Tiny bang story, The - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9873
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 103 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 119 razy
Płeć: Kobieta

Tiny bang story, The - recenzja

Postautor: Urszula » 24 stycznia 2012, 14:20

autorka: Urszula


Obrazek


Szumne zapowiedzi nadejścia "nowego Machinarium" narobiły mi wielkiego apetytu na grę pod tytułem The Tiny Bang Story. Debiutanckie dzieło Colibri Studio miało ukazać nam dalsze, czy może podobne losy (tak przynajmniej wynikało z zapowiedzi) bardzo lubianego przez większość graczy robocika, dlatego z niecierpliwością czekałam aż będę miała możliwość zapoznać się z tym tytułem. Po kilku pierwszych minutach mina mi zrzedła, bo to co zobaczyłam na pewno nie było Machinarium, choć stylem graficznym troszkę go przypominało. Kolejne minuty minęły i wkradło się rozczarowanie. Dlaczego? Odniosłam wrażenie, że wpadła mi w ręce nie gra przygodowa, tylko hidden object. Na szczęście po kolejnych minutach odczułam ulgę. Mimo że to nie jest Machinarium, to również nie „hajden obdżekt”, a ciekawa hybryda paru gatunków.

Połączono bardzo zgrabnie grę logiczną z przygodówką. Zbieranie ukrytych przedmiotów może sprawiać, że w pierwszej chwili dojdziemy do wniosku, że mamy do czynienia z grą typu hidden object. Jednak to tylko pierwsze wrażenie, bo o ile w tym ostatnim szukamy przedmiotów, których najczęściej i tak nie będziemy używać, to tutaj zbieramy je, by rozwiązać układanki, puzzle czy inne łamigłówki.

Czy dorównuje grze, w której główną rolę gra mały sympatyczny robocik? Uważam, że nie powinno się tych gier porównywać, bo choć obie wnoszą powiew "świeżości", choć stylem graficznym są do siebie podobne, to jednak są to dwie całkiem różne gry. Porównywanie The Tiny Bang Story do Machinarium, a jeszcze stawianie jej z tyłu za nią jest krzywdzące. Każda z nich ma swój własny niezaprzeczalny urok i z powodzeniem mogą stawać w jednym szeregu.

Obrazek


Zacznijmy jednak od fabuły, która właściwie jest szczątkowa. Świat, złożony z puzzli, po zderzeniu z asteroidą rozpada się na kawałki, a my musimy go poskładać i przywrócić mu jego pierwotny wygląd. Nie jest to jednak nasz zwykły realny świat, tylko świat dzieciństwa i zabawek. W tym świecie nie będziemy sterować robocikiem, czy innym mniej lub bardziej sympatycznym stworkiem, tutaj bohaterem jest gracz.

Przemierza plansze, by naszą starą ciuchcię znów przywrócić do dawnej świetności, ponaprawiać zabawki, które uległy zniszczeniu, a w efekcie uporządkować to, co zniszczyła asteroida. Być może inny gracz pomyśli, że został zniszczony nie świat dzieciństwa - zabawek, a świat marzeń - fantazji. Kolejny będzie doszukiwał się jeszcze czegoś innego. Niezależnie jednak jak go nazwiemy, jest o­n bajkowy i piękny.

The Tiny Bang Story graficznie nawiązuje częściowo do wspomnianego już Machinarium, ale o ile tam świat był metalowy, pokryty rdzą i patyną, to ten jest barwny, o ciepłych pastelowych kolorach. Ręcznie malowane tła są przecudnej urody i zachwycają swoją szczegółowością. Plansz jest dużo, a każda z nich ma swój niewątpliwy urok. Gra zaskakuje nas bardzo dobrze ukrytymi miejscami, gdzie po kliknięciu na jakiś element pejzażu niespodziewanie odkryjemy ukryty wcale ładny kawałek kolejnej planszy.

Animacja ruchu naszych urządzeń, zabawek czy w końcu komarów latających po monitorze, wygląda bardzo dobrze. Te ostatnie, choć w życiu codziennym mocno dokuczliwe, tutaj spełniają zgoła inną, pożyteczną rolę.

W trakcie rozgrywki nie ma żadnych dialogów ani napisów. Rolę przekaźników informacji spełniają dymki umieszczone z boku ekranu. Przedstawiają nam przedmiot, jaki mamy znaleźć, ilość sztuk oraz gdzie owe przedmioty będziemy musieli wykorzystać, aby rozwiązać jakąś zagadkę. Ich wygląd również jest wykonany starannie i wiadomo, co musimy zbierać. Inna rzecz, że przedmioty są czasem tak ukryte, że ich odnalezienie może stanowić problem. Raz, że są schowane w przeróżnych miejscach i trzeba otworzyć niejedną skrytkę, by je odnaleźć. Dwa, że do tego czasem całkiem zlewają się z tłem i ich spostrzeżenie może stanowić nie lada wyzwanie, ot choćby ukryta kształtka w kuferku babci, czy puzzle na planszach. Podsumowując, graficznie ta przygodówka przedstawia się bardzo ładnie i stoi na wysokim poziomie i choć może kojarzyć się z Machinarium, jednak jest inna i wyjątkowa.

Obrazek


Oprawa muzyczna, inna dla każdego etapu gry, jest nastrojowa i przyjemnie się jej słucha. Nie jest tak wybitna, jak w niektórych przygodówkach, nie buduje nastroju grozy czy strachu, ale i nie takie miała zadanie, bo i gra nie ma takich zwrotów akcji by trzeba było oprawą muzyczną podkreślać to, co dzieje się na ekranie monitora. Ścieżka dźwiękowa uprzyjemnia nam zadania, jakie mamy wykonać i działa relaksacyjnie.

Jak wspominałam na początku, jest to gra przygodowo-logiczna, w związku z tym ilość zagadek, układanek, puzzli i wszelkiej maści innych wyzwań umysłowych jest bardzo duża. Nie są o­ne trudne, a dodatkowo istnieje możliwość skorzystania z podpowiedzi - o ile złapiemy odpowiednią ilość komarów. Zadania, jakie nas czekają, nie są tak wymagające, by była potrzeba korzystania z tych wskazówek. Niemniej czasem może zdarzyć się, że nasza zdolność logicznego myślenia chwilowo szwankuje i wtedy taka podpowiedź jest jak znalazł, dlatego warto pobawić się w łapanie komarów, bo nigdy nie wiadomo, co nas w grze jest w stanie zatrzymać. Tym bardziej, że owady potrafią pokazać gdzie na planszy schował się nam jakiś element układanki.
Nie wiem, czy zawsze podpowiedź będzie precyzyjna i przydatna, bo skorzystałam tylko raz, by zobaczyć, jak o­na wygląda, nie mając potrzeby jej używania, ale dobrze, że taka opcja jest.
Gram w przygodówki od wielu lat i zawsze w każdej brakowało mi jakiegoś rodzaju zagadek, które powinny się znaleźć w dobrej grze przygodowej. The Tiny Bang Story ma wszystkie, jakie powinny być, tzn. zbieranie i łączenie przedmiotów, puzzle, układanki, zagadki logiczne, zapamiętywanie i powtarzanie sekwencji wyświetlanych kolorów i wiele, wiele innych.

Myślę, że każdy gracz znajdzie coś dla siebie. Mamy niestety również mini gry zręcznościowe, które denerwują i mogą sprawiać kłopoty, tym bardziej, gdy nasz refleks już nie ten, a sterowanie polega na klikaniu na odpowiednie klawisze ruchu np: okręcika. Tutaj już bym wolała się poruszać strzałkami na klawiaturze, niż klikać na strzałki wskaźnikiem myszy, ale że ciężko dostosować się do każdego gracza, to i tutaj jeden uzna, że to dobre rozwiązanie, a drugi tak jak ja będzie marudził. Mnie osobiście zawsze przeszkadzają wszelkie zręcznościówki i uważam, że ich miejsce jest w grach platformowych, a nie w przygodówkach.

Niestety producenci gier, jakby ogłuchli na krytykę graczy i z uporem maniaka na siłę próbują wcisnąć nam "ulepszacze" naszego ulubionego gatunku. Mini gierki tym razem niestety bardzo podobne jak w Machinarium, są tak samo denerwujące i nie zachwyciły mnie, co spowoduje, że w końcowej ocenie za ten element gra straci punkt. Kolejnym minusem jest długość gry. Choć zagadek jest dużo, a i szukanie dobrze schowanych elementów może wydłużyć rozgrywkę, mimo to kilka krótkich rozdziałów zakończonych układaniem puzzli to troszkę za mało. Chciałoby się bawić tą grą troszkę dłużej, bo choć nie ma bohatera, porywającej fabuły to i tak zabawa jest rewelacyjna. Sterowanie to typowy point & click, wszystko robimy za pomocą myszy i używamy tylko lewego przycisku. Każdy etap gry kończy się układaniem puzzli i przejściem do kolejnej planszy z nowymi zadaniami.

Gra zapisuje się sama i nie ma możliwości cofnięcia się na własnych zapisach i powtórzenia jakiegoś momentu w grze. Co ciekawe, można przejść do kolejnego etapu, pomimo że nie odnalazło się wszystkich puzzli. Jaki więc jest końcowy obrazek, czy brakuje w nim jakichś elementów naszej układanki? Otóż nie, nawet jeśli w trakcie rozgrywki pominiemy jakieś elementy puzzli, to nasz świat poskładamy do końca.

Uważam to za błąd programu, nie powinno być możliwości przejścia do kolejnego etapu gry, gdy nie posiadamy kompletu obrazków potrzebnych do ułożenia naszej planszy. Powinna być również możliwość podświetlenia ukrytego obiektu, na wypadek gdyby gracz w żaden sposób nie mógł poradzić sobie z odnalezieniem jakiegoś elementu, choć z drugiej strony taką role pełnią właśnie złapane przez nas komary.

Jednak czepiać się za bardzo nie będę, bo grać może każdy niezależnie od wieku, a każdemu co innego przeszkadza, widocznie twórcy podświetlanie przedmiotów uznali za zbyteczne, a jak niedowidząca babcia, czy dziadek przeoczy jeden element puzzli, to ma możliwość ukończenia gry mimo to.

Obrazek


Jestem typem gracza, któremu do szczęścia nie trzeba skomplikowanej fabuły i charyzmatycznych bohaterów, byle tylko były zagadki i łamigłówki, najlepiej w dużej ilości i tak trudne, żeby zmuszały do dużego wysiłku umysłowego. Ta gra jest prawie idealna, bo zagadki są w ilości ogromnej. Niestety, ich poziom odbiega troszkę od ideału, myślę że gra będzie odpowiednia dla wszystkich, którzy lubią łamigłówki w wersji light.

Choć początek mnie rozczarował, bo na zupełnie inny rodzaj rozrywki się nastawiałam, to jednak z czasem okazało się, że ta przygodówka jest bardzo dobra i spędziłam przy niej bardzo miło czas. Każdego zachęcam do zapoznania się z tym tytułem, tylko proszę nie nastawiać się na spotkanie z naszym miłym robotem, a na zabawę układankami i puzzlami, wtedy nikt nie będzie zawiedziony. Czy ta produkcja może startować w plebiscycie na grę roku? Na pewno tak, inna rzecz, czy go wygra. Jednak niewątpliwie debiut firmy Colibri Studio wypadł bardzo dobrze i gra w ostatecznej ocenie otrzymuje bardzo mocne 8/10 punktów.


OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ świat dziecięcych zabawek, czy może fantazji
+ piękna, ciepła pastelowa grafika
+ ilość i różnorodność zagadek
+ ładne i starannie wykonane plansze
+ mimo wszystko oprawa audio.

WADY:

- mini gierki
- długość gry.

Wróć do „Tiny bang story, The”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość