Uru: kompletne kroniki - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9840
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 102 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 119 razy
Płeć: Kobieta

Uru: kompletne kroniki - recenzja

Postautor: Urszula » 24 stycznia 2012, 14:04

Obrazek

Zakończono produkcję serii wszechczasów pod tytułem Myst. Choć ostatnia - piąta - odsłona była przez unowocześnienie zepsuta, a nie upiększona, to żal mimo to pozostał, iż ta niesamowita gra przeszła do historii. Czy to prawda? I tak, i nie. Otóż mamy jeszcze jedną grę, a właściwie trzy w jednym pod tytułem „Uru - Kompletne kroniki”. Pod tą nazwą kryją się: „Uru: Ages Beyond Myst”, „Uru: W stronę D'ni” oraz „Uru: The Path of the Shell”. Powstała przed wydaniem Myst IV i V. Czy była równie piękna?

Zacznijmy od fabuły - znaleźli się śmiałkowie i pasjonaci, którzy postanowili odnaleźć i zbadać zaginioną cywilizację pod nazwą D’ni. Była to niesamowita cywilizacja, która umiała stworzyć nowe światy zwane erami albo wiekami i między nimi się przenosić. Dlaczego ona upadła - nie wiadomo. Trzeba to zbadać i odkryć. Każdy wie, że w tym momencie my wkraczamy do akcji i to nam przypadnie w udziale odkrycie tej tajemnicy .

Podobnie jak i w ostatniej części, tak i tutaj nie mamy do czynienia z aktorami tylko drewnianymi kukiełkami. Producenci jednak poszli o krok dalej i możemy sobie sami stworzyć bohatera. Określić jego płeć, wygląd, strój, karnację. Co ciekawe w trakcie można się przebierać i stroić, farbować włosy i zmieniać fryzurę. Może to i fajne, tym bardziej, że w trakcie gry możemy przełączyć jej tryb i świat oglądać niejako zza pleców bohatera, a więc dobrze mieć zgrabny tyłeczek i inne walory. Ja jednak twierdzę, że dobra gra przygodowa sama się obroni, niezależnie jaki wygląd będzie miał bohater. Przykładem może być choćby Aura, w której bohater był (mówiąc delikatnie) nieciekawym jegomościem, a gra mimo wszystko była piękna. Tyle, jeśli chodzi o zmiany w sposobie przedstawiania postaci.


Obrazek
Oprawa graficzna nie odbiega od standardów tej serii, wprawdzie nie dorównuje Myst IV, ale jest na wysokim poziomie, podobnym do Myst V. Choć gwoli ścisłości trzeba zaznaczyć, że pierwsza część URU jest brzydsza od jej ostatniej części. Zwiedzany przez nas świat jest zachwycający i nieraz można zapomnieć, po co tutaj jesteśmy. Zamiast brać się za rozwiązywanie zadań, podziwiamy miejsce, w którym się znaleźliśmy. Pomimo wieku tych gier, od początku grafika przykuwa uwagę gracza, tak więc pod względem graficznym jest to bardzo udana produkcja. Świat żyje swoim własnym życiem i każdy esteta doceni jego piękno i pracę, jaka została włożona przez producenta, by wykreować te niesamowite ery. Wprawdzie poruszanie się naszego bohatera jest trochę sztuczne, ale to zostało również wprowadzone w części V. Odwiedzamy miejsca, w których czas działa na ich niekorzyść, nie wszystko już jest takie jak za życia ludzi D’ni. Ich budowle popadają w ruinę i to widać. Nadaje to realizmu i wiadomo, że jesteśmy odkrywcami zaginionej cywilizacji. Nawet największy malkontent musi przyznać, że grafika to bardzo mocna strona gry.

Przerywniki filmowe również są niesamowite - ruch wszelkich urządzeń przez nas uruchamianych, falowanie wody, cienie rzucane przez budynki, drzewa, chmury, padający deszcz itd. to piękna strona tej produkcji. Tą brzydszą, jeśli chodzi o stronę graficzną gry jest animacja postaci.

Oprawa audio jest piękna, choć nie zawsze. Zdarzają się słabsze utwory, ale generalnie gdybym miała klasyfikować, to URU zajęłoby drugie miejsce po MYST IV. Słychać nasze własne kroki, ich dźwięk, który jest uzależniony od podłoża, po którym stąpamy. Słychać, jak biegamy po piaskach pustyni i jak szuramy butami po kamiennych płytach. Podkład muzyczny w odpowiednim momencie cichnie, gdy rozmawiamy, czy uruchamiamy jakieś urządzenia. W miejscach ważnych dla gry, gdy mamy odkryć kolejną tajemnicę, ścieżka dźwiękowa odpowiednio to akcentuje, nieraz powodując ciarki na ciele. Gdy na początku gry biegałam po pustyni, by odkryć i zobaczyć kolejne znaki, to miałam wrażenie, że pakuję się w niezłe tarapaty. Muzyka budowała klimat grozy, jakby ostrzegała przed zapuszczeniem się w nieznany świat. Kompozytorem, który zajął się stroną muzyczną gry jest Tim Larkin i przyłożył się do pracy. Co ciekawe, komponował swą muzykę na różne instrumenty, by podkreślić charakter odwiedzanego miejsca, np. na pustyni było słychać gitarę i flet, gdzie indziej znów cały podkład był opracowany na syntezatory. Do tego dochodził piękny sopran Tashy Koontz lub tylko śpiew chórku. Zresztą muzyka była nominowana w 2004 roku do najlepszej oryginalnej wokalnej piosenki (chóralnej). Powinna była zdobyć nagrodę, bo rzeczywiście jest w niej piękno niezaprzeczalne i tym bardziej dziwi, czemu w MYST V ten sam kompozytor nie spisał się równie rewelacyjnie. Może są to tylko moje odczucia, ktoś inny grając w URU stwierdzi, że jest ona brzydsza lub na takim samym poziomie jak w piątej odsłonie. Moim zdaniem jednak oprawa muzyczna jest lepsza niż w innych w piątej odsłonie serii.

Obrazek


Sprawa następna to zagadki.
Wszyscy gracze wiedzą, że MYST to trudna i wymagająca seria. To nie jest produkt przeznaczony dla niecierpliwych, mniej spostrzegawczych. Tutaj trzeba bardzo ciężko popracować, by zobaczyć końcowe napisy, tym bardziej, gdy nie skupimy się tylko na pierwszej części URU, a postanowimy przejść jej kolejne dwie odsłony. Wszystko niby to wiem i jak najbardziej byłam przygotowana na trudności, jakie mnie czekają. Wcale ich się nie bałam i choćby miało mi przyjść siedzieć nad grą cały rok to i tak nie byłam tym zrażona. Jednak w URU jest coś, co może nawet maniaka łamaczy głowy wprowadzić w stan najwyższej irytacji i frustracji. I nie chodzi o stopień trudności zagadek, bo go znam, tylko o ich absurd. O czym piszę?

O momentach zręcznościowych lub o chwilach, gdy nie o zręczność chodzi, a o bezsensowne, niczym nieuzasadnione, nigdzie nie wytłumaczone stanie w jednym miejscu jak słup soli, aby pokonać jakąś zagadkę czy przeszkodę. Mamy też zadanie „Przenoszenie świetlików”. To chyba zemsta programistów na graczach, tylko nie bardzo wiadomo, za co. Sterowanie przy pomocy klawiatury i myszy, przez co pokonanie tego zadania to istny koszmar. Ktoś zapyta o co chodzi? Co może być w tym trudnego? Teoretycznie gdyby to było tak, że łapię świetlika do słoiczka, zakręcam i niosę go do jaskini, wypuszczam i już jest jasno, nie byłoby problemu. Rzecz w tym, że mam pokonać drogę w określony sposób kierując myszką i klawiaturą, a jest to w grze niedopracowane. Biegnąć mi nie wolno, do wody również wejść nie mogę, a po drodze mogę wykonać tylko jeden skok. Muszę jeszcze omijać buchającą parę, a jeśli tego wszystkiego nie dokonam, świetliki spłoszone uciekają i zabawa zaczyna się ponownie. Nieraz zdarzyło mi się spaść, nie zginęłam wprawdzie, ale musiałam szukać drogi powrotnej.

To znaczy znów idąc na przykład na samym początku gry po drabinie do rozpadliny wchodziłam na kładki i znów dawało o sobie znać sterowanie za pomocą myszy i klawiatury. Spadałam na dno w miejsce, gdzie być nie powinnam i musiałam kombinować z wydostaniem się na górę. Był też moment, gdy musiałam wskoczyć na półkę skalną czyli: rozbieg, wciskać oba klawisze myszy i skok. Nie wiem, ile razy to robiłam, w końcu sadzałam do pomocy dziecko, bo ja sama temu podołać nie mogłam. Gra jest wystarczająco trudna, by jeszcze trzeba było ją na siłę utrudniać i wydłużać. Nigdy mi się nie zdarzyło, bym z nerwów odinstalowała grę i przeszukała pół Internetu, aby znaleźć podpowiedzi do bezsensownego, zupełnie nielogicznego, niczym niepodyktowanego, właśnie takiego rozwiązania. Nie wiem, co producent chciał w ten sposób osiągnąć i czemu właśnie tak to zrobił. Takie pomysły zraziły mnie do URU na bardzo długo i minęło sporo czasu zanim ponownie do niej zasiadłam. Uzbroiłam się w odpowiednią dawkę cierpliwości i wiedzy z Internetu, aby ukończyć tę grę. Zresztą większą część elementów zręcznościowych pokonywała moja córka. Gdyby nie to, nigdy bym nie skończyła tej gry. Jest to wielki minus, który zabiera jej punkty. I nie obroni jej ani grafika, ani muzyka, bo istotą gry są zagadki, a zostały one zepsute przez producenta i radość z ich rozwiązywania jest dużo mniejsza. To, co w Myst najpiękniejsze, czyli zagadki logiczne powiązane z grą właściwie zostały w tej części zastąpione przez elementy zręcznościowe.

Polonizacja gry i głosy lektorów to plus, nie było w niej błędów i widać profesjonalną robotę. Lektorzy spisali się na medal - wczuli się w rolę i sytuację. Zwiedzamy osiem różnych światów i kolejność ich zwiedzania jest dowolna - zależy tylko od gracza. Możemy w dowolnym momencie wrócić do innej lokacji, ale nie jest tak idealnie, otóż do podróży między światami mamy „tkaniny podróżne”. W czym trudność?

Obrazek
Gra zapisuje się sama, my już nie możemy jej zapisać w dowolnej chwili i w dodatku robi to ona w taki sposób, że grę zaczynamy w miejscu, w którym znaleźliśmy ostatnią tkaninę. Jest to poroniony pomysł niczym w MYST I, gdy zawsze grę rozpoczynaliśmy w bibliotece, niezależnie gdzie ona została zapisana. I trzeba nam wędrować przez pół świata by rozpocząć grę w tym miejscu, którym faktycznie została ukończona. Jest to jakaś zwariowana paranoja. O ile w innych odsłonach Myst zostało to dopracowane, to producent w Uru zrobił podobny błąd jak w Myst. To jej kolejny minus.

Sterowanie grą to też kolejny problem. Mamy do dyspozycji zestaw mysz + klawiatura. Co mam na myśli używając określenia „problem”? To, że strzałkami ustalamy kierunek ruchu, natomiast wciśnięty lewy klawisz myszy steruje naszymi krokami. Jak dla mnie było to bardzo męczące i uciążliwe ,bo nijak nie mogłam sobie z tym poradzić i co chwilę na coś wpadałam. Żeby wskoczyć na jakąś półkę również musiałam używać strzałek i spacji. Więcej tu było takich różnych skoków i wygibasów. Nie tylko postać na ekranie ćwiczyła przeróżne salta, moje palce również musiały tego dokonać. Seria bardziej logiczna niż przygodowa w przypadku Uru zamieniła się w grę zręcznościową. Było to irytujące i mnie osobiście sprawiało wiele kłopotów.
Czas więc zabrać się za jej podsumowanie. Nie obroniła się ona i uważam ją za najgorszą część serii, mimo jej niezaprzeczalnych walorów. Na tle wszystkich Mystów, Uru nie zasługuje na więcej niż 5/10. Mimo to zachęcam wszystkich przygodomaniaków do zapoznania się z tymi trzema grami.



Zalety
+ grafika
+ animacje uruchamianych urządzeń
+ oprawa audio
+ polonizacja i dubbing
+ fabuła
+ zagadki, (ale nie wszystkie)

Wady
- elementy zręcznościowe
- bezsensowne niektóre zagadki ( stanie w jednym miejscu)
- animacja postaci (drewniane kukiełki)
- zapisywanie się gry
- wczytywanie gry w innym miejscu niż zapis się dokonał.

Wymagania sprzętowe


Procesor: 800 Mhz
Pamięć: 128 MB RAM
Karta grafiki: 32 MB z obsługą T&L
Napęd: DVD 4x
Miejsca na HDD: 2.5 GB
System operacyjny: Win 98/Me/2000/XP

Wróć do „Uru: kompletne kroniki”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość