Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9273
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 81 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 103 razy
Płeć: Kobieta

Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Urszula » 16 kwietnia 2015, 07:37

Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Co z tym rynkiem zbytu?


Urszula: Ostatnio czytałam wywiad z szefem IQ Publishing na temat ogólnie pojętego rynku gier i stwierdziłam, że przydałby się również głos przeciętnego gracza kochającego gry przygodowe. Punkt widzenia dystrybutora różni się troszkę od mojego. Wprawdzie zgadzam się z niektórymi kwestiami, choćby: „Mamy w Polsce bardzo źle zorganizowany, chaotyczny rynek gier”. Jednak od razu nasuwa się pytanie: komu powinno najbardziej zależeć na organizacji takiego rynku? Kto powinien zadbać, aby gry były eksponowane, reklamowane i ładnie wydane?
Szef IQ Publishing mówi: „Nigdy nie powstała nowoczesna, duża, wyspecjalizowana sieć sklepów, w których gry byłyby najważniejszym towarem”. Ja zaś odpowiem: pamiętam sklepy w których na półkach stały tylko i wyłącznie gry w pięknych pudłach i było je widać z daleka. Były to sklepy zajmujące się sprzedażą gier i tylko gier, w których przygodówki zajmowały osobny regał, tak było ich dużo. A dzisiaj? Takie sklepy gdzieś zniknęły, ktoś je zniszczył.

Rola: Te pojedyncze sklepy, które oboje pamiętamy, zostały wyparte przez “sieciówki”.

A jak już byłaby zorganizowana ta sieć sklepów zajmujących się tylko sprzedażą gier, to…?


Urszula: Powiedzmy, że powstałby super-sklep z grami, gdzie byłyby one ustawione na regałach zgodnie z ich gatunkiem/rodzajem. W takim super-wyspecjalizowanym sklepie dla przygodówek wystarczyłby mały stoliczek, bo więcej miejsca by nie zabrały. Dzieje się tak już od dłuższego czasu. Wydaje się ich bardzo mało, a i tak połowa nie trafia na półki sklepowe. Znaleźć obecnie przygodówkę w sklepie, w dodatku w pudełku przyciągającym wzrok (nawet świeżynkę), graniczy z cudem. Gdzie więc ma się gracz w nią zaopatrzyć lub choćby zainteresować, kiedy nie widzi jej fizycznego wydania, jak już jednak jakieś wypatrzy, to jest ono brzydkie i mało zachęcające? Kupujący to nie tylko osoby, które dobrze orientują się w gatunku i wiedzą czego gdzie szukać, ale też i nowi gracze dopiero wyrabiający swój gust oraz przypadkowi kupcy, którzy chcą sobie w coś pograć, bo mają czas i chęci. Jak tu poznać gatunek i przyciągnąć do niego nowych graczy, jeśli gdy nawet gracz coś słyszał, że powstała/została wydana nowa przygodówka, to jej nigdzie nie widać?

Istnieją gracze, którzy nie śledzą z zapartym tchem wszelkich informacji w sieci o nowych grach przygodowych. Oni zaopatrują się w sklepie, czytając opis produktu na okładce. Czytają więc zamieszczony przez wydawcę tekst zachęcający do „przeżycia wspaniałej przygody” i „podjęcia wielkich wyzwań”. A potem wracają z taką grą do domu i ich nowa przygodówka okazuje się być HO (hidden object, czyli szukanie ukrytych przedmiotów). Mylące opisy lub celowe wprowadzanie w błąd nie przysporzy graczy raczej spowoduje, że kolejna taka gra będzie omijana szerokim łukiem. Czyli znów: nie tylko dobrze zorganizowany sklep jest ważny, ale to, jakim towarem ma handlować i jak ten towar zostanie nam zaprezentowany/opisany.

Rola: Z identyfikacją gatunku przygodówek są problemy nie tylko w Polsce, wystarczy spojrzeć na materiały marketingowe czy profesjonalnie przygotowywane ankiety na Zachodzie. Winna jest nie tylko równie myląca co w języku polskim nazwa gatunku, ale i nieświadomość tego, co czyni przygodówkę. Z chęcią poświęciłbym temu osobny artykuł.

Jak wyglądają przygodówki na tle innych gatunków gier?


Urszula: Proszę spojrzeć na jakość publikowanych gier, tylko tytuły bardzo znane mają ładną oprawę, pozostałe są wydawane byle jak w brzydkim i mało zachęcającym opakowaniu. Wydania kolekcjonerskie dotyczą innych gier, ale nie przygodówek. Jeśli jakimś cudem trafi się takie wydanie przygodówce, to i tak odbiega ono mocno od kolekcjonerskiego gier innych gatunków. Fani gier przygodowych mogą podziwiać piękne wydania za granicami naszego kraju, ale tylko tam. Standardem jest pudełko, kawałek karteluszka i płyta – całość za 70 zł.
Parę lat temu w tym samym czasie kupiłam sobie Wiedźmina wersja rozszerzona za 100 zł i przygodówkę (tytułu specjalnie nie podaję) w podobnej cenie (o złotówkę taniej). Po odpakowaniu obu gier ręce mi opadły, różnica była ogromna. Pomijam fakt, że przygodówka wymagała dostępu do Internetu i mogłam ją uruchomić tylko na czterech różnych komputerach (potem moja gra, zakupiona za niemałe pieniądze całkiem legalnie, będzie się nadawała do kubła).

  • Wiedźmin wydanie za 100: płyta z grą, poradnik do gry (książeczka), instrukcja do gry (książeczka), mapa świata, pieniążek i figurka wszystko zapakowane w kartonowym pudle,
  • przygodówka za 99 zł pudełko DVD z płytą i książeczka.

Ktoś mi powie: “bo Wiedźmin się sprzedaje”, dlatego można było sobie na takie, a nie inne wydanie pozwolić. Ja zaś zapytam, czemu pasjonaci gier przygodowych traktowani są jak konsumenci drugiej kategorii, którzy mają płacić dużo za o wiele gorszą jakość, żeby nie powiedzieć: za odpady.

Rola: Mnie ostatnio zawiodło tanie wydanie innej przygodówki, gdzie producenta nie stać było na instrukcję obsługi przynajmniej w formacie cyfrowym. Ja rozumiem oszczędność na papierze, ale te kilkaset kilobajtów spokojnie zmieściłoby się na płycie…
Pamiętam także swoje zdziwienie, gdy porównałem rosyjskie wydanie (przez 1C) symulatora IL-2 Sturmovik, które okraszone było dodatkowymi drukowanymi materiałami (jak opisy samolotów). A wydawałoby się, że to w Rosji piraci się bez ograniczeń? A stać ich na takie luksusowe wydania?


Urszula: Reasumując, nawet najlepiej zorganizowana sieć sklepów nie pomoże w sprzedaży, gdy gry będą wydawane brzydko za coraz wyższe ceny. Oczywiście nikt nie każe mi wydawać pieniędzy na taką rozrywkę, jeśli mnie nie stać, ale patrząc na przeciętnie zarobki, pewnie przy tych galopujących cenach niedługo się okaże, że niewielu będzie jeszcze stać. Wiem dobrze, że dystrybutorzy dążą do wyrównania ceny z cenami obowiązującymi w Europie (przydałaby się również taka sama jakość), szkoda, że nasze zarobki również nie mają tych tendencji wzrostowych. Niestety taka polityka doprowadzi do tego, że każdy będzie czekał na obniżkę ceny, licząc na jakąś promocję. Takie tendencje tym bardziej będą dotyczyć graczy w przygodówki, które swoją wielką premierę w wersji PL mają dwa-trzy lata (przy dobrych układach) po tej światowej. Można więc spokojnie poczekać i kolejne pół roku, by kupić grę za cenę jej faktycznej wartości (jakość wydania, data światowej premiery).
Gracze zainteresowani danym tytułem, a znający dobrze język angielski, grę dawno ograją, przetrawią i wyplują, a wersja PL ukazująca się po kilku latach ani ich ziębi, ani grzeje. Czy na takim starociu ktoś chce zbić kasę? Pokaże się coś 3 lata po premierze w kiepskim wydaniu za wygórowaną cenę, a gracz ma się cieszyć. Zapytam uprzejmie: z czego?

Rola: Powiedzmy sobie brutalnie szczerze: inni zniecierpliwieni gracze dawno ściągną ją sobie nielegalnie. Przygodówki łatwo piracić, bo to gry single-player.

Urszula: wszystkie gry można piracić, więc to żaden argument.

Reklama dźwignią handlu, też mi odkrycie.


Urszula: Kolejna sprawa, jaką wyczytałam, to kwestia reklamy gier. Dotarcie do jak największego grona odbiorców zwiększyłoby zyski. Ta prawda jest znana od czasów starożytnych, dobra reklama to połowa sukcesu. Tutaj chciałabym zadać pytanie wszystkim polskim wydawcom: dlaczego nie ma reklam gier przygodowych? Traktowane są one po macoszemu, czyżby było wstyd reklamować ten akurat towar? Wszelkie strzelanki, mordobicia i niszczenie zombiaków są reklamowane miesiące przed premierą i kolejne klika miesięcy po. Reklama zakrojona jest na tak ogromną skalę, że potrafi wprowadzić w osłupienie. Jednak gdy rzecz dotyczy gry przygodowej, to nie ma właściwie żadnej reklamy, a choć to niszowy gatunek (cokolwiek to znaczy), jest nadal rozrywką i zasługuje na reklamę, by przysporzyć jej nowych graczy, by wydanie gry się opłacało, by nowe osoby sięgały po grę i ją poznały. Nowych graczy w przygodówki nie przybędzie, gdy się nie będzie o nich mówiło, pisało, reklamowało. Ostatnia reklama, jaką widziałam w mediach dotyczyła gier Sherlock Holmes: Crimes and Punishments, Zaginięcie Ethana Cartera oraz Broken Sword 5. (Czy te gry sprzedały się lepiej?, Myślę że tak.) Wcześniej nie było nic, chyba że cofniemy się do lat 90, kiedy o taką reklamę dystrybutorzy dbali.

Rola: Może właśnie problemem jest ocenianie graczy przez dystrybutorów przez pryzmat stereotypów z lat 1990., tj. gracze to nastolatkowie płci męskiej tłukący w Quake.

Dlaczego nic się nie opłaca, a jeśli już to najlepsza wersja cyfrowa?


Urszula: Jak to jest, że w latach 90-tych się opłacało, choć komputer w domu był luksusem, a więc liczba graczy znacznie mniejsza niż obecnie, a teraz już się nie opłaca? Kiedyś jakość wydawanych gier miała znaczenie - teraz już nie, choć z lokalizacją było krucho. Zaś najlepszym wyjściem z punktu dystrybutora jest wysłać klucz za 50 zł i niech klient sobie ściągnie grę (obecnie te klucze są droższe oraz brakuje polskiej lokalizacji), oczywiście gry innego gatunku niż przygodówki mają wersję pudełkową - najczęściej. Jeśli mam wydać pieniądze na towar, to powinien mnie on przyciągać i zachęcać swoim wyglądem, a w wersji cyfrowej wyglądu brak, pomijam brak polskiej lokalizacji gry. Nawet bardzo brzydka rzecz w ładnym opakowaniu sprzedaje się znacznie lepiej niż cudo w szarym kartoniku czy plastiku. Rozumiem, że wersje cyfrowe miały ograniczyć rynek wtórny, zapytam więc dlaczego mi się odbiera prawo zbycia towaru, który mi nie odpowiada, lub przestał cieszyć moje oko?
Moim świętym prawem konsumenckim jest odsprzedanie towaru, który mi się znudził. Dotyczy to każdego towaru, jaki zakupię i wydam na niego swoje pieniądze. Natomiast wypożyczanie gry za wielkie pieniądze jak to ma miejsce na Steamie to już jakieś nieporozumienie i trzymanie gracza za pysk. Czy tak ma wyglądać przyszłość gier? Jak mam wypożyczyć grę za ciężkie pieniądze, to wolę pożyczyć od sąsiada lub z nim zagrać. Wyjdzie taniej i stosunki dobrosąsiedzkie można poszerzyć.

Rola: Kwestia powszechności DRM (Digital Rights Management) i jej następstw jest żywo dyskutowana nie tylko w Polsce. Uważam, że należy omawiać ją oddzielnie od niedogodności wynikających z samej dystrybucji cyfrowej.

Internet w Koziej Wólce lub u sąsiada w piwnicy.


Urszula: Czyli znakiem naszych czasów są wersje elektroniczne gier za „niską” cenę do kupienia na wszelkich platformach (z wyjątkiem oczywiście klienta Steam, gdzie za tę samą cenę grę tylko wypożyczam). Czasem zdarzają się do kupienia wersje pl w tej cyfrowej dystrybucji, a więc powinno być dobrze. No cóż - nie jest. Rozumiem, że wszyscy mają ciągle dostęp do Internetu, który jest błyskawiczny i w każdej dziurze zabitej dechami można spokojnie grać. Otóż to nie jest prawda. Przy bardzo wolnym Internecie 8-gigabajtowa gra będzie się ściągać 2 dni, po czym kolejne dwa zajmą uaktualnienia klienta Steam (jeśli tam pożyczymy sobie grę).
Jednak każdy, kupując grę w wersji elektronicznej, jest lub przynajmniej powinien być świadomy takich utrudnień, Ale co z klientami, którzy nie chcą pożyczać gry na Steamie, tylko kupić ją w pudełku, by cieszyło oczy? Ostatnio coraz częściej zdarza się, że gdy już uda nam się trafić na fizyczne wydanie jakiejś przygodówki, naraz okazuje się, że to tak naprawdę tylko klucz do pobrania gry.
Dlaczego wersje pudełkowe wymagają również tego klucza, aby się dało je uruchomić? Jesteśmy niejako zmuszani do instalacji klienta Steama i konieczności posiadania Internetu. Pewnie wszyscy chcą ten dostęp mieć (to również znak naszych czasów), jednak chęci to nie wszystko. Czasem się okazuje, że to nasze łącze jednak jest kiepskie i tylko takie może być z różnych względów. Czy wydanie gry tylko w wersji cyfrowej nie zawęża znacznie kręgu odbiorców? Czy konieczność posiadania Internetu oraz rejestracji gry na Steamie to nie przysłowiowy gwóźdź do trumny? Jak wiele osób nie zakupi gry, gdy stawia się przed nim takie ograniczenia?
Zabezpieczenia i wymóg dostępu do Internetu nie są najlepszym pomysłem na ograniczenie piractwa i wtórnego rynku. Rozumiem, że wszystko kosztuje, pudełko również, ale jak już kupuję to pudełko, to nie powinnam mieć żadnych ograniczeń w korzystaniu z zakupionego legalnie towaru. Czyli siadam, uruchamiam grę i mam w nosie wszelkie platformy i konieczność rejestracji gry przez Internet lub co gorsza konieczność stałego połączenia z nim w trakcie gry.

Ach te wielkie koszty, czy one dotyczą tylko gier przygodowych?


Urszula: Słyszałam wielokrotnie i podejrzewam, że i teraz to usłyszę: trzeba zapłacić za licencję, a potem jeszcze za lokalizację gry, fizyczne wydanie - koszty tego są ogromne, na reklamę więc nie starcza, a i się nie opłaca, bo się gra nie sprzeda. Przecież każda inna gra również wymaga opłat licencyjno-lokalizacyjnych oraz wszelkich innych kosztów, a mimo wszystko w mediach nie brakuje reklam gier, w których czołgiem zmiata się z powierzchni wrogie wojska czy raz walczy się z inwazją zombie. Rozumiem, że jest zapotrzebowanie na takie gry, ale również i na przygodówki, tylko żeby o nich było głośno, trzeba je również reklamować i o nich pisać. Jednak zamiast reklamy czy zachęcania do sięgnięcia po ten gatunek czytam o wymieraniu gatunku, antyreklama jest wszechobecna, ciekawe komu na tym zależy? Co ciekawe, ten wymierający gatunek ma się dobrze za naszymi granicami, a my pośrodku wysepka, na której przygodówki wymarły. Według ankiet opublikowanych przez IQ Publishing na stronie facebook (prezentacja poniżej), w gry przygodowe częściej grają kobiety niż mężczyźni i udział wszystkich graczy grających w przygodówki to 31%. W symulatory wszelkiej maści gra raptem 18% graczy, a wydawane są masowo. Mamy chyba już symulację wszystkiego.

Czy dla 31% graczy nie warto się postarać o reklamę, ładne wydanie gry i porządną lokalizację? Być może takie działania spowodują, że tych graczy nie będzie 31%, a 51%. Przecież gry nie tylko można reklamować w telewizji czy radiu, jest możliwość reklamowania gier w Internecie co jest darmowe i tak chyba najłatwiej dotrzeć do ewentualnego kupca. Reklama nie ma jednak polegać na tym, że „spec od marketingu” wysyła na dwudziestu forach taki sam post o tym, jaka fajna ta gra. Dlaczego na stronach wydawców głośno reklamowane są te nośne gry, a info o wydanych przygodówkach próżno szukać? Tego się nie da wytłumaczyć kosztami.

Twórcy i wydawcy wiedzą lepiej, albo bo tak i już.


Urszula: Twórcy wiedzą od nas lepiej, w co chcemy, grać, jakie gry zdobędą największą popularność, a słowa krytyki ze strony graczy trafiają w pustą przestrzeń, nikt ich nie bierze pod uwagę. Ten sam grzech popełniają dystrybutorzy kupujący gry dla polskich graczy (o ile się na to zdecydują). Trudno od twórcy wymagać, by spełniał zachcianki graczy, gdy realizuje swoją wizję gry, ale już dystrybutor, kupując grę, powinien się liczyć z głosami odbiorców. Niestety tak nie jest. Zapewne badanie rynku jest przeprowadzane, ale jeśli tak jest, czemu na nasz rynek trafiają te słabsze tytuły, a w wielu wypadkach nie słabe a wręcz bardzo kiepskie? Czemu mamy gry, gdzie został wydany pierwszy odcinek, a potem dalszego ciągu brak? Niedokończone historie to najgorsze, co może spotkać przygodówkę. Ucięta w połowie, bez zakończenia - nadaje się do śmieci. Rozumiem, że dobór gier zależy od ceny, czyli jak jest tania i nakład finansowy niewielki to i mniejsze straty. Ale skoro już i tak wydaje się coraz mniej przygodówek, to niech wydawcy postawią chociaż na jakość. Nowych graczy przyciągnie dobry tytuł, a nie niedokończona historia.
W sytuacji, jaką mamy na polskim rynku, fan gier przygodowych właściwie powinien już dawno odwrócić się od rodzimych wydawców. Wychodzi na to, że zamiast wpierać ich własnym portfelem, lepiej kupić grę za granicą w dniu premiery. Jednak co z graczami, którym słaba znajomość języka nie pozwala na zrozumienie fabuły gry, która w przygodówkach ma przecież bardzo duże znaczenie?

Rola: Nie da się ukryć, że przygodówki nie należą już do najbardziej dochodowych gatunków z określonych przyczyn, jak chociażby:
• Brak multiplayer: przygodówki ewidentnie nadają się do zabawy wyłącznie dla jednego gracza. 20-25 lat temu nie marzyliśmy o Internecie, a partyjki w Doom po sieci lokalnej (LAN-party) możliwe były wyłącznie w biurach i na uczelniach. Dziś multiplayer pretenduje do miana sportu. Już nie tylko na Zachodzie, ale nawet w biednej Poland organizuje się imprezy masowe, gdzie widzowie w wielkiej hali oglądają na gigantycznych ekranach spoconych graczy rozgrywających mecze w ...Starcraft.
• Brak free2play/pay2win: mechaniki gry przygodówki nie da się dostosować (w przeciwieństwie do RPG czy gry strategicznej) do modelu biznesowego opartego na mikropłatnościach i wirtualnych przedmiotach (czyli wyciąganiu pieniędzy od gracza w nieskończoność). Model ten bierze obecnie szturmem rynek urządzeń mobilnych, po tym jak przetestowano go na grach przeglądarkowych.


Urszula: Przygodówki to gry dla samotników lub zabawy rodzinnej i w tym ich wielki urok. Takie powinny pozostać. Nie wszystko trzeba unowocześniać.

Ach te gęsi, co to własnego języka nie mają.


Urszula: Słyszałam: “to ucz się języka i graj w wersji angielskiej, niemieckiej czy jeszcze innej. Kupuj gry za granicą, bo i wydanie ładniejsze i nie trzeba czekać kilka lat na premierę w wersji PL”. Jest w tym nieco racji, ale gra jest rozrywką jak każda inna i może nie chce mi się przy niej uczyć języka, tylko bawić i odpoczywać. Często jednak w naszych polskich sklepach internetowych można kupić grę w wersji angielskiej, więc nie trzeba nabywać jej za granicą, by nadal dostać grę bez polskiej lokalizacji. Potem ukaże się fanowskie spolszczenie, a i tak wydawca zarabia za pośredniczenie w sprzedaży, nie wkładając w wydanie ani swej pracy, ani środków.

Rola: Wiesz już zatem, na jaką partię zagłosować - zaledwie kilka lat temu owych tłumaczy-amatorów nawiedziłaby w domu lotna brygada, by skonfiskować, aresztować i powiesić za ziobro...

Urszula: Rzecz w tym, że gra jest takim samym towarem jak inne produkty i powinna zostać wydana w Polsce po polsku. Jest to takie samo dobro kulturowe jak książka czy kino. Czy może żeby było taniej i łatwiej również i książki powinny być wydawane w języku pisarza? Czemu wszyscy mamy się uczyć angielskiego by zagrać? A może lepiej niech Polacy uczą się każdego języka, by zagrać w gry wydane przez Czechów, Niemców, Szwedów czy Hiszpanów? Czemu w innych państwach dba się o klienta i wydaje się gry w ich rodzimym języku, a u nas jak już się trafi to mamy napisy po polskiemu (forma celowa). O dubbingu gier przygodowych można zapomnieć, bo drogo (jak zresztą wszystko inne), ale jest alternatywa.
Jeden z graczy pisał o grach z lektorem i zapytam: dlaczego nie? Przecież w telewizji mamy lektorów, w kinie mamy lektorów, dlaczego więc gra nie może być wydana z lektorem? Wyjdzie to na pewno taniej niż dobór odpowiednich aktorów użyczających głosu naszym bohaterom. Czy pośredniczenie w sprzedaży gier w wersji angielskiej jest tak bardzo opłacalne i powoduje przypływ nowych graczy, a wydanie u nas gry nie? Czy młode pokolenie tak świetnie operuje językiem angielskim, że ze swobodą gra w przygodówki bez konieczności ich lokalizacji w wersji polskiej? A jeśli to nieprawda lub też po prostu mimo znajomości języka większość przygodomaniaków woli grać po polsku? Patrząc na statystyki, w gry przygodowe grają przede wszystkim dorośli gracze, średnia wieku 31 lat, czy dla nich nie warto postarać się i wydać tę grę tak jak trzeba? Czy nie warto zadbać o nowe pokolenia graczy i ich przyciągnąć do gier, wydając je w ładnym opakowaniu, w pełnej lokalizacji, z lektorem (jeśli dubbing za drogi) i reklamować swój towar, opisując go rzetelnie?

Rola: Akurat tu jestem odmiennego zdania: dla lokalizacji gier jedynie napisy albo dubbing. Półśrodek czyli lektor sprawdza się, ale wyłącznie w telewizji, gdzie na mniejszym ekranie (jeszcze nie każdy ma wielką “plazmę”) napisy są mało czytelne, tudzież nie zawsze śledzimy je w należytym skupieniu (któż nie oglądał serialu, jednocześnie gotując lub jedząc obiad?).

Urszula: zamiast wczytywać się w tekst wolę podziwiać krajobrazy i skupić się na zagadkach.

Moje wnioski z obserwacji rynku gier przygodowych, który stacza się od lat po równi pochyłej.


• gry przygodowe to dinozaury, które wymarły jedynie w Polsce – “sorry, taki mamy klimat”,
• mogą być wydawane byle jak i z błędami, bo i tak nikt ich nie kupi,
• nie opłaca się wydawać ich ładnie i bogato, bo nikt ich nie kupi,
• nie opłaca się reklamować, bo i tak nikt ich nie kupi,
• po co się w ogóle wysilać, gdy nikt ich nie kupi.

Czy to sami dystrybutorzy nie podcinają sobie gałęzi, na której siedzą, z takim nastawieniem do tego gatunku gier? Czy może zamiast z góry zakładać, że nic nie ma sensu, lepiej posłuchać głosu graczy, w co chcą grać? Zareklamować grę i wydać ją w ładnym opakowaniu w dniu premiery światowej, a nie kilka lat później. Tak kiedyś było, może warto do tego wrócić i postarać się choć troszkę bardziej, by gra się sprzedała. By na grę czekano i chciano w nią zagrać, będąc pewnym, że lokalizacja będzie zrobiona dobrze, a żaden błąd nie zakończy rozgrywki przedwcześnie, a cena gry będzie adekwatna do tego, co znajdziemy w pudełku. Gdzie nie będzie się zmuszało graczy do instalowania dziwnych klientów i stawania na głowie, by mieć szybszy Internet, gdy możliwości brak, bo mieszkamy w małym miasteczku lub finanse nie pozwalają na posiadanie lepszego Internetu.
___________________________________________________________________________________________________
Moje gry
Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Dawstwa Szpiku - KRS 0000202597 - przekaż 1% podatku

kontakt w sprawach PrzygodoManii: urszula(at)przygodomania(kropka)pl

Awatar użytkownika
pa1ner
Przyjaciel forum
Posty: 111
Rejestracja: 12 grudnia 2014, 13:12
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: 1. Machinarium.
2. Botanicula.
3. Gemini Rue.
4. Dear Esther.
5. 9.03m
6. Still life
Podziękował(a): 33 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 5 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: pa1ner » 16 kwietnia 2015, 10:40

Osobiście uważam, że z wydawaniem przygodówek jest trochę jak z bajkami dla dzieci, niegdyś królowały ciekawe bajki, które prócz rozrywki niosły ze sobą wartościowy przekaz zostały zastąpione przez bajki które prócz tego, że są ordynarne niosą ze sobą żadnego morału.

Gry przygodowe zazwyczaj rozwijają wiele cech, które nie jeden raz się przydają w życiu, takie jak logiczne myślenie, zdolność kojarzenia faktów, ćwiczą pamięć, rozwija wyobraźnię i wiele innych, a przede wszystkim opowiadają ciekawe i wciągające historie.

Gry przygodowe mają jeszcze jeden bardzo ważny element. Jest to łącznik pomiędzy pokoleniami, bo przy dobrej kolorowej przygodówce bawi się dobrze dziecko, mama, tata i babcia i dziadek, bo każdy znajdzie coś dla siebie. Wystarczy spojrzeć na rozpiętość wiekową naszego forum, jak bardzo różnorodni ludzie w te gry grają. Polscy wydawcy bardzo krzywdzą szczególnie najmłodszych, którzy nie rozumieją na tyle języka angielskiego, żeby czerpać pełną przyjemność z tego typu gier. Ja widzę w tym rynku wielki zmarnowany potencjał.

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2337
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 26 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 28 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Adam_OK » 16 kwietnia 2015, 14:41

Moi poprzednicy powiedzieli już chyba wszystko, co sie dało w tym temacie. Gry przygodowe to inteligentna rozrywka, więc nie dziwi, że bardziej popularne są np. strzelanki, gdzie więcej zależy od celnego oka i szybkiego wciskania przycisków niż od logicznego myślenia. Biorąc pod uwagę, że następuje masowe ogłupianie społeczeństwa (co jest "zasługą" głownie naszego rządu, ale to już inna para kaloszy), to nie dziwi, ale z drugiej strony, inne społeczeństwa są równie mocno ogłupiane przez telewizję, gazety i wiele innych czynników. U nich jednak, np. u Niemców przygodówki wychodzą i co więcej - ktoś je tam kupuje! Więc skoro oni mogą, to dlaczego my nie? Dlaczego Polacy nie mogą kupić nowej przygodówki? Bo nikt nie kupi? A jak ma kupić, skoro nie ma czego? To jak w starym dowcipie: "-Boże, dlaczego ja nigdy nie wygrałem w totka? Na to Bóg: -Janek, ty daj mi szansę i zagraj." Tak samo apeluję do wydawców - Dajcie nam, waszym klientom, kupić przygodówkę i wydajcie jakąś. Najlepiej światową premierę, bo skoro można wydać premierową strzelankę czy RPG, to czemu nie premierową przygodówkę? Tylko, niech to będzie takie wydanie, jak innych gier. A jeśli ma to być jedynie pudełko, płyta z grą (bez Steama i DRM!) i karteczka z instrukcją, to niech kosztuje to maksymalnie 50 zł, a nie 100 i więcej. Jeśli przygodowki będą tak wydawane, i tak samo reklamowane (choćby w branżowej prasie), jak gry z innych gatunków, to i ich sprzedaż wzrośnie, i wydawcy stratni nie będą.
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9273
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 81 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 103 razy
Płeć: Kobieta

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Urszula » 16 kwietnia 2015, 15:11

Mnie chyba najbardziej boli brak reklamy i bardzo kiepskie wydanie gry w porównaniu do ceny. Podałam przykład Wiedźmina, bo kupowałam go jednocześnie razem z przygodówką. Różnica w cenie 1 zł, a wydaniu cała przepaść. Jak można zakładać, że gra się nie sprzeda, gdy o tej grze się nie mówi, nie reklamuje, nawet nie próbuje się przygodówki przybliżyć nowym graczom. Sprowadza się do nas, najczęściej te kiepskie gry po kilku latach po premierze, a zarobek ma być na poziomie super gry, która ma swą premierę w tym samym czasie, co cały świat. :(
___________________________________________________________________________________________________
Moje gry
Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Dawstwa Szpiku - KRS 0000202597 - przekaż 1% podatku

kontakt w sprawach PrzygodoManii: urszula(at)przygodomania(kropka)pl

Awatar użytkownika
Nfsfan83
Publicysta
Posty: 999
Rejestracja: 16 września 2014, 13:07
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: viewtopic.php?f=68&t=634&p=29309#p29309
Lokalizacja: Elbląg, Polska
Podziękował(a): 17 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 66 razy
Płeć: Mężczyzna
Kontakt:

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Nfsfan83 » 16 kwietnia 2015, 15:50

Ula bardzo dobry tekst :) weź pisz gdzieś do magazynów i tam niech zacznie się rewolucja powoli ;)
Fan klasycznych 2D point 'n' click przygodówek. Monkey Island 1-3, Broken Sword 1-2 oraz Indiana Jones Fate Of Atlantis.
Poradnik - box https://picasaweb.google.com/1152212250 ... AdaniaPudA
Mój kanał na YT: https://www.youtube.com/user/superbravo666/featured

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9273
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 81 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 103 razy
Płeć: Kobieta

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Urszula » 16 kwietnia 2015, 16:15

Musieli by zatrudnić trzy osoby, mnie Rolę i vaapku, a tego chyba by nikt nie przeżył, ale dziękuję w imieniu "trójcy". :)
___________________________________________________________________________________________________
Moje gry
Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Dawstwa Szpiku - KRS 0000202597 - przekaż 1% podatku

kontakt w sprawach PrzygodoManii: urszula(at)przygodomania(kropka)pl

Awatar użytkownika
Scoffer
Publicysta
Posty: 712
Rejestracja: 28 lutego 2012, 14:37
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: viewtopic.php?f=68&t=634#p1876
Lokalizacja: Giżycko/Warszawa
Podziękował(a): 1 raz
Otrzymał(a) podziękowania: 3 razy
Płeć: Kobieta

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Scoffer » 16 kwietnia 2015, 23:07

Świetne podsumowanie całości naszych smuteczków związanych z graniem ;) Gratuluję :)
Swoją drogą fajnie by było, gdyby tekst doczekał się jakiejś polemiki czy cuś.
Wszystkie drogi przede mną!

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9273
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 81 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 103 razy
Płeć: Kobieta

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Urszula » 17 kwietnia 2015, 16:15

W odpowiedzi na ten tekst, dostałam e-maila od IQ Publishing, który proponuje

aby na adres
Ukryta zawartość
To forum wymaga zarejestrowania i zalogowania się, aby zobaczyć ukrytą zawartość.


pisać o:
- jakie chcecie fajne przygodowki niewydane w Polsce
- fajne pomysły na temat wydania gier
- pomysły na temat materiałów dodatkowych wydaniach gier przygodowkowych
- wszystkie inne uwagi odnośnie gier przygodowych wydanych prze IQ Publishing
- oraz wszelkie inne uwagi i propozycje dotyczące przygodówek.


Mam zapewnienie iż:

Każdy mail przeczytamy, postaramy się odpowiedzieć. Taki pomysł żeby coś rozruszać, może coś z tego wyjdzie, może nic, ale nic nie kosztuje.


Nie wiem, jak się na taka propozycję zapatrujecie, ale w związku z tym, że i tak piszemy jakie chcemy zobaczyć przygodówki, warto i do IQ Publishing wystosować parę e-maili. :)

Odpowiedział również przedstawiciel z Play, ale jeszcze brak jakiś konkretnych ustaleń, więc nie będę o tym pisać.Jak coś będę wiedzieć dam znać.
___________________________________________________________________________________________________
Moje gry
Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Dawstwa Szpiku - KRS 0000202597 - przekaż 1% podatku

kontakt w sprawach PrzygodoManii: urszula(at)przygodomania(kropka)pl

Awatar użytkownika
noctropolis
Obserwator
Posty: 143
Rejestracja: 13 października 2014, 17:11
Lokalizacja: Katowice
Podziękował(a): 1 raz
Otrzymał(a) podziękowania: 2 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: noctropolis » 17 kwietnia 2015, 16:21

Zgadzam się ze zdecydowaną większością przesłania tego tekstu. Szkoda, że faktycznie większość przygodówek jest wydawana dość "biednie", a najgorzej to chyba wypadają reedycje, w których nierzadko brakuje nawet książeczki. Oprawa wydawnicza gry jest bardzo ważna, nie tylko pod kątem reklamy, ale też pod kątem podejścia gracza do takiego tytułu (od razu ma wrażenie, że ma do czynienia z czymś bardziej wyjątkowym i profesjonalnym, co przekłada się na większą radość z zabawy). 100% zgody też z tym, że wszystkie gry powinny być obowiązkowo wydawane po polsku. Osobiście preferuję lektora z tego względu, że konieczność spoglądania na napisy w dole ekranu powoduje, że nie skupiam się na grafice całego ekranu w takim stopniu, w jakim bym chciał. Najbardziej mnie jednak denerwuje brak spolszczeń w tytułach na konkretną platformę, gdy na drugiej owo spolszczenie jest, tylko dlatego, że się ktoś z kimś nie dogadał (wystarczyłoby przecież przenieść pliki językowe).

Awatar użytkownika
Sir_Kiełbasa
Z Przygodą na Ty
Posty: 1945
Rejestracja: 01 sierpnia 2013, 18:46
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: Gothic 1 i 2, Lotus 3, Montezuma's Revenge, Red Baron, Sokoban, International Karate
Podziękował(a): 4 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 18 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Sir_Kiełbasa » 17 kwietnia 2015, 17:13

Urszula pisze:Ja zaś odpowiem: pamiętam sklepy w których na półkach stały tylko i wyłącznie gry w pięknych pudłach i było je widać z daleka. Były to sklepy zajmujące się sprzedażą gier i tylko gier, w których przygodówki zajmowały osobny regał, tak było ich dużo.


Gdzie były te sklepy z przygodówkami na osobnych regałach??

Takie sklepy gdzieś zniknęły, ktoś je zniszczył.


Rynek.

Powiedzmy, że powstałby super-sklep z grami, gdzie byłyby one ustawione na regałach zgodnie z ich gatunkiem/rodzajem.


To nie jest możliwe. Skoro sami gracze mają z tym problem to co dopiero sprzedawca.
Co do tych tabelek odnośnie sprzedaży to wydaje mi się, że to się ze sobą łączy. 31% dotyczy gier przygodowych, co nie musi oznaczać samych przygodówek. :D Obawiam się, że ludzie tego generalnie nie odróżniają, więc powoływanie się na tak duże zainteresowanie tym gatunkiem nie bardzo ma sens.

Istnieją gracze, którzy nie śledzą z zapartym tchem wszelkich informacji w sieci o nowych grach przygodowych. Oni zaopatrują się w sklepie, czytając opis produktu na okładce. Czytają więc zamieszczony przez wydawcę tekst zachęcający do „przeżycia wspaniałej przygody” i „podjęcia wielkich wyzwań”. A potem wracają z taką grą do domu i ich nowa przygodówka okazuje się być HO (hidden object, czyli szukanie ukrytych przedmiotów). Mylące opisy lub celowe wprowadzanie w błąd nie przysporzy graczy raczej spowoduje, że kolejna taka gra będzie omijana szerokim łukiem. Czyli znów: nie tylko dobrze zorganizowany sklep jest ważny, ale to, jakim towarem ma handlować i jak ten towar zostanie nam zaprezentowany/opisany.


Skoro to takie dobre to, bez urazy, może najpierw zacząć od własnego podwórka? Skąd ludzie mają brać rzetelną informację jeśli nie znajdują jej nawet tam, gdzie powinni? Chyba że zakładamy, iż gracz nie wie sam czego chce i generalnie mu wisi czy to będzie przygodówka w stylu Monkey Island czy "przygodówka" typu Alone in the Dark.

Wiedźmin wydanie za 100: płyta z grą, poradnik do gry (książeczka), instrukcja do gry (książeczka), mapa świata, pieniążek i figurka wszystko zapakowane w kartonowym pudle


Z figurką? Co to było za wydanie? Jedyną figurkę Wiedźmina widziałem w kolekcjonerce dwójki. Chyba że chodzi o to coś do składania z tektury.

Ktoś mi powie: “bo Wiedźmin się sprzedaje”, dlatego można było sobie na takie, a nie inne wydanie pozwolić. Ja zaś zapytam, czemu pasjonaci gier przygodowych traktowani są jak konsumenci drugiej kategorii, którzy mają płacić dużo za o wiele gorszą jakość, żeby nie powiedzieć: za odpady.


Jeśli tym pasjonatom proponuje się wydać kolekcjonerkę, ale musi być spełniony warunek minimum 100 chętnych, a tymczasem nie ma ich nawet 50-ciu, to o czym tu w ogóle gadać? Poza tym wielu graczy chciałoby dostać jak najlepsze wydanie za jak najmniejszą kwotę. Tak się nie da i wypadałoby to przyjąć do wiadomości.

Pamiętam także swoje zdziwienie, gdy porównałem rosyjskie wydanie (przez 1C) symulatora IL-2 Sturmovik, które okraszone było dodatkowymi drukowanymi materiałami (jak opisy samolotów). A wydawałoby się, że to w Rosji piraci się bez ograniczeń? A stać ich na takie luksusowe wydania?


Może temu, że u nas też było bogatsze wydanie Ogniem i mieczem?

Kolejna sprawa, jaką wyczytałam, to kwestia reklamy gier. Dotarcie do jak największego grona odbiorców zwiększyłoby zyski. Ta prawda jest znana od czasów starożytnych, dobra reklama to połowa sukcesu. Tutaj chciałabym zadać pytanie wszystkim polskim wydawcom: dlaczego nie ma reklam gier przygodowych?


To nie do końca tak działa. Można krocie wydać na reklamy, ale w przypadku pewnych produktów przełożenie na sprzedaż nie przyniesie oczekiwanych zysków. Jakie jest u nas zapotrzebowanie na ładnie wydane przygodówki pokazuje wcześniejszy przykład. Można też spojrzeć na rynek niemiecki, który jest chyba ewenementem światowym. The Dark Eye Klątwa wron wydana (jak tu kiedyś ktoś pisał docelowo miało być 3000 sztuk, ale pewnie nie było) w edycji kolekcjonerskiej nawet na niemieckim rynku nie mogła się sprzedać. A podobno Niemcy tacy pasjonaci i pieniądze na drogie gry mają. Memoria do dzisiaj się buja w niemieckim Amazonie. Gdzie ten popyt?

Traktowane są one po macoszemu, czyżby było wstyd reklamować ten akurat towar?


Urszulo, w biznesie nie ma wstydu czy sentymentów. :) Jest interes to się go robi.

Ostatnia reklama, jaką widziałam w mediach dotyczyła gier Sherlock Holmes: Crimes and Punishments, Zaginięcie Ethana Cartera oraz Broken Sword 5. (Czy te gry sprzedały się lepiej?, Myślę że tak.)


SH wyszedł także na konsole (cztery!). BS 5 to kontynuacja dobrej serii.

Jak to jest, że w latach 90-tych się opłacało, choć komputer w domu był luksusem, a więc liczba graczy znacznie mniejsza niż obecnie, a teraz już się nie opłaca?


A pamiętasz ceny tych gier?

Rozumiem, że wersje cyfrowe miały ograniczyć rynek wtórny, zapytam więc dlaczego mi się odbiera prawo zbycia towaru, który mi nie odpowiada, lub przestał cieszyć moje oko?


No to sobie odpowiedziałaś. A po co firma ma tracić forsę?

Natomiast wypożyczanie gry za wielkie pieniądze jak to ma miejsce na Steamie to już jakieś nieporozumienie i trzymanie gracza za pysk.


Cóż, firma ma do tego prawo. To ona stawia warunki. Gra to nie jest produkt pierwszej potrzeby.

Dlaczego wersje pudełkowe wymagają również tego klucza, aby się dało je uruchomić?


Bo przecież wersje pudełkowe także nie mogą być odsprzedawane (tak, na nich firma też pewnie nie chce tracić)?

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9273
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 81 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 103 razy
Płeć: Kobieta

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Urszula » 17 kwietnia 2015, 19:22

Urszula pisze:Ja zaś odpowiem: pamiętam sklepy w których na półkach stały tylko i wyłącznie gry w pięknych pudłach i było je widać z daleka. Były to sklepy zajmujące się sprzedażą gier i tylko gier, w których przygodówki zajmowały osobny regał, tak było ich dużo.

Sir_Kiełbasa pisze:Gdzie były te sklepy z przygodówkami na osobnych regałach??


We Wrocławiu

Takie sklepy gdzieś zniknęły, ktoś je zniszczył.

Sir_Kiełbasa pisze:Rynek.


Tyle to i ja wiem.

Powiedzmy, że powstałby super-sklep z grami, gdzie byłyby one ustawione na regałach zgodnie z ich gatunkiem/rodzajem.

Sir_Kiełbasa pisze:To nie jest możliwe. Skoro sami gracze mają z tym problem to co dopiero sprzedawca.
Co do tych tabelek odnośnie sprzedaży to wydaje mi się, że to się ze sobą łączy. 31% dotyczy gier przygodowych, co nie musi oznaczać samych przygodówek. :D Obawiam się, że ludzie tego generalnie nie odróżniają, więc powoływanie się na tak duże zainteresowanie tym gatunkiem nie bardzo ma sens.


A nie powinni wydawcy wiedzieć, co wydają i osoby handlujące towarem, co sprzedają? Gracz ma wszystko wiedzieć, a reszta nie musi? Ty uznajesz, że gra przygodowa i przygodówka to dwie różne gry, dla mnie to jedno i to samo.

Istnieją gracze, którzy nie śledzą z zapartym tchem wszelkich informacji w sieci o nowych grach przygodowych. Oni zaopatrują się w sklepie, czytając opis produktu na okładce. Czytają więc zamieszczony przez wydawcę tekst zachęcający do „przeżycia wspaniałej przygody” i „podjęcia wielkich wyzwań”. A potem wracają z taką grą do domu i ich nowa przygodówka okazuje się być HO (hidden object, czyli szukanie ukrytych przedmiotów). Mylące opisy lub celowe wprowadzanie w błąd nie przysporzy graczy raczej spowoduje, że kolejna taka gra będzie omijana szerokim łukiem. Czyli znów: nie tylko dobrze zorganizowany sklep jest ważny, ale to, jakim towarem ma handlować i jak ten towar zostanie nam zaprezentowany/opisany.


Sir_Kiełbasa pisze:Skoro to takie dobre to, bez urazy, może najpierw zacząć od własnego podwórka? Skąd ludzie mają brać rzetelną informację jeśli nie znajdują jej nawet tam, gdzie powinni? Chyba że zakładamy, iż gracz nie wie sam czego chce i generalnie mu wisi czy to będzie przygodówka w stylu Monkey Island czy "przygodówka" typu Alone in the Dark.


No właśnie, mam wrażenie, że jak wydawca nie wie, co wydaje, to trudno, żeby i gracze nie mieli pomieszania. Czy mi się zdaje, czy wszyscy użytkownicy razem tworzą forum?

Wiedźmin wydanie za 100: płyta z grą, poradnik do gry (książeczka), instrukcja do gry (książeczka), mapa świata, pieniążek i figurka wszystko zapakowane w kartonowym pudle

Sir_Kiełbasa pisze:Z figurką? Co to było za wydanie? Jedyną figurkę Wiedźmina widziałem w kolekcjonerce dwójki. Chyba że chodzi o to coś do składania z tektury.


Czy to nie jest nadal bogatsze wydanie za 100 zł niż to co dostałam w przygodówce?

Ktoś mi powie: “bo Wiedźmin się sprzedaje”, dlatego można było sobie na takie, a nie inne wydanie pozwolić. Ja zaś zapytam, czemu pasjonaci gier przygodowych traktowani są jak konsumenci drugiej kategorii, którzy mają płacić dużo za o wiele gorszą jakość, żeby nie powiedzieć: za odpady.

Sir_Kiełbasa pisze:Jeśli tym pasjonatom proponuje się wydać kolekcjonerkę, ale musi być spełniony warunek minimum 100 chętnych, a tymczasem nie ma ich nawet 50-ciu, to o czym tu w ogóle gadać? Poza tym wielu graczy chciałoby dostać jak najlepsze wydanie za jak najmniejszą kwotę. Tak się nie da i wypadałoby to przyjąć do wiadomości.


I tu wracamy do punktu wyjścia, brak reklamy, to sprawa pierwsza, a druga Afan, chyba tak naprawdę wcale nie miał zamiaru wydać gry, nawet nie próbował zareklamować tego projektu.

Pamiętam także swoje zdziwienie, gdy porównałem rosyjskie wydanie (przez 1C) symulatora IL-2 Sturmovik, które okraszone było dodatkowymi drukowanymi materiałami (jak opisy samolotów). A wydawałoby się, że to w Rosji piraci się bez ograniczeń? A stać ich na takie luksusowe wydania?

Sir_Kiełbasa pisze:Może temu, że u nas też było bogatsze wydanie Ogniem i mieczem?


A co ma jedno do drugiego?

Kolejna sprawa, jaką wyczytałam, to kwestia reklamy gier. Dotarcie do jak największego grona odbiorców zwiększyłoby zyski. Ta prawda jest znana od czasów starożytnych, dobra reklama to połowa sukcesu. Tutaj chciałabym zadać pytanie wszystkim polskim wydawcom: dlaczego nie ma reklam gier przygodowych?

Sir_Kiełbasa pisze:To nie do końca tak działa. Można krocie wydać na reklamy, ale w przypadku pewnych produktów przełożenie na sprzedaż nie przyniesie oczekiwanych zysków. Jakie jest u nas zapotrzebowanie na ładnie wydane przygodówki pokazuje wcześniejszy przykład. Można też spojrzeć na rynek niemiecki, który jest chyba ewenementem światowym. The Dark Eye Klątwa wron wydana (jak tu kiedyś ktoś pisał docelowo miało być 3000 sztuk, ale pewnie nie było) w edycji kolekcjonerskiej nawet na niemieckim rynku nie mogła się sprzedać. A podobno Niemcy tacy pasjonaci i pieniądze na drogie gry mają. Memoria do dzisiaj się buja w niemieckim Amazonie. Gdzie ten popyt?


Podaj przykład firmy, która włożyła kasę w reklamę przygodówki, a potem stwierdziła, że ona po tej reklamie się nie sprzedaje i się nie opłaca ją wydawać?

Traktowane są one po macoszemu, czyżby było wstyd reklamować ten akurat towar?

Sir_Kiełbasa pisze:Urszulo, w biznesie nie ma wstydu czy sentymentów. :) Jest interes to się go robi.


Czyli nie ma interesu reklamować własnego towaru, a chce się zrobić interes na sprzedaży, starego tytułu? To ja nie rozumiem takiego biznesu.

Ostatnia reklama, jaką widziałam w mediach dotyczyła gier Sherlock Holmes: Crimes and Punishments, Zaginięcie Ethana Cartera oraz Broken Sword 5. (Czy te gry sprzedały się lepiej?, Myślę że tak.)

Sir_Kiełbasa pisze:SH wyszedł także na konsole (cztery!). BS 5 to kontynuacja dobrej serii.


I co to ma do rzeczy, tym bardziej nie trzeba by było reklamować, bo jak kontynuacja, to i bez reklamy powinna się sprzedać, a mimo wszystko ktoś o tej reklamie pomyślał i na tym zyskał?

Jak to jest, że w latach 90-tych się opłacało, choć komputer w domu był luksusem, a więc liczba graczy znacznie mniejsza niż obecnie, a teraz już się nie opłaca?

Sir_Kiełbasa pisze:A pamiętasz ceny tych gier?


Trudno ich nie pamiętać, jak mam pudła z cenami na półce. I co moja pamięć ma do tego, że kiedyś się opłacało wydawać gry, dla dużo mniejszej liczby odbiorców niż teraz?

Rozumiem, że wersje cyfrowe miały ograniczyć rynek wtórny, zapytam więc dlaczego mi się odbiera prawo zbycia towaru, który mi nie odpowiada, lub przestał cieszyć moje oko?

Sir_Kiełbasa pisze:No to sobie odpowiedziałaś. A po co firma ma tracić forsę?


To nie jest kwestia , czy sobie odpowiedziałam na pytanie, tylko tego, że próbuje się ograniczyć moje prawa konsumenckie.

Natomiast wypożyczanie gry za wielkie pieniądze jak to ma miejsce na Steamie to już jakieś nieporozumienie i trzymanie gracza za pysk.

Sir_Kiełbasa pisze:Cóż, firma ma do tego prawo. To ona stawia warunki. Gra to nie jest produkt pierwszej potrzeby.


Oczywiście, ale wcale nie muszę się z tym godzić i wspierać ten rynek. Co więcej uważam, że są to nieuczciwe praktyki i oby się nigdy nie okazało, że firma stwierdziła, że ma dość kasy i wypożyczania gier i albo zwinie interes, albo zacznie kazać wnosić opłaty za przedłużanie konta. Najpierw drobne sumki, a potem coraz większe. Lub wprowadzi inne sztuczki, żeby dorwać się do kieszeni graczy.

Dlaczego wersje pudełkowe wymagają również tego klucza, aby się dało je uruchomić?

Sir_Kiełbasa pisze:Bo przecież wersje pudełkowe także nie mogą być odsprzedawane (tak, na nich firma też pewnie nie chce tracić)?


Jakby powtarzam się, ogranicza się moje prawa konsumenckie.
___________________________________________________________________________________________________
Moje gry
Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Dawstwa Szpiku - KRS 0000202597 - przekaż 1% podatku

kontakt w sprawach PrzygodoManii: urszula(at)przygodomania(kropka)pl

Awatar użytkownika
Sir_Kiełbasa
Z Przygodą na Ty
Posty: 1945
Rejestracja: 01 sierpnia 2013, 18:46
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: Gothic 1 i 2, Lotus 3, Montezuma's Revenge, Red Baron, Sokoban, International Karate
Podziękował(a): 4 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 18 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Sir_Kiełbasa » 17 kwietnia 2015, 22:17

Urszula pisze:We Wrocławiu


No to pozazdrościć. Ja w takim sklepie nigdy nie byłem. Bywałem w różnych, ale w nich był bajzel gatunkowy. Inna sprawa, że mi to nie przeszkadzało.

A nie powinni wydawcy wiedzieć, co wydają i osoby handlujące towarem, co sprzedają? Gracz ma wszystko wiedzieć, a reszta nie musi? Ty uznajesz, że gra przygodowa i przygodówka to dwie różne gry, dla mnie to jedno i to samo.


Dla wydawców i sklepów również. A że powinni wiedzieć, iż gry typu Alone in the Dark to nie przygodówki to oczywiste. Przynajmniej dla mnie.

No właśnie, mam wrażenie, że jak wydawca nie wie, co wydaje, to trudno, żeby i gracze nie mieli pomieszania.


Jednak dla własnego dobra powinni się tym bardziej od wydawców interesować. Teraz już jest łatwiej. Żaden problem poszukać informacji w internecie.

Czy mi się zdaje, czy wszyscy użytkownicy razem tworzą forum?


Niby tworzą, ale nic z tego nie wynika. Albo wrzucają gry, które nie są przygodówkami, albo jak się zwróci uwagę to nic się z tym nie dzieje.

Czy to nie jest nadal bogatsze wydanie za 100 zł niż to co dostałam w przygodówce?


Po prostu byłem ciekaw, które to wydanie, bo mam kilka Wiedźminów, ale tego z monetą i figurką nie kojarzę.

I tu wracamy do punktu wyjścia, brak reklamy, to sprawa pierwsza, a druga Afan, chyba tak naprawdę wcale nie miał zamiaru wydać gry, nawet nie próbował zareklamować tego projektu.


Czy chciał czy nie chciał tego nie wiem i nie będę zakładał. 100 sztuk to minimum minimorum. To powinno się rozejść bez ogólnokrajowej reklamy. Zakładam, że pasjonat to ktoś taki, kto sam z siebie interesuje się grami. Udziela się na różnych forach, śledzi plany wydawnicze, kupuje lepsze wydania itp. a nie czeka aż mu kotleta podstawią pod nos. Widać tylu u nas pasjonatów.

Pamiętam także swoje zdziwienie, gdy porównałem rosyjskie wydanie (przez 1C) symulatora IL-2 Sturmovik, które okraszone było dodatkowymi drukowanymi materiałami (jak opisy samolotów). A wydawałoby się, że to w Rosji piraci się bez ograniczeń? A stać ich na takie luksusowe wydania?

Sir_Kiełbasa pisze:Może temu, że u nas też było bogatsze wydanie Ogniem i mieczem?

A co ma jedno do drugiego?


Gdyby chodziło o symulator bombowca PZL - 37 Łoś to też bym się spodziewał lepszego wydania w naszym kraju.

Podaj przykład firmy, która włożyła kasę w reklamę przygodówki, a potem stwierdziła, że ona po tej reklamie się nie sprzedaje i się nie opłaca ją wydawać?


Że się nie opłaciło jej wydać? Nie pracuję w żadnej firmie, więc nie znam takich danych. Nie przypominam sobie także o żadnych żalach wydawców.

Czyli nie ma interesu reklamować własnego towaru, a chce się zrobić interes na sprzedaży, starego tytułu? To ja nie rozumiem takiego biznesu.


A załóż własny biznes i zobaczymy jak wyjdziesz na reklamach. :)

I co to ma do rzeczy, tym bardziej nie trzeba by było reklamować, bo jak kontynuacja, to i bez reklamy powinna się sprzedać, a mimo wszystko ktoś o tej reklamie pomyślał i na tym zyskał?


Skąd wiesz, że zyskał i w jakim stopniu zysk zależał od reklamy?

Trudno ich nie pamiętać, jak mam pudła z cenami na półce. I co moja pamięć ma do tego, że kiedyś się opłacało wydawać gry, dla dużo mniejszej liczby odbiorców niż teraz?


Jeśli pamiętasz ceny to powinnaś zauważyć, ze były one wyższe jak dzisiaj. A w środku cymesu nie było. Zazwyczaj dyskieki/CD, instrukcja i karta rejestracyjna.

To nie jest kwestia , czy sobie odpowiedziałam na pytanie, tylko tego, że próbuje się ograniczyć moje prawa konsumenckie.


Zawsze możesz to zgłosić do odpowiedniej instytucji, ale pewnie odpowiedzą podobnie jak ja. Nie musisz grać. Nie ma takiego nakazu. Nie musisz się zgadzać na te warunki. Masz wybór. Zagłosuj swoim portfelem i nie kupuj gier od wydawców, co do których masz podejrzenia/pewność, że oszukują/naciągają.

Oczywiście, ale wcale nie muszę się z tym godzić i wspierać ten rynek. Co więcej uważam, że są to nieuczciwe praktyki i oby się nigdy nie okazało, że firma stwierdziła, że ma dość kasy i wypożyczania gier i albo zwinie interes, albo zacznie kazać wnosić opłaty za przedłużanie konta. Najpierw drobne sumki, a potem coraz większe. Lub wprowadzi inne sztuczki, żeby dorwać się do kieszeni graczy.


Wcale bym się nie zdziwił, gdyby tak było. Za gry MMO przecież się płaci. Dlaczego nie ściągać kasy za wszystkie?

Jakby powtarzam się, ogranicza się moje prawa konsumenckie.


E tam. :)

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2337
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 26 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 28 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Adam_OK » 17 kwietnia 2015, 23:51

Jeśli pamiętasz ceny to powinnaś zauważyć, ze były one wyższe jak dzisiaj. A w środku cymesu nie było. Zazwyczaj dyskieki/CD, instrukcja i karta rejestracyjna.


Ja pamiętam, że jak kupiłem pierwszą Syberię w wielkim pudle, które mam do dziś, za 99 zł, to się mocno zdziwiłem, jak to pudło otworzyłem. Było w nim bowiem więcej powietrza niż w paczkach chipsów, jedynie latało w nim jakieś małe, plastikowe pudełko (DVD) z płytami. Tamta gra miała jednak coś, o czym współcześnie wydawane przygodówki w Polsce (jeśli już takie są) mogą pomarzyć - pełną lokalizację (z dubbingiem). Wtedy się to jakoś opłacało robić (choć rynek legalnych gier w Polsce był mniejszy niż obecnie), a teraz już nie?
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9273
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 81 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 103 razy
Płeć: Kobieta

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Urszula » 18 kwietnia 2015, 07:43

Sir_Kiełbasa pisze:
Urszula pisze:Podaj przykład firmy, która włożyła kasę w reklamę przygodówki, a potem stwierdziła, że ona po tej reklamie się nie sprzedaje i się nie opłaca ją wydawać?


Że się nie opłaciło jej wydać? Nie pracuję w żadnej firmie, więc nie znam takich danych. Nie przypominam sobie także o żadnych żalach wydawców.


O to chodzi, od dawna nie próbuje się reklamować przygodówek, ale z góry się zakłada, że to nic nie da i gra się nie sprzeda i biznes nieopłacalny.


Sir_Kiełbasa pisze:Skąd wiesz, że zyskał i w jakim stopniu zysk zależał od reklamy?


Czytałam wypowiedzi Chmielarza.

Sir_Kiełbasa pisze:Jeśli pamiętasz ceny to powinnaś zauważyć, ze były one wyższe jak dzisiaj. A w środku cymesu nie było. Zazwyczaj dyskieki/CD, instrukcja i karta rejestracyjna.


Nie był cymes, ale znacznie więcej, niż obecnie dostajemy.


Oczywiście, ale wcale nie muszę się z tym godzić i wspierać ten rynek. Co więcej uważam, że są to nieuczciwe praktyki i oby się nigdy nie okazało, że firma stwierdziła, że ma dość kasy i wypożyczania gier i albo zwinie interes, albo zacznie kazać wnosić opłaty za przedłużanie konta. Najpierw drobne sumki, a potem coraz większe. Lub wprowadzi inne sztuczki, żeby dorwać się do kieszeni graczy.


Sir_Kiełbasa pisze:Wcale bym się nie zdziwił, gdyby tak było. Za gry MMO przecież się płaci. Dlaczego nie ściągać kasy za wszystkie?


Mamy dzielenie gry na epizody, żeby ściągnąć więcej kasy, pożyczamy gry na Steamie, a wydawcy dalej stękają, że się nie opłaca. :| Cena nie przekłada się na jakość. Brak wydatków na testerów, bo teraz za testerów robią sami gracze, pożyczając grę na Steamie i zgłaszając masę usterek, które to są likwidowane. Kiedyś gra zanim poszła do tłoczni, przynajmniej w jakimiś stopniu była sprawdzana, aby działała bez problemu. Teraz nikt się nie stara, bo przecież wrzuci się jak to teraz się mówi "aktualizację" i po sprawie. Czy nie otrzymujemy wadliwy towar na starcie czyli bubel, zamiast porządnie zrobioną grę za coraz wyższe ceny?

Wracając do Alone in the Dark, na wszelkich stronach poświęconych przygodówką, ta gra jest zaliczana do tego gatunku. Czyli wszyscy się mylą, a ty nie?
___________________________________________________________________________________________________
Moje gry
Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Dawstwa Szpiku - KRS 0000202597 - przekaż 1% podatku

kontakt w sprawach PrzygodoManii: urszula(at)przygodomania(kropka)pl

Awatar użytkownika
Sir_Kiełbasa
Z Przygodą na Ty
Posty: 1945
Rejestracja: 01 sierpnia 2013, 18:46
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: Gothic 1 i 2, Lotus 3, Montezuma's Revenge, Red Baron, Sokoban, International Karate
Podziękował(a): 4 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 18 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Sir_Kiełbasa » 18 kwietnia 2015, 16:22

Adam_OK pisze:Ja pamiętam, że jak kupiłem pierwszą Syberię w wielkim pudle, które mam do dziś, za 99 zł, to się mocno zdziwiłem, jak to pudło otworzyłem. Było w nim bowiem więcej powietrza niż w paczkach chipsów, jedynie latało w nim jakieś małe, plastikowe pudełko (DVD) z płytami.


Ale miałeś pudło! :) Ja pamiętam, gdy w pre-orderze kupiłem Schizm w wersji dvd też za 99zł (jakoś w 2001r. ??). W środku był ładnie wydany soundtrack, a sama płyta dvd w całkowicie przezroczystym pudełku przypominającym te od SACD lub DVD-audio, tylko wielkości zwykłego pudełka dvd. Takiego pudełka nie widziałem już w żadnym innym wydaniu. Od razu uprzedzę. Żadne to cudo, ale jednak cieszy, że komuś się chciało dać coś innego.

Tamta gra miała jednak coś, o czym współcześnie wydawane przygodówki w Polsce (jeśli już takie są) mogą pomarzyć - pełną lokalizację (z dubbingiem). Wtedy się to jakoś opłacało robić (choć rynek legalnych gier w Polsce był mniejszy niż obecnie), a teraz już nie?


Widocznie się nie opłaca (albo firma chce więcej zarobić), bo chyba nie jest tak, że wydawcy po prostu się nie chce.

Urszula pisze:O to chodzi, od dawna nie próbuje się reklamować przygodówek, ale z góry się zakłada, że to nic nie da i gra się nie sprzeda i biznes nieopłacalny.


Nie znam kondycji finansowej firm, ale przypuszczam, że nie każdego stać na wytrzepanie forsy na reklamę, która nic (niewiele) da.

Sir_Kiełbasa pisze:Skąd wiesz, że zyskał i w jakim stopniu zysk zależał od reklamy?

Czytałam wypowiedzi Chmielarza.


Ale to chodzi o Ethana? Sam ją kupiłem (żadnych reklam nie widziałem - tylko informacje na forum), więc nie dziwi, że się dobrze sprzedała. :D Choć swoją drogą jestem ciekaw, ile sztuk to jest "dobrze" na nasze warunki.

Nie był cymes, ale znacznie więcej, niż obecnie dostajemy.


Duże pudło + większa instrukcja (zazwyczaj) to obiektywnie patrząc nie tak dużo. Choć dla mnie samo pudło to już dużo. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. :)

Mamy dzielenie gry na epizody, żeby ściągnąć więcej kasy, pożyczamy gry na Steamie, a wydawcy dalej stękają, że się nie opłaca. :|


Znowu by trzeba mieć wgląd do księgowości firmy. Mnie ciekawi na przykład, jaki procent wydanych gier przez firmę przynosi zysk na tyle duży, żeby pokryć straty z pozostałych (i jak duże są to straty). Zauważ, że często można trafić na różne promocje. Raczej nie robi się ich dlatego, że sprzedaż jest świetna.

Cena nie przekłada się na jakość. Brak wydatków na testerów, bo teraz za testerów robią sami gracze, pożyczając grę na Steamie i zgłaszając masę usterek, które to są likwidowane.


To że gracze testują to akurat nie jest złe, ale żeby to robili przed wyjściem gry. Nie wiem, jaki jest problem, żeby takie testy robić. Tym bardziej, że chyba za to firma nie płaci?

Kiedyś gra zanim poszła do tłoczni, przynajmniej w jakimiś stopniu była sprawdzana, aby działała bez problemu. Teraz nikt się nie stara, bo przecież wrzuci się jak to teraz się mówi "aktualizację" i po sprawie.


Wina internetu. :) Jakby ludzie dostali knota i nie mieli skąd pobrać łaty to by wydawcy szybko się zreflektowali. Poza tym obecnie wychodzi chyba więcej gier i żeby przygotować każdą porządnie to wymaga czasu. Może także to jest jeden z powodów braku testów (lub połebkowych) i generalnie słabych wydań.

Czy nie otrzymujemy wadliwy towar na starcie czyli bubel, zamiast porządnie zrobioną grę za coraz wyższe ceny?


Dla mnie gra na PC w gołym pudełku DVD (niezależnie czy są bugi, jest tłumaczenie, niska cena itp.) to już właściwie bubel. Oczywiście nie muszę ich kupować. I kupuję lepsze wydania (jeśli są) za granicą.

Wracając do Alone in the Dark, na wszelkich stronach poświęconych przygodówką, ta gra jest zaliczana do tego gatunku. Czyli wszyscy się mylą, a ty nie?


Tak. To jest bardziej miarodajne źródło jeśli chodzi o podział gatunkowy:
http://www.mobygames.com/game/alone-in-the-dark

qwerty
Publicysta
Posty: 1086
Rejestracja: 28 lutego 2012, 15:45
Otrzymał(a) podziękowania: 8 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: qwerty » 19 kwietnia 2015, 21:58

Urszula pisze:Rola: Z identyfikacją gatunku przygodówek są problemy nie tylko w Polsce, wystarczy spojrzeć na materiały marketingowe czy profesjonalnie przygotowywane ankiety na Zachodzie. Winna jest nie tylko równie myląca co w języku polskim nazwa gatunku, ale i nieświadomość tego, co czyni przygodówkę. Z chęcią poświęciłbym temu osobny artykuł.

Gry adventure pojawiły się wiele lat przed grami łączącymi fabułę i akcję. Aby je wyodrębnić wykuto nową kategorię: "action-adventure". To, że dzisiejsza młodzież nie potrafi określić przynależności gatunkowej należy przypisać słabej roli mediów, które powinny mieć rolę uświadamiającą, a nie nazewnictwu. Chcecie poprzez potrząśnięcie filarami spajającymi interaktywną rozrywkę dokonać rewolucji? W jakim celu się pytam?
Urszula pisze:tylko tytuły bardzo znane mają ładną oprawę, pozostałe są wydawane byle jak w brzydkim i mało zachęcającym opakowaniu.

Strasznie generalizujesz, przez co mijasz się z prawdą. Często na półkach można znaleźć szrot zachęcający potencjalnego nabywcę właśnie piękną, artystyczną grafiką na pudełku.
Urszula pisze:Wydania kolekcjonerskie dotyczą innych gier, ale nie przygodówek.

Niestety dotyczy to też innych gatunków.
Urszula pisze:Standardem jest pudełko, kawałek karteluszka i płyta – całość za 70 zł.

Czyli wydawcy nie wierzą w sukces. Standardowa cena dla tytułów z popularnych gatunków jest wyższa o kilka dyszek.
Urszula pisze:Parę lat temu w tym samym czasie kupiłam sobie Wiedźmina wersja rozszerzona za 100 zł i przygodówkę...

Fatalnie dobrany przykład. Wiedźmin jest grą polską i jedynka była robiona z myślą by osiągnąć sukces w pierwszej kolejności tam, gdzie saga o Geralcie jest dobrze znana, czyli właśnie w Polsce i u sąsiadów. Kolekcjonerka była tak dobrana, by była na kieszeń polskiego gracza. Zupełnie inaczej jest z tytułami zagranicznymi. W tym wypadku to polski dystrybutor decyduje, czy opłaca się wydać bogatszą wersję, czy ograniczyć się do podstawowej lub zrezygnować w ogóle. Dodam jeszcze, że edycja rozszerzona pierwszego Wieśka nie jest pierwszą edycją. Gra już na siebie tyle zarobiła, że wydawca mógł sobie pozwolić na obcięcie zysku, wychodząc z założenia, że w ten sposób zachęcą niezdecydowanych, a tym samym powiększą bazę fanów, którzy będą robić szum przed nadchodzącą kontynuacją.
Urszula pisze:przygodówka wymagała dostępu do Internetu

W2 też początkowo wymagał dostępu do internetu. Informacja ta dla osób nie będących na bieżąco była sporym zaskoczeniem już po zakupie gry.
Urszula pisze:Rola:
Pamiętam także swoje zdziwienie, gdy porównałem rosyjskie wydanie (przez 1C) symulatora IL-2 Sturmovik, które okraszone było dodatkowymi drukowanymi materiałami (jak opisy samolotów). A wydawałoby się, że to w Rosji piraci się bez ograniczeń? A stać ich na takie luksusowe wydania?

No właśnie dlatego. Trzeba czymś zachęcić kupującego do sięgnięcia po oryginał. A skoro w cywilizowanych krajach nie ma problemu z piractwem (albo jest marginalny), to po co przepłacać? Zresztą... teraz wydawcy mają na oku rynek wtórny.
Urszula pisze:Urszula: Oczywiście nikt nie każe mi wydawać pieniędzy na taką rozrywkę, jeśli mnie nie stać, ale patrząc na przeciętnie zarobki, pewnie przy tych galopujących cenach niedługo się okaże, że niewielu będzie jeszcze stać.

Poczekaj aż wejdzie euro...
Urszula pisze:Czy na takim starociu ktoś chce zbić kasę? Pokaże się coś 3 lata po premierze w kiepskim wydaniu za wygórowaną cenę, a gracz ma się cieszyć. Zapytam uprzejmie: z czego?
Rola: Powiedzmy sobie brutalnie szczerze: inni zniecierpliwieni gracze dawno ściągną ją sobie nielegalnie. Przygodówki łatwo piracić, bo to gry single-player.

Ale w czym problem? Przygodówki nie starzeją się tak szybko jak inne dominujące gatunki. Z założenia mają archaiczną mechanikę (sami gracze nie chcą jej zmieniać), a grafika poza pojedynczymi przypadkami jest "sto lat za murzynami". 2-3 lata nie mają żadnego znaczenia, pod warunkiem, że jest w co grać. Jako tytuły stricte dla jednego gracza pozbawione są presji otoczenia, które "chce teraz zagrać partyjkę", bo "za 2 lata nikt w to nie będzie już grał". Dochodzi do tego nadrabianie zaległości i mozolne zdobywanie doświadczenia, podczas gdy konkurenci/towarzysze zabawy przez ostatnie miesiące poznali wszystkie techniki rozgrywki. Co do kradzieży, to już kwestia indywidualnego podejścia. Jedni są złodziejami inni są uczciwi. Jak w życiu.
Urszula pisze:Urszula: dlaczego nie ma reklam gier przygodowych? [...] Ostatnia reklama, jaką widziałam w mediach dotyczyła gier Sherlock Holmes: Crimes and Punishments, Zaginięcie Ethana Cartera oraz Broken Sword 5.
Rola: Może właśnie problemem jest ocenianie graczy przez dystrybutorów przez pryzmat stereotypów z lat 1990., tj. gracze to nastolatkowie płci męskiej tłukący w Quake.

Nie sądzę. Dystrybutorzy o wiele lepiej lepiej orientują się w temacie niż pozabranżowe media. Tu chodzi o pieniądze, i brak wiary w powodzenie ze względu na znikomą bazę konsumencką. SH jest kolejną częścią dobrze znanej serii, wydawanej u nas od lat i w związku z tym mającej swoich fanów, za Ethana Cartera jest odpowiedzialny Polak, Adrian Chmielarz, znany skądinąd z Tajemnicy statuetki, Teenagenta i Księcia i Tchórza (jeśli ograniczymy się jedynie do przygodówek). A przecież zdobył sobie także fanów pracując w People Can Fly. Z BS5 jest identyczna sytuacja jak z SH.
Urszula pisze:
Dlaczego nic się nie opłaca, a jeśli już to najlepsza wersja cyfrowa?

Bo mniejszym kosztem można zarobić więcej.
Urszula pisze:Urszula: Jak to jest, że w latach 90-tych się opłacało, choć komputer w domu był luksusem, a więc liczba graczy znacznie mniejsza niż obecnie, a teraz już się nie opłaca?

Nie wiem kompletnie, do czego pijesz. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych chroniąca między innymi własność intelektualną została wprowadzona dopiero w 1994 roku. Do tego czasu kupowało się głównie na bazarach, giełdach, w domach handlowych spiracone oprogramowanie w sposób legalny. Nikt nie mógł ci zarekwirować towaru, ani zamknąć stoiska. Nawet po jej wprowadzeniu jeszcze przez wiele miesięcy można było przynieść dyskietki z zamiarem skopiowania pożądanych tytułów. O internecie i wersjach cyfrowych nikt wtedy nawet nie myślał. Oczywiście, można było dostać oryginały, ale ze względu na duże piractwo w Polsce ich cena była odstraszająca. Jednak znalazły się osoby, które płaciły 5x więcej i miały czyste sumienie. No właśnie. Z jednej strony narzekasz na cenę, z drugiej na ubogie wydania i ograniczanie się do wersji cyfrowej. Jedno zależy od drugiego. Chcesz na bogato? Płać więcej.
Urszula pisze:Kiedyś jakość wydawanych gier miała znaczenie - teraz już nie, choć z lokalizacją było krucho.

Jak już wcześniej pisałem chodzi w tym wypadku o poziom piractwa. Jeśli coś się i tak sprzeda, to po co się starać?
Urszula pisze:Zaś najlepszym wyjściem z punktu dystrybutora jest wysłać klucz za 50 zł i niech klient sobie ściągnie grę (obecnie te klucze są droższe oraz brakuje polskiej lokalizacji), oczywiście gry innego gatunku niż przygodówki mają wersję pudełkową - najczęściej.

Zwróć uwagę, że grom przygodówek jest robiona przez małe (nawet 1-osobowe) zespoły, których po prostu nie stać na wydanie pudełkowe.
Urszula pisze:Rozumiem, że wersje cyfrowe miały ograniczyć rynek wtórny, zapytam więc dlaczego mi się odbiera prawo zbycia towaru, który mi nie odpowiada, lub przestał cieszyć moje oko? Moim świętym prawem konsumenckim jest odsprzedanie towaru, który mi się znudził. Dotyczy to każdego towaru, jaki zakupię i wydam na niego swoje pieniądze. Natomiast wypożyczanie gry za wielkie pieniądze jak to ma miejsce na Steamie to już jakieś nieporozumienie i trzymanie gracza za pysk.

Pozostaje jedynie zwrócić się do UOKiKu albo zrezygnować z usług oferowanych przez "złe" platformy dystrybucji cyfrowej.
Urszula pisze:Urszula:
Dlaczego wersje pudełkowe wymagają również tego klucza, aby się dało je uruchomić?

Ja to widzę bardziej jako gest od wydawcy dla fanów edycji fizycznych, których jest coraz mniej (fanów, nie edycji, chociaż ich też :D). Za jakiś czas pudełka znikną całkowicie z półek sklepowych.
Urszula pisze:Czyli siadam, uruchamiam grę i mam w nosie wszelkie platformy i konieczność rejestracji gry przez Internet lub co gorsza konieczność stałego połączenia z nim w trakcie gry.

Może najwyższy czas przenieść się na konsole? Fakt, internet może być wymagany (do tytułów wymagających nowszej wersji firmware), i przygodówek jakoś mniej, i cena wyższa, ale nie ma wypożyczalni, nie trzeba rejestrować gier i instalować śmieci na dysku.
Urszula pisze:Urszula: Rozumiem, że jest zapotrzebowanie na takie gry, ale również i na przygodówki,

Zapotrzebowanie jest na wszystko, nawet na symulatory, w które gra 18% graczy, tylko co z tego?
Urszula pisze:czytam o wymieraniu gatunku,

Tak piszą tylko ignoranci.
Urszula pisze: Według ankiet opublikowanych przez IQ Publishing na stronie facebook (prezentacja poniżej), w gry przygodowe częściej grają kobiety niż mężczyźni i udział wszystkich graczy grających w przygodówki to 31%. W symulatory wszelkiej maści gra raptem 18% graczy, a wydawane są masowo. Mamy chyba już symulację wszystkiego. Czy dla 31% graczy nie warto się postarać o reklamę, ładne wydanie gry i porządną lokalizację? Być może takie działania spowodują, że tych graczy nie będzie 31%, a 51%.

Te dane wyglądają zbyt pięknie, by były prawdziwe. Trzeba odpowiedzieć sobie na dwa zasadnicze pytania: 1) Jaki ogół graczy odróżnia gry przygodowe, od przygodowo-zręcznościowych (Tomb Raider, Uncharted, itp.)? Ze względu na brak takiej kategorii w prezentowanych wynikach ww. produkcje powinny zostać przypisane go gier akcji, 2) Czy w ankieta wzięła udział brać konsolowa, która (poza nielicznymi przypadkami - głównie exclusive'y, które się mają nijak do klasycznych reprezentantów gatunku) nie ma kontaktu z tego typu tytułami.

Urszula pisze:jest możliwość reklamowania gier w Internecie co jest darmowe

Pierwsze słyszę. Chyba że chodzi ci o strony, profile, konta wydawcy.
Urszula pisze:Urszula: Czemu w innych państwach dba się o klienta i wydaje się gry w ich rodzimym języku, a u nas jak już się trafi to mamy napisy po polskiemu (forma celowa).

Masz jakieś dane, jak jest w innych państwach? Generalnie twórcy celują w EFIGS (English, French, Italian, German, Spanish). To podstawa. Wszystko poza jest opcjonalne. Śmiem twierdzić, że nie tylko my jesteśmy rozczarowani.
Urszula pisze:Rola: Akurat tu jestem odmiennego zdania: dla lokalizacji gier jedynie napisy albo dubbing. Półśrodek czyli lektor sprawdza się, ale wyłącznie w telewizji, gdzie na mniejszym ekranie (jeszcze nie każdy ma wielką “plazmę”) napisy są mało czytelne, tudzież nie zawsze śledzimy je w należytym skupieniu (któż nie oglądał serialu, jednocześnie gotując lub jedząc obiad?).

Ja. Co do lektora, zgadzam się z Rolą.
Urszula pisze:Urszula: zamiast wczytywać się w tekst wolę podziwiać krajobrazy i skupić się na zagadkach.

Po co w przygodówce fabuła? Wyrzućmy ją, przecież nikogo to nie interesuje. Ludzie wolą ładne widoczki i trudne zagadki...
Urszula pisze:Czy może zamiast z góry zakładać, że nic nie ma sensu, lepiej posłuchać głosu graczy, w co chcą grać?

A w co gracze chcą grać? Trzeba by było zrobić listę tytułów, argumentując każdą pozycję. Rzucanie na forum hasła: "Podajcie tytuły gier, jakie chcecie, a my to zbierzemy i wyślemy do dystrybutorów" to za mało. Taka lista powinna zostać dokładnie przemyślana i odpowiednio ułożona pod względem priorytetów (od "must-have" po "bardzo dobre" i "doskonale znane" gry). Dlaczego? Gracze są różni, każdy ma własne preferencje, upodobania, ulubione serie. Nie da się zadowolić wszystkich. Wydawcę mogą interesować jedynie tytuły wybitne, wyjątkowe, głośne. Zaproponujmy coś takiego.
Urszula pisze: Gdzie nie będzie się zmuszało graczy do instalowania dziwnych klientów i stawania na głowie, by mieć szybszy Internet, gdy możliwości brak, bo mieszkamy w małym miasteczku lub finanse nie pozwalają na posiadanie lepszego Internetu.[/align]

Polscy dystrybutorzy zwykle nie mają nic do gadania w tej sprawie.
Na tapecie:
Przygodówka: Space Bar / Adventures of the Smart Patrol
RPG: Final Fantasy (PSP)
Taktyczna: Front Mission (SNES)
Survival Horror: Silent Hill
FPS: Half-Life
Akcja: Cold Zero: Ostatni sprawiedliwy
Logiczna: Babel Tower

qwerty
Publicysta
Posty: 1086
Rejestracja: 28 lutego 2012, 15:45
Otrzymał(a) podziękowania: 8 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: qwerty » 19 kwietnia 2015, 22:03

Adam_OK pisze: to czemu nie premierową przygodówkę? Tylko, niech to będzie takie wydanie, jak innych gier. A jeśli ma to być jedynie pudełko, płyta z grą (bez Steama i DRM!) i karteczka z instrukcją, to niech kosztuje to maksymalnie 50 zł, a nie 100 i więcej. Jeśli przygodowki będą tak wydawane, i tak samo reklamowane (choćby w branżowej prasie), jak gry z innych gatunków, to i ich sprzedaż wzrośnie, i wydawcy stratni nie będą.

Stary, mamy już 2015. Tak było dobrych kilka lat temu.
Sir_Kiełbasa pisze:Jeśli pamiętasz ceny to powinnaś zauważyć, ze były one wyższe jak dzisiaj. A w środku cymesu nie było. Zazwyczaj dyskieki/CD, instrukcja i karta rejestracyjna.

Adam_OK pisze:Ja pamiętam, że jak kupiłem pierwszą Syberię w wielkim pudle, które mam do dziś, za 99 zł, to się mocno zdziwiłem, jak to pudło otworzyłem. Było w nim bowiem więcej powietrza niż w paczkach chipsów, jedynie latało w nim jakieś małe, plastikowe pudełko (DVD) z płytami. Tamta gra miała jednak coś, o czym współcześnie wydawane przygodówki w Polsce (jeśli już takie są) mogą pomarzyć - pełną lokalizację (z dubbingiem). Wtedy się to jakoś opłacało robić (choć rynek legalnych gier w Polsce był mniejszy niż obecnie), a teraz już nie?

Mam wrażenie, że Sir Kiełbasie chodziło o wcześniejsze lata.
Sir_Kiełbasa pisze:To że gracze testują to akurat nie jest złe, ale żeby to robili przed wyjściem gry. Nie wiem, jaki jest problem, żeby takie testy robić. Tym bardziej, że chyba za to firma nie płaci?

Nie psujcie rynku. Od testowania są testerzy, nie gracze.
Na tapecie:
Przygodówka: Space Bar / Adventures of the Smart Patrol
RPG: Final Fantasy (PSP)
Taktyczna: Front Mission (SNES)
Survival Horror: Silent Hill
FPS: Half-Life
Akcja: Cold Zero: Ostatni sprawiedliwy
Logiczna: Babel Tower

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9273
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 81 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 103 razy
Płeć: Kobieta

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Urszula » 19 kwietnia 2015, 23:08

qwerty pisze:Strasznie generalizujesz, przez co mijasz się z prawdą. Często na półkach można znaleźć szrot zachęcający potencjalnego nabywcę właśnie piękną, artystyczną grafiką na pudełku.


Szkoda, że takich praktyk nie stosuje w przypadku przygodówek, prawda?

qwerty pisze:Czyli wydawcy nie wierzą w sukces. Standardowa cena dla tytułów z popularnych gatunków jest wyższa o kilka dyszek.


Ja to obserwuje i te droższe o klika dyszek gry, to i wydanie o dwie klasy wyżej. Nie mówiąc o tym, że premiera światowa pokrywą się z premiera w naszym kraju, a nie jak w niektórych przypadkach przygodówek poślizg nawet 6 letni.

qwerty pisze:Fatalnie dobrany przykład. Wiedźmin jest grą polską i jedynka była robiona z myślą by osiągnąć sukces w pierwszej kolejności tam, gdzie saga o Geralcie jest dobrze znana, czyli właśnie w Polsce i u sąsiadów. Kolekcjonerka była tak dobrana, by była na kieszeń polskiego gracza.
No właśnie dlatego. Trzeba czymś zachęcić kupującego do sięgnięcia po oryginał. A skoro w cywilizowanych krajach nie ma problemu z piractwem (albo jest marginalny), to po co przepłacać? Zresztą... teraz wydawcy mają na oku rynek wtórny.


Czyli, można i ktoś myśli o tym, aby ten sukces osiągnąć i jakoś zachęcić gracza. Przykład z własnego doświadczenia, więc fatalnie, że tylko taki mam.

qwerty pisze: Ale w czym problem? Przygodówki nie starzeją się tak szybko jak inne dominujące gatunki. Z założenia mają archaiczną mechanikę (sami gracze nie chcą jej zmieniać), a grafika poza pojedynczymi przypadkami jest "sto lat za murzynami".


Co to ma do rzeczy? Przecież chodzi o to by premiera przygodówki była w tym samym czasie u nas jak i na świecie. Z wielu względów, nie tylko dlatego, że graczy znający dobrze język, ją ograją i premiera w wersji pl ich nie będzie interesować, ale również dlatego, że gdy u nas jest premiera w wersji pl, to gra jest już stara i często do kupienia na różnych promocjach za śmieszne pieniądze. Siłą rzeczy próba sprzedania jej w wersji pl po 3 latach po światowej premierze za 70 zł to przegięcie. Tyle za świeżynkę w ładnym wydaniu można zapłacić, a nie za staroć klika lat po premierze w brzydkim opakowaniu.

qwerty pisze: Nie sądzę. Dystrybutorzy o wiele lepiej lepiej orientują się w temacie niż pozabranżowe media. Tu chodzi o pieniądze, i brak wiary w powodzenie ze względu na znikomą bazę konsumencką.


Właśnie dlatego potrzebna jest reklama, by przyciągnąć do gatunku nowe pokolenie graczy.

Urszula pisze:Jak to jest, że w latach 90-tych się opłacało, choć komputer w domu był luksusem, a więc liczba graczy znacznie mniejsza niż obecnie, a teraz już się nie opłaca?

qwerty pisze:Nie wiem kompletnie, do czego pijesz. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych chroniąca między innymi własność intelektualną została wprowadzona dopiero w 1994 roku. Do tego czasu kupowało się głównie na bazarach, giełdach, w domach handlowych spiracone oprogramowanie w sposób legalny. Nikt nie mógł ci zarekwirować towaru, ani zamknąć stoiska. Nawet po jej wprowadzeniu jeszcze przez wiele miesięcy można było przynieść dyskietki z zamiarem skopiowania pożądanych tytułów. O internecie i wersjach cyfrowych nikt wtedy nawet nie myślał. Oczywiście, można było dostać oryginały, ale ze względu na duże piractwo w Polsce ich cena była odstraszająca. Jednak znalazły się osoby, które płaciły 5x więcej i miały czyste sumienie. No właśnie. Z jednej strony narzekasz na cenę, z drugiej na ubogie wydania i ograniczanie się do wersji cyfrowej. Jedno zależy od drugiego. Chcesz na bogato? Płać więcej.


Nie bardzo rozumiem twojego długiego wywodu, do mojego wpisu. Chodzi tylko o to, że w latach 90 choć była mniejsza liczba graczy (brak komputera w domu), gier przygodowych wydawało się więcej i w lepszych opakowaniach.

Urszula pisze:Kiedyś jakość wydawanych gier miała znaczenie - teraz już nie, choć z lokalizacją było krucho.

qwerty pisze:Jak już wcześniej pisałem chodzi w tym wypadku o poziom piractwa. Jeśli coś się i tak sprzeda, to po co się starać?


Podobno właśnie przygodówki się nie sprzedają, dlatego jest ich wydawanych (u nas) coraz mniej, coraz brzydziej za coraz wyższą cenę.


Urszula pisze:Zaś najlepszym wyjściem z punktu dystrybutora jest wysłać klucz za 50 zł i niech klient sobie ściągnie grę (obecnie te klucze są droższe oraz brakuje polskiej lokalizacji), oczywiście gry innego gatunku niż przygodówki mają wersję pudełkową - najczęściej.

qwerty pisze:Zwróć uwagę, że grom przygodówek jest robiona przez małe (nawet 1-osobowe) zespoły, których po prostu nie stać na wydanie pudełkowe.


Ja nie pisałam o wydawcy, tylko o dystrybutorze.

Urszula pisze:Dlaczego wersje pudełkowe wymagają również tego klucza, aby się dało je uruchomić?


qwerty pisze:Ja to widzę bardziej jako gest od wydawcy dla fanów edycji fizycznych, których jest coraz mniej (fanów, nie edycji, chociaż ich też :D). Za jakiś czas pudełka znikną całkowicie z półek sklepowych.


Ty to widzisz jako gest, a ja jako przymus.

Urszula pisze:czytam o wymieraniu gatunku,

qwerty pisze:Tak piszą tylko ignoranci.


Tak piszą redaktorzy na portalach o grach.

Urszula pisze:zamiast wczytywać się w tekst wolę podziwiać krajobrazy i skupić się na zagadkach.

qwerty pisze: Po co w przygodówce fabuła? Wyrzućmy ją, przecież nikogo to nie interesuje. Ludzie wolą ładne widoczki i trudne zagadki... .


Mijasz się z prawdą i generalizujesz, większość graczy stawia na fabułę. Zresztą o tym pisałam, znajomość języka = zrozumienie fabuły.

qwerty pisze:
Urszula pisze:Czy może zamiast z góry zakładać, że nic nie ma sensu, lepiej posłuchać głosu graczy, w co chcą grać?

A w co gracze chcą grać? Trzeba by było zrobić listę tytułów, argumentując każdą pozycję. Rzucanie na forum hasła: "Podajcie tytuły gier, jakie chcecie, a my to zbierzemy i wyślemy do dystrybutorów" to za mało. Taka lista powinna zostać dokładnie przemyślana i odpowiednio ułożona pod względem priorytetów (od "must-have" po "bardzo dobre" i "doskonale znane" gry). Dlaczego? Gracze są różni, każdy ma własne preferencje, upodobania, ulubione serie. Nie da się zadowolić wszystkich. Wydawcę mogą interesować jedynie tytuły wybitne, wyjątkowe, głośne. Zaproponujmy coś takiego.


Ty wiesz, oczywiście, że zostanie to źle opracowane więc nie ma sensu pisać?

Po tych wywodach dochodzę do wniosku, że nic złego się nie dzieje na naszym rynku wydawniczym. Przygodówki maja się u nas bardzo dobrze i można kupić w wersji pl naprawdę te najlepsze tytuły w dniu ich światowej premiery, a wydania swym wyglądem cieszą oczy. Może i nie będzie pudełkowych wydań gier, ale póki są niech mają wygląd. Czy nasi rodzimi dystrybutorzy potrzebują adwokatów? :)
___________________________________________________________________________________________________
Moje gry
Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Dawstwa Szpiku - KRS 0000202597 - przekaż 1% podatku

kontakt w sprawach PrzygodoManii: urszula(at)przygodomania(kropka)pl

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2337
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 26 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 28 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Adam_OK » 20 kwietnia 2015, 00:01

qwerty pisze:
Adam_OK pisze: to czemu nie premierową przygodówkę? Tylko, niech to będzie takie wydanie, jak innych gier. A jeśli ma to być jedynie pudełko, płyta z grą (bez Steama i DRM!) i karteczka z instrukcją, to niech kosztuje to maksymalnie 50 zł, a nie 100 i więcej. Jeśli przygodowki będą tak wydawane, i tak samo reklamowane (choćby w branżowej prasie), jak gry z innych gatunków, to i ich sprzedaż wzrośnie, i wydawcy stratni nie będą.

Stary, mamy już 2015. Tak było dobrych kilka lat temu.


To co, teraz nie można już wydać gry na płycie bez DRM i Steama? Jest jakiś odgórny przymus? Prawo tego zabrania? A może po prostu dystrybutorom się nie chce tego robić?

Nie wiem kompletnie, do czego pijesz. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych chroniąca między innymi własność intelektualną została wprowadzona dopiero w 1994 roku. Do tego czasu kupowało się głównie na bazarach, giełdach, w domach handlowych spiracone oprogramowanie w sposób legalny. Nikt nie mógł ci zarekwirować towaru, ani zamknąć stoiska. Nawet po jej wprowadzeniu jeszcze przez wiele miesięcy można było przynieść dyskietki z zamiarem skopiowania pożądanych tytułów. O internecie i wersjach cyfrowych nikt wtedy nawet nie myślał. Oczywiście, można było dostać oryginały, ale ze względu na duże piractwo w Polsce ich cena była odstraszająca. Jednak znalazły się osoby, które płaciły 5x więcej i miały czyste sumienie. No właśnie. Z jednej strony narzekasz na cenę, z drugiej na ubogie wydania i ograniczanie się do wersji cyfrowej. Jedno zależy od drugiego. Chcesz na bogato? Płać więcej.


Myślę, że chodziło o końcówkę lat 90-tych, gdy przygodówek wychodziło w Polsce bardzo dużo, w polskiej PEŁNEJ (a nie tylko kinowej) wersji językowej, w rozsądnej cenie. Jeśli o mnie chodzi to byłem wtedy licealistą, i gdy jesienią 1998 roku kupiłem sobie sprzęt z Pentium II 300 MHz, to w mojej klasie liczącej ponad 30 osobników nie każdy miał kompa, a ci co mieli, to mieli słabszego ode mnie. Poza tym, jako nastolatek, którego jedynym źródłem dochodu było kieszonkowe, często gęsto zaopatrywałem się w gry na Stadionie X-lecia, które oczywiście oryginalne nie były. Sprzedawców piratów i kupujących te płyty było bez liku, ale mimo to wychodziło wtedy wiele przygodówek i to ze wspomnianym polskim dubbingiem, często w wykonaniu znanych aktorów (którym oczywiście za to płacono, więc to był koszt dla dystrybutora). I mimo tych kosztów i olbrzymiej skali piractwa, wtedy sie to opłacało, a teraz nie? I to nawet w kinowej wersji językowej, czyli bez kosztów dla aktorów?
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Awatar użytkownika
Domino
Publicysta
Posty: 262
Rejestracja: 19 sierpnia 2013, 02:48
Lokalizacja: Łódź
Otrzymał(a) podziękowania: 3 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Brak tytułu - czyli kondycja wydawców gier przygodowych w Polsce

Postautor: Domino » 20 kwietnia 2015, 01:04

Co do pełnych polskich wersji językowych to nie ma na co liczyć. Jest to pochodna innych gatunków gier, nawet wielkie tytuły za ogromne pieniądze nie dostają polskich głosów. Zresztą sami gracze ich nie chcą ponieważ w 90% są one kiepskiej jakości (mówię o mniej więcej czasach współczesnych). Dobrym przykładem jest gra Skyrim sprzed 4 lat, znani aktorzy, z doświadczeniem w podkładaniu głosów, a skończyło się tak, że po 30 min wróciłem do angielskich głosów i nie byłem odosobnionym przypadkiem. Jak dla mnie na obecne czasy pełnej polonizacji wymagał bym tylko od Dreamfall Chapters (bo Kruka musi mieć głos Boberka :D ) może jeszcze Syberia 3.


Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość