - recenzja

Postautor: Adam_OK » 24 marca 2013, 21:41

Obrazek
Nie wszystko na tym świecie jest takie proste i oczywiste, jak nam się wydaje. Dobrym przykładem jest kwestia związana z ilością kilogramów – gdy się straci ich nadmiar, to się zyskuje (na zdrowiu, wyglądzie, samopoczuciu i wielu innych rzeczach). Sam się o tym od pewnego czasu przekonuję, gdyż udało mi się zgubić gdzieś około dwudziestu kilogramów i praktycznie codziennie mam dowód na to, że warto było to zrobić i że warto kontynuować walkę z samym sobą. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w Agonie, gdzie bohaterowie zyskują, gdy zostają pokonani w grze planszowej przez profesora Samuela Hunta. W opisywanym tu tytule przyjdzie mu zagrać w Alquerque z młodym kowalem Francisco. Czy po raz kolejny wygra, czy nie, o tym będziecie musieli przekonać się sami.
Jak można się domyślić, fabuła tej produkcji jest kontynuacją historii znanej z poprzednich epizodów zebranych pod wspólnym tytułem „The Mysterious Codex”. Tym razem profesor trafia z Madagaskaru do Hiszpanii, do miasta Toledo. Zatrzymuje się tam u Carmen – córki swego przyjaciela. Dziewczyna straciła niedawno ojca i wiedzie spokojne, choć niezbyt dostatnie życie. Jest z wzajemnością zakochana we Francisco, ale nad ich związkiem zawisły właśnie czarne chmury – młody Candelas został aresztowany za kradzież cennego miecza z pałacu de la Rica, w którym pracował. Miecz, wykonany przez dziadka Francisco, ofiarował jego ojciec swemu przyjacielowi Antonio Garcii de la Rica, ma nie tylko wartość materialną. Jeśli bowiem młody kowal przed dwudziestymi pierwszymi urodzinami swej ukochanej nie wykupi jej, płacąc miejscowemu bogaczowi tyle, ile wynosi wartość jej domu, to panna Diez – Palencia zostanie żoną syna Antonia. Ostrze mogłoby stanowić znaczny wkład w ten okup, więc jego zniknięcie sprawiło, że głównym podejrzanym od razu stał się młody Candelas. W tym właśnie momencie w mieście zjawia się profesor Hunt, i jak łatwo się domyślić, odegra on w tej historii znaczącą rolę. W końcu musi on zagrać w Alquerque z Francisciem, ale jak ma to zrobić, gdy siedzi on w więzieniu i lada dzień ma zostać przewieziony do Madrytu? Trzeba będzie więc zdobyć dowody niewinności kowala i znaleźć prawdziwego sprawcę kradzieży. Droga do tego nie będzie jednak prosta i oczywista i choć opisywana tu gra jest zaledwie jednym epizodem z większej całości (twórcy planują aż czternaście odcinków), to długość rozgrywki jest naprawdę przyzwoita i wypada dużo lepiej niż np. „Balko”. Jakość też jest co najmniej dobra i choć trudno tu mówić o wciągającej i porywającej swym tempem akcji i nagłych jej zwrotach, to i tak bawiłem się przy tej produkcji naprawdę miło.
Obrazek
Swoją rolę odegrały w tym zagadki, których było naprawdę dużo i były one bardzo zróżnicowane. Po pierwsze mieliśmy pewną pozytywkę z trzema schowkami, do których dostępu broniły trzy różne zamki. Po drugie był kalejdoskop z kolorowymi obrazkami. Po trzecie był labirynt w kanałach. Po czwarte było pudełko z cygarami. Po piąte..., po szóste..., po dziesiąte – wymieniać by tak można naprawdę długo, co jak na jeden epizod jest liczbą wręcz imponującą. A do tego różne zagadki przedmiotowe, jak zastawianie pułapki fotograficznej i wywoływanie zdjęcia, robienie odlewu klucza czy przestawianie skrzyń w podziemiach (spokojnie, Broken Sword 3 to to nie jest ;) ). Całość wieńczy wspomniane Alquerque – gra, która jest nieco podobna do warcabów, więc z jednej strony opanowanie jej zasad nie powinno stanowić problemów, z drugiej – wygranie za pierwszym razem wcale takie proste nie jest. A jeśli nie uda się wygrać i za drugim i za trzecim podejściem, to program sam zaproponuje zmniejszenie poziomu trudności. Ja nie skorzystałem z tej możliwości, ale dobrze, że twórcy przewidzieli wariant dla mniej wytrwałych. Naprawdę dawno nie grałem w produkcję z tak dużą liczbą tak ciekawych łamigłówek.
Miałem za to okazję zapoznać się z tytułami dużo bardziej zaawansowanymi graficznie niż Agon. O ile lokacje wyglądają całkiem nieźle, choć fajerwerków po nich nie oczekujcie, to postacie prezentują się od nich słabiej. Są nieco kanciaste i wyraźnie widać, że one są trójwymiarowe, a otoczenie wokół nich – nie. Poza tym zupełnie nie rozumiem, co taki Francisco widział w Carmen, bo ja osobiście nie użyłbym określenia „piękna” w stosunku do niej. Dużo lepiej jest z animacjami – po pierwsze na plus należy zaliczyć fakt, że nasi rozmówcy nie stoją jak kołki, tylko się ciągle delikatnie poruszają, kiwają głowami, ruszają rękami itp. Po drugie – ciekawie rozwiązano kwestię przerywników filmowych, które ukazano w formie animacji stylizowanych na komiks. Trochę to przypominało mi Salammbo, gdzie zastosowano podobny zabieg. Wyszło ciekawie, choć z drugiej strony – oglądanie po raz kolejny tej samej scenki podczas wchodzenia do kościoła czy domu panny Diaz Palencii jest trochę nudne, ale na szczęście można to pominąć.
Obrazek
Opisując stronę muzyczną, niewiele ciekawego napiszę, bo jest zupełnie poprawnie. Jest sporo różnorodnych kawałków, które pojawiają się w zależności od miejsca i wydarzeń na ekranie. Te ścieżki co prawda nie zapadną nikomu na długo w pamięć, ale nie jest to też coś, co należałoby szybko z niej wyrzucić. Po prostu standard, podobnie jak i wszystkie dźwięki otoczenia pojawiające się podczas zabawy. Jeśli chodzi o sterowanie, to ono również jest typowe, poza jednym elementem. Chodzi mianowicie o przewijanie dialogów i wszelkich kwestii mówionych (np. czytanie listów i innych dokumentów), które czasem bywają bardzo długie. Najczęściej można to zrobić, klikając prawym albo lewym przyciskiem myszy albo wciskając jakiś klawisz na klawiaturze (np. Esc, enter, spacja itp.). Nawet w Simonie 3D, w którym wydawało mi się, że przewijanie dialogów jest niemożliwe, dało się to zrobić dzięki przyciskowi Backspace. A tu? Kicha, lipa itp. – krótko mówiąc nic, nie da się tego zrobić. Jest o tym mowa w instrukcji, ale i tak była to niemiła niespodzianka, gdyż w każdej współczesnej przygodówce taka możliwość istnieje. Na szczęście (jak wspomniałem) cała reszta jest standardowa – mamy tu bowiem klasyczny interfejs point and click z poruszaniem się z wykorzystaniem metody „żabich skoków”. Układ menu i przycisków jest taki sam, jak w Tajemniczym Kodeksie, więc ci, którzy znają poprzednika, będą się czuli jak w domu, a nowi gracze szybko zorientują się w sterowaniu. Z kwestii technicznych dodam jeszcze tylko, że mamy zaledwie osiem miejsc na zapisy, co jak na taką grę jest liczbą zdecydowanie zbyt małą.Określenia „zbyt mała” nie można użyć w przypadku czcionki użytej w tej produkcji. Biorąc pod uwagę ilość tekstu pisanego, tłumacze mieli trudne zadanie, ale wykonali je bardzo dobrze. Co prawda w polonizacji można znaleźć pewne drobne błędy, np. brak ogonka przy „ą” czy „ę”, brak przecinka czy spacji, ale jest ich na tyle mało, że można je wybaczyć. Gdy do tego dodamy całkiem przyzwoitą instrukcję zawierającą wszelkie potrzebne informacje, to można powiedzieć, że polskie wydanie tego tytułu jest zrobione naprawdę dobrze.W sumie czwarta odsłona Agona jest naprawdę udana, więc śmiało można ją polecić każdemu miłośnikowi gatunku. Za obecną cenę (niecałe 30 złociszy) naprawdę trudno znaleźć coś lepszego, a i wśród tegorocznych premier niewiele jest ciekawszych propozycji. Mnie ten odcinek narobił sporego smaka na kolejną część przygód profesora Hunta, tylko czy się ich doczekamy? Oby ;)

OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ niezła fabuła
+ zagadki
+ oprawa muzyczna
+ animacje
+ polonizacja
+ wygląd lokacji

WADY:

- brak możliwości przewijania dialogów
- wygląd postaci
- mała ilość miejsc na zapisy
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Agon: the lost sword of Toledo”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość