Strażnik czasu - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9873
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 103 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 119 razy
Płeć: Kobieta

Strażnik czasu - recenzja

Postautor: Urszula » 24 stycznia 2012, 14:59

Obrazek


Każdy zagładę świata wyobraża sobie inaczej. Czeska firma Zima Software wymyśliła przygodówkę, w której apokalipsa przedstawia się tak, iż każdy będzie mógł się nauczyć, tylko języka rosyjskiego, a co za tym idzie, Związek Radziecki przejmie kontrolę nad naszą planetą. Szatański to pomysł, tym bardziej, że rękę do tego przyłożył wielki rosyjski uczony, konstruując odpowiednią maszynę, która zmienia coś w ludzkich głowach, powodując niemożność uczenia się innego języka niż rosyjski. Santusow, bo tak się nazywał ów profesor, który wymyślił ową machinę, tak się przestraszył, że szybko zbudował wehikuł czasu, przy pomocy, którego chce sprawdzić, czy rzeczywiście jego wynalazek może spowodować zagładę świata.

Sam jednak wyruszyć nie może, musi kontrolować prawidłowe działanie maszyny. Wzywa więc na pomoc młodego detektywa imieniem Ryszard i jemu powierza misję sprawdzenia tego i ewentualnie naprawienia szkody spowodowanej jego wynalazkiem. Tak po krótce przedstawia się fabuła gry przygodowej „Strażnik Czasu”.

Rysio, który jest akurat na urlopie ze swoją dziewczyną, szybko pakuje walizkę i wyrusza do Paryża, aby pomóc profesorowi. Nasz dzielny bohater wsiada do wehikułu czasu i wyrusza w misję badawczą. Niestety urządzenie, które ma zasygnalizować chęć powrotu do swoich czasów szwankuje i młody detektyw błąka się po całym świecie w różnych jego epokach. Paryż, Hawaje, Egipt to miejsca, które przyjdzie mu odwiedzić i w każdym z nich napotka trudności konieczne do pokonania, aby osiągnąć cel, czyli powstrzymać komunistów. Nie zawsze łatwo będzie, bo nasz bohater ma mnóstwo przeciwników, a też i zwyczajnego pecha. Czy to się mu w końcu uda? Chyba tak, bo przecież nadal możemy się uczyć wielu języków, a nie tylko rosyjskiego
.

Obrazek


Graficzna wpadka.

Gra powstała w 3D i chyba literka D powinna symbolizować wielkie dno. Lepiej by się sprawdziło tutaj 2D i byłoby wtedy pięknie, a D mogłoby oznaczać dobrą graficznie przygodówkę, a tak wyszło źle. Postacie kanciaste z oczami jak guziki, poruszające się jak źle naoliwione roboty albo drewniane kukiełki. To pierwszy wielki mankament bijący po oczach. O ile plansze namalowane są całkiem starannie, to już cała reszta jest po prostu brzydka. Jak by było mało tego, świat jest pusty, choć jakiś ruch widać i nawet chmurki płyną po niebie, ale wszystko to jakieś takie sztuczne i kanciaste. Nasz bohater odpowiednio do miejsca swojego pobytu zmienia swój strój zewnętrzny, natomiast dostojnik arabski, czy turecki zjawia się w kapeluszu i prochowcu, nijak nie pasując do całości. Patrzymy na grę z perspektywy trzeciej osoby i to co widzimy na monitorze, jest po prostu brzydkie i niedopracowane.

Kolejna wpadka to dubbing

Jak już trzeba użyć lektorów – partaczy, to czy nie lepiej pozwolić graczowi czytać napisy, aby nie doprowadzać go do rozstroju nerwowego? Nasz bohater jest dowcipny, a i owszem, wykazuje się cynizmem -dość pokrętnym i specyficznym humorem. Wszystko, co chwycimy w rękę zostanie skomentowane, tylko że takim głosem, że nawet słowo „cholera” brzmi nie tak jak powinno. Spłoszony żółw wykazuje więcej wigoru i animuszu niż nasz zacny Rysio. Lektor użyczający głosu Ryśkowi szerokim łukiem ominął lekcje dykcji. Widocznie miał coś lepszego do roboty, efektem czego jest bardzo kiepski dubbing w jego wykonaniu. Pan Kowalski, który opowiada jak to zmieni fizjonomię naszego detektywa, mówi to tak, że mam wrażenie, że bolą go zęby i dlatego tak żałośnie zawodzi. Można na palcach jednej ręki, policzyć dobry dubbing, pasujący do odgrywanej postaci. Sklepikarz, bibliotekarka i ksiądz to wszystko, cała reszta była do bani.

Troszeczkę lepiej (na słowo troszeczkę kładę szczególny nacisk) wygląda oprawa audio. Co najważniejsze nie przeszkadza i jak już bardzo zmęczy, możemy ją po prostu wyciszyć maksymalnie i dać odpocząć uszom. Dźwięki zmieniają się w zależności od lokacji i do niej się dostosowują, więc można powiedzieć, że oprawa audio jest troszkę lepsza.

Obrazek


Jak wyjdziesz nie z tej strony kanału to koniec gry.
Kolejny problem, jaki mnie osobiście denerwuje w przygodówkach to uśmiercanie głównego bohatera. O ile w nowszych grach odpowiednia muzyka, automatyczny zapis, czy wreszcie fabuła naprowadzają gracza, że może się wydarzyć to, co najgorsze, czyli śmierć naszej postaci, program daje jakieś wskazówki czy ostrzeżenie. Natomiast w Strażniku Czasu wystarczy wyjść nie z tej strony kanału i już radziecki policjant, posyła kulkę powodując śmierć Rysia i koniec gry. Dobrze jeszcze, jakby miejsc na zapisy były bez ograniczeń, niestety gra jakoś tak dziwnie nie chce przyjąć ich więcej niż osiem. Troszkę to za mało biorąc pod uwagę, że gra bardzo krótka nie jest i nie wiadomo, kiedy nam przyjdzie zginąć.
Nie wszystko jest złe.
Ponarzekałam na grafikę i dubbing czas opisać to, co dobre w grze, co może zachęcić do sięgnięcia po nią, o ile jeszcze biorąc pod uwagę jej wiek, jakiś przygodomaniak już nie zrobił tego bardzo, bardzo dawno temu. Fabuła gry i jej innowacyjność tematu to pierwszy atut, druga sprawa to dowcip Rysia i swoisty humor sytuacyjny, a także uszczypliwości pod adresem komunistów. Nieraz się uśmiechniemy pomimo dubbingu. Tutaj czeskie studio wykonało kawałek dobrej roboty i choćby dla tych tekstów warto sobie grę przypomnieć, lub, jeśli jej się nie zna, to zagrać.

Zagadki solą przygodówek.
Jest ich tutaj dużo, wprawdzie najczęściej nasze działanie ogranicza się do łączenia ze sobą przedmiotów, a potem ich wykorzystania w odpowiednim momencie. Można jednak też znaleźć puzzle do ułożenia i czasem całkiem zaskakująco, użyć soku z winogron do uruchomienia wehikułu czasu. Nie ma wprawdzie żadnych łamigłówek, które by nas zmuszały do wielkiego wysiłku, ale przez to, że gra jest bardzo liniowa, można czasem się zakopać i z grą nie ruszyć do przodu, ponieważ kolejny raz nie porozmawialiśmy z ważną dla dalszego rozwoju gry osobą. Niemniej mamy dużo zagadek, które wyglądają przyzwoicie i najczęściej są logiczne. Jest to kolejny plus przemawiający za tą grą.

Obrazek


Koniec plusów czas na podsumowanie.

Czesi wydali wiele gier i mamy wśród nich naprawdę dobre, ta jednak jest przeciętna i nie zachwyca. Graficznie stoi na bardzo niskim poziomie, udźwiękowienie to kolejny minus, a polscy dystrybutorzy wrzucali do tego kiepskiego ogródka jeszcze fatalny dubbing. Może to bardzo szybko zniechęcić do grania i co najważniejsze ukończenia tej przygodówki.

Jedynym atutem gry jest jej fabuła i humor i tutaj zachęcam, zatwardziałych graczy do zabawy ze Strażnikiem Czasu. Poruszanie się po świecie w różnych epokach rozwiązywanie dużej ilości zagadek, połączonych z dobrym humorem może się spodobać. Tylko spodobać, na pewno nie zachwycić.

Sterowanie odbywa się przy pomocy myszy, wymagania sprzętowa właściwie żadne. Gra bez zbędnych modyfikacji działa na naszych nowych komputerach zaopatrzonych w system XP. Czasem, gdy troszkę szwankuje dźwięk, wyłączenie przyspieszenia karty muzycznej wyeliminuje problem. Niska cena gry przemawia za tym, aby poznać kolejną przygodówkę pomimo jej brzydoty, a może właśnie to spowoduje dostrzeżenie jak dużo dobrego zmieniło się w naszym ulubionym gatunku, czyli w przygodówkach. Moja końcowa ocena siłą rzeczy wysoka nie będzie i daję grze tylko 6/10.

Zalety
+ wszechobecny humor
+ zagadki i ich ilość

Wady
- oprawa graficzna
- oprawa audio
- dubbing
- liniowość gry
- uśmiercenie głównego bohatera
- animacja postaci

Wróć do „Strażnik czasu”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość