Agatha Christie: i nie było już nikogo - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9491
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 87 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 109 razy
Płeć: Kobieta

Agatha Christie: i nie było już nikogo - recenzja

Postautor: Urszula » 01 marca 2012, 08:34

Obrazek
Niestety nie mogę pochwalić się znajomością kryminału Agaty Christie zatytułowanego „Dziesięciu małych murzynków”, na podstawie którego firma AWE Productions stworzyła grę „I nie było już nikogo”. Nieznajomość książki nie przeszkadzała mi jednak w całkiem dobrej zabawie i dobrym odbiorze tej przygodówki, choć nie wszystko w niej było idealne. Ale po kolei.

Fabuła

Na pewną wyspę zaproszono dziesięć obcych sobie osób. Zostały skuszone pieniędzmi, albo może perspektywą spędzenia czasu w doborowym towarzystwie. Każda z nich pewnie uważa, że zasługuje na takie wyróżnienie, bo jest znana i lubiana. Na miejscu okazuje się, że gości łączy coś zgoła innego: nie prestiż, a zbrodnia popełniona w przeszłości. Osoba, która ich zaprosiła, to nieznany im szaleniec, który chce sam wymierzyć sprawiedliwość i pozbawić ich wszystkich życia za zbrodnie, których się dopuścili.
Do tych dziesięciu osób dołącza przewoźnik - ktoś celowo zniszczył jedyny środek transportu, umożliwiający dostanie się na ląd, zresztą pogoda również nie sprzyja przeprawom. Poczynaniami owego mężczyzny kieruje gracz, którego zadaniem jest rozwikłanie zagadki i, o ile to możliwe, uratowanie przebywających na wyspie osób przed śmiercią z rąk szaleńca.
W trakcie rozgrywki okaże się bardzo szybko, że mordercą jest jedna z osób zaproszonych, tajemniczy pan Owen nie istnieje, zaś zabójca bawi się w ciuciubabkę. Zgodnie z dziecięcą rymowanką po kolei eliminuje gości. Czy wszystkie osoby zginą, czy może jest szansa na uratowanie kogokolwiek? To zależy już od gracza.

Zabawa jest nieliniowa, ma kilka zakończeń, a osoba grająca ma wpływ na to, czy uda się kogoś z zaproszonej dziesiątki gości uratować. Na końcu odblokowuje się bonus, w którym można przeczytać, kto był mordercą w książce Agathy Christie i co nim kierowało.

Oprawa graficzna

Graficznie ta przygodówka jest bardzo nierówna. O ile tła, pomieszczenia, szczegóły krajobrazu mają się bardzo dobrze, o tyle postacie wyglądają tragicznie. Jedna z początkowych scen ukazuje śmierć pierwszej osoby. Zostaje otruta, ale zanim upadnie, opiera się rękoma o stolik.
Obrazek


Jej dłonie wyglądają tak sztucznie i brzydko, że aż dziw bierze, jak ci sami twórcy mogli dopracować wygląd wnętrz, przedmiotów, które zbieramy, i całego otoczenia, a nie umieli narysować samych postaci. Twarze w zbliżeniu również są brzydkie i choć próbowano oddać ich emocje - strach, wściekłość, to nic z tego twórcom nie wyszło. Zresztą całą postawą, a właściwie pozą, nie potrafią pokazać tego, co dzieje się na ekranie. Nie wiem, czy ktoś jest w stanie siedzieć spokojnie na tyłku i ze stoickim spokojem patrzeć na śmierć jednego z współtowarzyszy, wiedząc, że i na niego podpisano wyrok. Wręcz cyniczne jest przejście nad śmiercią do porządku i zabieranie się za partyjkę snookera. Nie wiem, czy twórcy gry chcieli, aby odbierać te osoby jako zdeprawowane, bez żadnych ludzkich odruchów, czy też nie umieli stworzyć klimatu grozy. Było to bardzo sztuczne i dziwne i powodowało brak realności w odbiorze zdarzeń. Również przerywniki filmowe nie wyglądają najlepiej. Scena wnoszenia zwłok jest zawsze taka sama, przy czym we wszystkich sekwencjach filmowych obraz jest zamazany i trochę rozmyty. Bardzo dobrze to widać, gdy nasz bohater wchodzi po schodach, które przed chwilką wyraźne i ostre, nagle stają się rozmyte, co wywołuje skojarzenie z ustawianiem na dużym monitorze malutkiej tapety. Wyraźne i ostre kontury ulegają rozmyciu.

Przedmioty gromadzone w naszym ekwipunku łącznie z wielką drabiną są wyraziste i mają się zdecydowanie lepiej, choć z zabranej laski widoczna była tylko rączka, podczas gdy nadmuchany ponton wraz z wiosłami zmieścił się cały. Niemniej każdy przedmiot jest opatrzony podpisem, więc gdyby jednak były wątpliwości, co dźwigamy na plecach, można to przeczytać. Oprócz ekwipunku mamy dostępny dziennik, w którym zapisywane są wszystkie mniej lub bardziej istotne informacje. Można w każdym momencie gry na niego kliknąć i sprawdzić dostępne notatki, a i czasem uzyskać podpowiedź czy naprowadzenie, co dalej powinno się wykonać.

Co słyszymy?

Pod względem oprawy dźwiękowej też nie jest rewelacyjnie. Co prawda odgłosy tła towarzyszące nam w trakcie rozgrywki prezentują się nie najgorzej, echo kroków zmienia się w zależności od podłoża, po którym się stąpa, za oknem słychać odgłosy burzy, wichru, itp., jednak oprawa muzyczna wypada bardzo słabo. Jednostajna muzyka pianina po pewnym czasie zaczyna męczyć i denerwować. Głosy lektorów w mniejszym czy większym stopniu były poprawne, ale ich intonacja nie zawsze oddawała emocje (choć na przykład głos sędziego był bardzo dobry). Podsumowując, udźwiękowienie mogłoby być zdecydowanie lepsze. Kolejnym wielkim minusem były rozbudowane dialogi i brak możliwości ich pomięcia, co oczywiście sztucznie przedłużało rozgrywkę. Przesłuchiwanie za każdym razem tych samych osób nużyło.

Kwintesencja przygodówek – zagadki

Zagadki również nie są mocną stronątej gry, bo jakichś wybitnie trudnych i zmuszających nas do wielkiego wysiłku intelektualnego w niej nie ma. Postawione przed graczem zadania ograniczają się do znalezienia odpowiedniego przedmiotu i wykorzystania go w odpowiednim miejscu (ewentualnie łączenia ich w ekwipunku ze sobą). Wśród rzeczy, które trafiają do plecaka, znajduje się cała masa takich, których nie da się nigdzie wykorzystać, a te, które zostały już użyte, nierzadko dalej w owym plecaku się znajdują.
Obrazek
Nie dopracowano także porównywania odcisków. Fajnie by było, gdyby istniała możliwość późniejszego ich wykorzystania - samo zbieranie nie wnosi nic do zabawy. Twórcy przygotowali zresztą więcej takich zadań, których wykonanie nie ma wpływu na grę - chociażby robienie anteny, by posłuchać radia. Równie irytujące są niektóre czynności, które należy wykonać, by móc pchnąć akcję do przodu. Przykład - konieczność sprawdzenia, czy wszyscy znajdują się w łóżkach. Nie zawsze wiedziałam, co powinnam jeszcze wykonać, aby doczekać się kolejnego rozdziału. W pewnym momencie musiałam porozmawiać z kolejnymi osobami dokładnie koło drewutni, w innym wypadku nie było szansy, by ruszyć dalej.
Kolejny minus to brak mapy, która pomogłaby w szybszym przemieszczaniu się między lokacjami. Niektóre przedmioty zostały tak dziwacznie ukryte, że przeczesywanie terenu/przeszukiwanie domu zmieniło się w błądzenie po omacku.

Podsumowanie

Mimo swoich wad gra jest przyzwoita, fabuła ciekawa, a rozgrywka w miarę długa. Graficznie, choć nie rewelacyjna, ale na pewno nie najgorsza - widziałam już brzydsze przygodówki. Oprawa audio mimo niedociągnięć jest do zniesienia. Zagadki, choć przedmiotowe, nie są głupkowate i pokręcone. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z tym produktem. Moja końcowa ocena to 7/10.



Zalety:
+ fabuła
+ oprawa graficzna
+ odgłosy przyrody
+ głosy niektórych postaci

Wady:
- brak możliwości pominięcia dialogów i animacji
- animacja
- niepotrzebne zapychacze czasu
- brak mapy

Wróć do „Agatha Christie: i nie było już nikogo”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość