A vampyre story - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2581
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 51 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Mężczyzna

A vampyre story - recenzja

Postautor: Adam_OK » 10 marca 2013, 20:51

Obrazek
Książek, filmów i gier o wampirach jest bez liku. Niemniej tylko niewielka część z nich traktuje to zagadnienie z dystansem, z pewnym poczuciem humoru. W zasadzie ostatnim jaki pamiętam jest film z 1995 roku „Drakula – Wampiry bez Zębów”. Nic dziwnego, że jakiś czas temu podjęto prace nad A Vampyre Story – przygodówką, która miała być horrorem na wesoło. Co z tego wyszło, opiszę w tym tekście.
Sformuowanie „jakiś czas temu” użyte w poprzednim zdaniu oznacza 2001 rok, kiedy rozpoczęto prace nad tym tytułem. To, że dopiero niedawno trafił on na sklepowe półki, wynikało z problemami ze znalezieniem wydawcy. Przez to ta gra jest tak naprawdę pojedynczym epizodem z pierwotnej całości. To oczywiście znacząco wpłynęło na jej długość itp., ale po kolei.


Główną bohaterką tej produkcji studia Autumn Moon jest Mona, francuska śpiewaczka operowa. Podstępnie zamieniona w wampirzycę przez barona Szprytka, pragnie wydostać się z jego zamku i wrócić z Draxylwanii do Paryża. Jej jedynym pomocnikiem jest nietoperz Froderyk. Razem mają większe szanse na osiągnięcie celu. Oczywiście, żeby nie było zbyt łatwo, twórcy wprowadzili pewne utrudnienia. Główne z nich polega na tym, że zamek barona jest na wyspie, a Mona, choć potrafi zmienić się w nietoperka, to nie może latać nad wodą. Stało się tak za sprawą klątwy rzuconej przez Szprytka, który chce zatrzymać pannę de Lafitte tylko dla siebie. Trzeba więc wymyślić inny sposób na opuszczenie tego swoistego więzienia. Może uda się przepłynąć jezioro, na którym jest wyspa z zamkiem? Trzeba „tylko” pokonać potwora, który w nim żyje. Cóż to jednak dla nas, maniaków przygodówek. Wystarczy zakupić „A Vampyre Story” i zechcieć pomóc Monie i Froderykowi. I tu pojawia się pierwszy problem – nie każdemu graczowi będzie się chciało to zrobić. Wynika to z faktu, że fabuła tej produkcji nie jest ani specjalnie nowatorska, ani bardzo interesująca, a do tego historia urywa się w środku. Jej ukończenie zabrało mi ze dwa tygodnie, ale to dlatego, że nie ciągnęło mnie do niej. Równolegle z dziełem panów z Jesiennego Księżyca na moim dysku zainstalowana była druga część Gabriela Knighta. Często wybierałem właśnie ten stary tytuł Sierry, gdyż bardziej mnie kręcił niż opisywana tu produkcja. Nie ma ona tego „czegoś”, co sprawia, że nie można się od niej oderwać. W końcu niejednokrotnie już musieliśmy opuścić dane miejsce, ot wystarczy przypomnieć sobie „Return to Mysterious Island”, gdzie nasze główne zadanie polegało na opuszczeniu wyspy. Brzmi podobnie?

Obrazek

Jeszcze przed rozpoczęciem zabawy zastanawiałem się, jak będzie rozwiązana kwestia humoru. Po jej ukończeniu stwierdzam, że nie jest tak fajnie, jak miało być. Owszem, zdarzały się śmieszne dialogi między Moną a Froderykiem, ale najwięcej ich było pod koniec zabawy. Podczas pierwszej jej części, która toczyła się w zamku, było ich jak na lekarstwo. W końcu, czy kogoś rozśmieszy nazwanie książek pudełkami? Mnie nie bardzo to rozbawiło, dużo śmieszniejszy wydał mi się dialog między naszymi bohaterami, gdy nasza śpiewaczka poprosiła swego przyjaciela o włożenie sukienki. Podobnie dyskusja o tym, dlaczego pewien koń ma ciekawą „podkowę”, jaki ma przebieg i kiedy ostatnio przechodził przegląd wywołała uśmiech na mojej twarzy. Najczęściej humor pojawiał się, gdy panna de Lafitte poddawała w wątpliwość fakt, że jest krwiopijcą, a jej mały, skrzydlaty pomocnik tłumaczył jej, że naprawdę nie żyje i stała się wampirem. Generalnie jednak, jak na grę, która w założeniach miała rozweselać każdego przez cały czas rozgrywki, to humoru jest w niej zbyt mało. Szkoda, bo liczyłem na coś, co miało przypominać Małpią Wyspę, tym bardziej, że wśród autorów „A Vampyre Story” są ludzie, którzy maczali palce przy trzeciej odsłonie wspomnianej serii.

Bardzo ważne w każdej przygodówce są dla mnie zagadki. Niestety, tutaj za wiele ich nie ma, jedynie w laboratorium baronowej (matki Szprytka) można się na takowe natknąć. Będziemy więc musieli odciąć wypływ smarków pewnego demona oraz przyrządzić pewne magiczne mikstury. Szczególnie to drugie jest całkiem interesujące, gdyż wymaga nieco więcej wysiłku niż tylko wymieszanie kilku składników i ich podgrzanie. Najpierw trzeba bowiem przygotować półprodukty do zrobienia jednego z eliksirów, potem z nich otrzymać produkt i wykorzystać go, aby zdobyć jeden ze składników niezbędnych do sporządzenia drugiego wywaru. Poza tym, w innym miejscu, trzeba pobawić się pewnymi wajchami, ale to nie jest już tak ciekawe, jak opisana wcześniej zabawa w laboratorium. Oczywiście, oprócz klasycznych łamigłówek, nasze szare komórki ćwiczyć będziemy również przy pomocy zadań „przedmiotowych”. Nasz dobytek magazynować będziemy w trumnie, a następnie wykorzystywać w odpowiednich miejscach. Podobnie jak w „Tale of a Hero” nie będziemy nosić ze sobą wszystkiego, co się da, ale część rzeczy będzie się pojawiać w inwentarzu jako zapamiętane. Dopiero gdy znajdziemy dla nich właściwe zastosowanie, pojawia się animacja, w której widać, jak Mona bierze dany przedmiot i z niego korzysta. Poza tym napotkane zadania są typowe, więc nie będę się o nich rozpisywał.

Obrazek

Kolejnych kilka zdań poświęcę grafice. Nim zacząłem swą przygodę z naszą byłą śpiewaczką czytałem wiele opinii, że jest ona przestarzała. Po jej zakończeniu stwierdzam, że tak źle, jak się spodziewałem, nie jest. Swoim stylem przypomina trochę Runaway 2, choć w tamtej produkcji oprawa wizualna jest trochę lepsza. Mimo tego, oprawa opisywanego tu dzieła Autumn Moon jest całkiem udana. Wszelkie lokacje są ładne, sporo w nich różnych szczegółów, jak choćby dywan w postaci niedźwiedzia, który swymi oczami śledzi ruchy naszej bohaterki. Z kolei we wnętrzu studni można znaleźć wiele napisów na cegłach, w stajni – tablice rejestracyjne z różnymi numerami itd. Do tego dochodzą całkiem fajne przerywniki filmowe, których jest całkiem sporo. Jedyna rzecz jaka mi przeszkadzała, to wygląd Froderyka. Nie wiem, jak odbierają to inni gracze, ale dla mnie on ma świński ryjek. Prawda, że to nie pasuje do nietoperza?
W oprawie dźwiękowej też mi jedna rzecz nie pasowała. Był to śmiech panny de Lafitte, który jest strasznie piskliwy. Sam jej głosik, podobnie jak głos naszego pomocnika, jest w porządku. Inne odgłosy oraz muzykę również zaliczę do pozytywów. Muzyczka potrafi umilić rozgrywkę, jest bardzo klimatyczna. Trochę przypomina standardy znane z innych produkcji o podobnej tematyce, ale nie jest tak mroczna jak w klasycznych horrorach. Dzięki temu idealnie pasuje do klimatu tej gry – z jednej strony jest lekka, z drugiej - poważna.


Na koniec trochę o sterowaniu i polonizacji. To pierwsze jest stosunkowo proste i opiera się na klikaniu myszą. Wyboru spośród dostępnych czynności dokonujemy poprzez kliknięcie i przytrzymanie LPM. Te dostępne czynności to rozmowa, obejrzenie przedmiotu, wzięcie lub użycie go oraz podfrunięcie do jakiegoś punktu. Jak widać standard wzbogacony o opcję wynikającą z natury wampira. Jeśli zaś chodzi o tę drugą kwestię, to też jest w porządku. Czcionka, jakiej użyto, jest jednocześnie ładna i czytelna, w tekście pisanym nie napotkałem poważnych błędów. Dotyczy to zarówno filmików, jak i zwykłej rozmowy z jakąś postacią. W sumie nie ma się do czego przyczepić.

Podsumowując, „A Vampyre Story” jest typowym średniakiem. Od strony technicznej niewiele można jej zarzucić, ale w tym gatunku nie ona jest najważniejsza. Dużo bardziej istotne są fabuła, humor i zagadki, a tu już tak różowo nie jest. Ta pierwsza nie dość, że jest mało oryginalna, to jeszcze urwana w połowie. Humoru i łamigłówek zaś jest zbyt mało, a stopień trudności tych drugich do najwyższych nie należy. Szkoda, bo tę produkcję można zaliczyć do licznego grona gier ze zmarnowanym potencjałem.

OCENA GRY: 5/10

ZALETY:

+ niezła grafika
+ udana oprawa audio
+ proste sterowanie
+ polonizacja

WADY:

- mało interesująca fabuła
- za mało zagadek logicznych
- mało śmieszna
Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Vampyre story, A”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość