Amerzone: testament odkrywcy - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2383
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 28 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 29 razy
Płeć: Mężczyzna

Amerzone: testament odkrywcy - recenzja

Postautor: Adam_OK » 30 marca 2013, 14:12

Obrazek
Jak powszechnie wiadomo najtrudniejsze w życiu są początki. Pierwszy dzień w szkole, pierwsza randka czy pierwszy dzień w pracy są zawsze trudne, a potem jakoś idzie już łatwiej. Nie inaczej jest z grami komputerowymi, gdzie stworzenie tej pierwszej jest najgorsze. Przekonał się o tym niejaki B. Sokal, którego fani przygodówek znają głównie z Syberii. Jednak zaczął on swą działalność w branży od gry Amerzone (do której zresztą nawiązał później ;)) i to o niej będzie ten tekst.
Jej bohaterem jest młody francuski dziennikarz, który podejmuje się misji zleconej mu przez starego podróżnika i wynalazcę, niejakiego Emile Valembois. Dawno temu odbył on podróż do Ameryki Południowej, z której przywiózł m.in. jajo legendarnego białego ptaka. Tak naprawdę „przywiózł” nie jest dobrym określeniem, gdyż lepiej pasuje tu „ukradł”. Teraz ma z tego powodu wyrzuty sumienia i na koniec swego życia postanawia naprawić ten błąd. Sam jednak jest za stary, ale ostatkiem sił (tuż po zleceniu zadania Emile umiera) przekazuje swą „ostatnią wolę” młodemu dziennikarzowi, który udać ma się w długą podróż i odnieść jajo tam, gdzie jest jego miejsce. Zaraz, napisałem długą? Teoretycznie ta podróż powinna być długa, bo gra została wydana na 4 płytkach CD, w praktyce jest ona jednak bardzo krótka. Choć trudno w to uwierzyć, to przejść tę grę można w ciągu jednego wieczoru czy nocy, bo średnio potrzeba na to jakichś 4 godzin (czyli po godzinie na płytkę). Osobiście byłem tym zaszokowany, bo w kategorii „najkrótsza przygodówka” ta gra pobiła rekord pierwszej części Drakuli, a to sztuka niebywała ;) . Generalnie, jeśli mowa o fabule, to poza jej krótkością, nie można jej nic zarzucić. Za plus należy uznać to, że nie ratujemy (znowu) świata czy „jedynie” ukochanej kobiety ;), a „zaledwie” wypełniamy ostatnią wolę starego człowieka.

Obrazek
Jak na tak krótką grę nie można się za wiele przyczepić zagadek. Najczęściej będziemy zajmować się naszym pojazdem, np. będziemy szukać właściwego kursu, choć czasem trafi się coś innego – a to przywołanie „bagiennych żyraf”, a to przygotowanie jaja do tego, aby z niego coś się wykluło, a to jeszcze coś innego. Generalnie jest całkiem dobrze, bo oprócz tego mamy trochę standardowych zadań polegających na kombinowaniu z przedmiotami. W Amerzone, podobnie jak w Syberii, każdy znaleziony przedmiot jest użyteczny w tym samym rozdziale, z tym że tam tych przedmiotów było od groma, tu jest ich strasznie mało. Choć wiem, że co za dużo to niezdrowo, to jednak nie miałbym nic przeciw temu, aby było ich (i przedmiotów, i zadań z nimi związanych) nieco więcej. Może zabrzmiało to jak narzekanie starego kawalera (póki co nim nie jestem ;) ), ale od każdej gry wymagam sporo, zwłaszcza w kwestii zagadek.

Przejdźmy teraz do kwestii technicznych, a z nich na pierwszy ogień pójdzie grafika. Powiem jedno – gra ma swoje lata (aktualnie 13) i to widać. Co prawda nie mam wysokich wymagań odnośnie do grafy, ale mimo to pikselozę potrafię dostrzec (zwłaszcza w niskiej rozdzielczości), a to zjawisko w tej przygodówce występuje. Niestety, nie da się tego całkowicie „zwalić” na jej wiek, bo i taki BS2 (który jest starszy od Amerzone), i gry Cryo mające zbliżoną liczbę lat, wyglądają lepiej (przykładem może być Atlantis 1). Co prawda sytuację nieco ratują filmiki, ale i one również są zarażone pikselozą. Mimo całej sympatii do pana Sokala muszę z całą uczciwością przyznać, że grafika w Amerzone mu nie wyszła. Na szczęście wyciągnął właściwe wnioski, co udowodnił w obu Syberiach ;)

Pozostałe kwestie techniczne, czyli muzyka i interfejs, wypadły dobrze. Ta pierwsza jest miła dla ucha, podobnie jak dźwięki dobiegające z otoczenia. Dobrze brzmią też głosy różnych postaci, a tych nie jest tak mało, jak mogłoby się wydawać. W sumie wychodzi na plus ;)

Obrazek
Jeśli chodzi o interfejs, to jest to typowy point&click, do którego praktycznie wszyscy są przyzwyczajeni. Nie jest to bynajmniej wadą, bo ja (i zapewne wiele innych osób) wolę go od jakichś innych, udziwnionych systemów sterowania. Jedyne, co może niektórym osobom przeszkadzać, to fakt, że poruszamy się tu jak np. w grach Cryo, czyli tzw. żabimi skokami. Dla mnie to nie problem, dlatego nie zaliczę tego do wad. Krótko mówiąc – interfejs jest standardowy.
Na koniec kilka słów o polonizacji. Jest to wariant pełny, czyli spolszczono i napisy, i głosy. Generalnie opisywanie polonizacji nie jest ciekawe, bo nie ma tu za wiele rzeczy, do których można się przyczepić. Tak naprawdę jedyne, co trochę przeszkadzało, to niezbyt czytelna czcionka użyta w listach i dokumentach (jak dla mnie za bardzo ozdobna, a za mało funkcjonalna), choć weterani Syberii nie powinni mieć już z tym problemu, bo podobna czcionka została tam użyta.

W sumie Amerzone to całkiem dobra gra, szkoda tylko, że tak krótka. Osobiście ją wam polecam, zwłaszcza jeśli pikseloza nie jest wam straszna ;) A jeśli dodatkowo chcecie dowiedzieć się, czemu Sokal nazwał swe nowe studio „White Byrds” i zobaczycie gdzieś tę grę, to bierzcie w ciemno.

OCENA GRY: 7,5/10
ZALETY:
+ oryginalna fabuła
+ zagadki
+ oprawa audio
+ polonizacja
+ interfejs

WADY:
- O WIELE ZA KRÓTKA!
- pikseloza
- niewyraźna czcionka w listach i dokumentach


Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Amerzone: testament odkrywcy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość