Inmates - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2424
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 31 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Inmates - recenzja

Postautor: Adam_OK » 23 października 2017, 19:50

Obrazek

Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego – o słuszności tego twierdzenia przekonał się chyba każdy, kto kiedykolwiek stosował proszek usuwający wszystkie plamy; klej, co miał skleić wszystko do wszystkiego albo lekarstwo, które miało uleczyć wszystkie dolegliwości. Możliwe, że z podobnego założenia wychodzi firma Iceberg Interactive, która fanom przygodówek znana jest głównie z horrorów. Ma ona w swojej kolekcji takie tytuły jak serie „Darkness Within” czy „The Lost Crown” oraz np. wydane niedawno „Conarium”. Nic dziwnego, że najnowsza gra w ich dorobku również wpisuje się w ten trend. Jaka ona jest, postaram się tu opisać.

To dzieło to „Inmates”, którego twórcą jest Davit Andersyan. Głównym bohaterem tej produkcji niejaki Jonathan, który budzi się w dziwnym więzieniu. Po wydostaniu się z celi chodzi po korytarzu, przeszukuje inne cele i pokoje strażników, by dowiedzieć się gdzie jest i co się wokół niego dzieje. Odnajduje on różne notatki oraz pamiętnik pewnego chłopca. Szybko też uzmysławia sobie, że jego żona – Sarah – jest w niebezpieczeństwie, w związku z czym jego celem będzie znalezienie sposobu na to, by jej pomóc. Na szczęście nasz bohater nie będzie sam – radą służyć mu będzie niejaki Ben, z którym Jonathan kontaktuje się przez radio. Skoro jednak są sprzymierzeńcy, to są i oponenci. Tym najpoważniejszym jest niejaki Roy – budzi on strach praktycznie we wszystkich osobach przebywających w tym więzieniu, a jedynym wyjątkiem jest autor wspomnianego dziennika – Anton. Z czasem będziemy odsłaniać kolejne wątki tej opowieści, aż w końcu wszystko się wyjaśni. Niestety, do tego momentu dojdzie stosunkowo szybko – w moim przypadku nastąpiło to po około trzech godzinach spędzonych przed monitorem. Na szczęście jakość zabawy była znacznie wyższa niż jej ilość, gdyż fabuła jest interesująca i dobrze poprowadzona. Co prawda, w pewnym momencie można znaleźć ukrytą informację, która sporo wyjaśnia i naprowadza na ostateczne rozwiązanie, ale mimo tego i tak byłem ciekawy, jak cała historia się zakończy, gdyż ta „tajna” wiadomość nie tłumaczy np. związków między poszczególnymi postaciami. Tak więc warstwę fabularną tego tytułu zaliczam na plus.

Obrazek

Podobnie jest z zagadkami, gdyż jest ich całkiem sporo, jak na krótki czas rozgrywki. Mamy więc otwieranie różnych zamków, sejfów, drzwi. Co prawda, zadania jakie stawiane są przed graczem do najtrudniejszych nie należą, ale i tak dają satysfakcję z ich samodzielnego rozwiązania. Była też jedna łamigłówka, która sprawiła mi spore trudności. Chodzi mi o zadanie, w którym trafiamy do pewnego korytarza. Po obu jego stronach są pokoje, na na jego końcu znajdują się zamknięte drzwi. Przy drzwiach do każdego pomieszczenia są kolorowe przyciski, za pomocą których można wybrać określony symbol (np. samolot, konik na biegunach czy lokomotywa). Poszczególne pokoje wydawały mi się takie same (ale, jak się później okazało, nie były), a moje pomysły na ustawienie tych symboli okazały się błędne. Postanowiłem więc dać sobie czas na zastanowienie i wyszedłem z gry, a po jej wznowieniu okazało się, że przeszedłem dalej bez konieczności rozwiązywania wspomnianej zagadki. Z jednej strony pozwala to na oszczędność czasu i nerwów, gdy ktoś chce popchnąć fabułę do przodu, ale nie może bo się zablokował na (jego/jej zdaniem) durnej łamigłówce. Z drugiej – gdy ktoś chce samodzielnie rozgryźć dany problem, ale za pierwszym podejściem brak mu cierpliwości, to już na drugą szansę nie może liczyć. Osobiście, chyba bym aby ominięcie danej zagadki było możliwe przez kliknięcie przycisku „pomiń”, a jeśli ktoś by się uparł mógł samemu dojść do rozwiązania, bo dzięki temu wilk by był syty, i owca cała. No dobrze, a co z zadaniami związanymi z używaniem różnych przedmiotów? Dlaczego nic o nich do tej pory nie napisałem? Odpowiedź jest prosta – ich praktycznie nie ma. Co prawa znajdujemy różne notatki, ale ich nie zabieramy ze sobą, a możemy je tylko przeczytać, a potem odkładamy na miejsce. Podobnie rzecz się dzieje z książkami i innymi tego typu przedmiotami. Wziąć ze sobą możemy jedynie zapałki, którymi na chwilę możemy rozświetlić sobie mroki różnych zakamarków. Zabrać też będzie trzeba czasem jakiś klucz, ale aby go użyć wystarczy kliknąć na drzwi, które on otwiera i po sprawie. Poza tym nic – nie ma żadnego ekwipunku, nie ma zgromadzonych w nim wszelakiej maści „rupieci”, nie ma łączenia ze sobą przedmiotów ani obracania ich na wszystkie możliwe strony w celu poszukiwania dodatkowych wskazówek czy informacji. Nie ma i tyle. Mnie to osobiście nie przeszkadzało, bo wolę zagadki „puzzlowate”, a że tych było sporo, więc (jak to już wspomniałem) ten aspekt gry również zaliczam do jej pozytywnych stron.

Graficznie też jest bardzo udanie, ale trudno się temu dziwić, skoro wykorzystano to silnik Unreal Engine 4. Podczas rozgrywki dane nam będzie odwiedzić różne cele, które tylko na pierwszy rzut oka wyglądają tak samo. Odwiedzimy też jadalnię, bibliotekę i piwnicę. Część z tych lokacji jest jasna i dobrze oświetlona, a część to pomieszczenia z sypiącymi się tynkami i wieloma ciemnymi zakamarkami, których mrok można rozświetlić jedynie na krótką chwilę za pomocą zapałek. Wygląda to bardzo naturalnie, podobnie jak to, że po chwili Jonathan gasi tę zapałkę, bo nie chce być poparzony. Gdy on to robił i ja miałem odczucie, że powinien tak postąpić, bo i ja się poparzę ;) Oprócz tego spore wrażenie na mnie zrobiły miejscówki, które istniały tylko w podświadomości naszego bohatera. Były one nieźle zakręcone (czasem dosłownie) i mocno psychodeliczne, co budowało odpowiedni klimat gry. Również przerywniki filmowe były bardzo ciekawie i interesująco wykonane, można powiedzieć, że miały one odpowiedni charakter. O animacji postaci za wiele się nie wypowiem, bo świat gry obserwujemy z oczu naszej postaci, a innych osób zbyt dużo nie spotkamy. Niektóre z nich zachowują się, jakby miały ciągłe drgawki, ale mi to nie przeszkadzało, bo uznałem to za jedno z dziwactw świata gry. Tak więc i tu dam plusa.

Obrazek

Z pozostałymi aspektami technicznymi jest różnie. O ile oprawa audio jest co najmniej dobra, bo zarówno różne dźwięki, jak i głosy różnych postaci, jak i muzyczka przygrywająca w tle są na odpowiednio wysokim poziomie. Z drugiej strony jest sterowanie, gdzie trzeba zwrócić uwagę na trzy rzeczy. Po pierwsze – Jonathanem kierujemy klawiaturą (kombinacja WSAD), a różne czynności typu otwieranie drzwi, czytanie notatek czy operowanie różnymi dźwigniami/przełącznikami/przyciskami w celu rozwiązania danej zagadki wykonujemy myszą. Dla mnie taki zestaw nie jest niczym nadzwyczajnym ani niczym złym, niemniej wiem, że niektórzy przygodomaniacy nie przepadają za wszystkim innym niż tradycyjne point and click. Pozostałe dwie już były co najmniej denerwujące. Mowa o tym, że „kursor” to … biała kropka wielkości jednego piksela, której czasem zwyczajnie nie widać. Co prawda po najechaniu na aktywne miejsce zmienia się ona w dłoń albo w ręce zaciśnięte na kracie (co symbolizuje możliwość otwarcia np. drzwi) i te wskaźniki są bardzo wyraźne i duże, ale skoro można je było takie zrobić, to dlaczego zamiast tej kropki nie ma choćby głupiej strzałki albo czegokolwiek innego, ale lepiej widocznego? To jednak jeszcze „małe miki”, dużo gorzej przyjąłem, że zapis stanu gry robi się automatycznie, a gracz nie może go samodzielnie wykonać. Nie wiem, co to za moda i czemu ma służyć, ale to już któraś kolejna gra wydana w tym roku posiadająca tę opcję. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego to gracz nie może zdecydować, kiedy zrobić sejwa? Co to komu szkodzi? Może wy wiecie, bo ja nie. A w związku z tym, że to mnie denerwuje, to za to odejmę nieco z końcowej oceny.

Czy jest coś więcej, co zaliczam do wad? Wspomniałem już o krótkości gry, ale jest coś jeszcze. „Inmates” to gra, która z założenia miała dostarczyć dreszczyku emocji. I owszem, dostarcza, ale zdecydowanie za mało. W zasadzie jedynie sytuacje, gdy czułem że zaraz mogę spotkać Roya podnosiły poziom adrenaliny w mojej krwi. Niestety, było ich ze trzy podczas całej rozgrywki, a to trochę mało. Lekka gęsia skórka pojawiała się również podczas przeczesywania piwnic (czyli miejsca, w którym Roy rządzi), ale to również długo nie trwało. A poza tym praktycznie nic. Owszem, jest tu ciekawy i dobrze poprowadzony wątek psychologiczny, ale po tytule, który miał być horrorem spodziewałbym się czegoś więcej. Tu czegoś zabrakło, może doświadczenia autorowi (to jego pierwsza gra)?

Obrazek

Mimo tego, uważam że „Inmates” to całkiem solidna produkcja. Ciekawa fabuła z dobrze zarysowaną warstwą psychologiczną, sporo różnorodnych zagadek, dobra oprawa audio – wizualna to aspekty, które zaliczyć można po stronie zalet. Wady oczywiście też są, ale kto ich nie ma? Tak więc, jeśli macie ochotę na coś, co może was postraszyć, ale tak nie za bardzo, to ten tytuł będzie dla was w sam raz. Pozostali też powinni dać mu szansę, bo to całkiem udana gra.

OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki
+ grafika
+ oprawa dźwiękowa

WADY:

- za krótka
- za mało straszna jak na horror
- brak sejwa w dowolnym momencie

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Inmates”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości