Sam & Max: sezon 1 - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2393
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 29 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 29 razy
Płeć: Mężczyzna

Sam & Max: sezon 1 - recenzja

Postautor: Adam_OK » 28 października 2013, 13:26

Obrazek

Gdy w naszym pięknym, choć niezbyt ciepłym, kraju wydano pierwszy sezon Sama i Maxa postanowiłem wstrzymać się z jego zakupem. Wynikało to z moich doświadczeń z grą „Hit the Road”, która była dla mnie wielkim rozczarowaniem. Odczekałem więc kilka miesięcy, aż cena spadła o połowę w stosunku do pierwotnej i wówczas zdecydowałem się na kupno tego tytułu. Jak się okazało obie te decyzje były słuszne, ale po kolei.

Jak nietrudno się domyśleć, głównymi bohaterami tej gry są pies Sam i królik Max, czyli para detektywów z policji ochotniczej. Od pewnego czasu nie dostali oni żadnego zadania do wykonania, więc z radością przyjęli fakt, że ich telefon znowu dzwoni. Tylko gdzie on jest? Okazało się, że ma go Jurek Dwa Zęby – szczur mieszkający w ich biurze. Po odzyskaniu go nasi bohaterowie dowiadują się, że w okolicy pojawił się niebezpieczny przestępca, którego trzeba unieszkodliwić. Pies i królik zabierają się za to z ochotą. Swe pierwsze kroki skierują do pobliskiego sklepu „Bosko u Bosko”, gdzie za „promocyjną” cenę można kupić wiele specjalnych towarów. Podczas śledztwa odwiedzą też Sybillę – kobietę o wielu zawodach, a wraz z rozwojem akcji w kolejnych epizodach trafią m.in. do Waszyngtonu, a nawet na Księżyc. Dzięki temu podczas całego sezonu odwiedzimy naprawdę sporo ciekawych miejsc, a do niektórych będziemy zaglądać podczas każdego odcinka. Nie oznacza to, że w każdym z nich te lokacje (jak np. wspomniany sklep czy biuro Sybilli) wyglądają tak samo, przeciwnie za każdym razem cos się w nich zmienia. Dzięki temu kolejne epizody wnoszą coś ciekawego do fabuły. Ta ostatnia jest o niebo lepsza od tej z „Hit the Road”, bo jest dużo bardziej interesująca. Na plus zaliczam też fakt, że kolejne odcinki są ze sobą ściśle powiązane i mają one wspólny „motyw przewodni”. Czego on dotyczy – nie zdradzę, powiem tylko że nie wszystko jest takie kolorowe, jak się to wydaje.

Ważnym elementem gier dla mnie są zagadki. Tu również jest dużo lepiej niż w tytule sprzed piętnastu lat. Pierwsza rzecz, jaka się rzuca w oczy to ilość łamigłówek – praktycznie w każdym odcinku znajdziemy choć jedną z nich. Dla przykładu powiem, że będziemy musieli m.in. zmusić jednego typka do podania nam ważnych informacji oraz przelać na konto naszego ulubionego sklepikarza bardzo wysoką sumę pieniędzy. Zadania, jaki są nam stawiane generalnie nie należą do najtrudniejszych, choć niektóre z nich wymagają nieco większego wysiłku umysłowego. Oprócz nich występują również zagadki związane z przedmiotami. Na szczęście tym razem nie będziemy ich zbierać aż tak dużo, jak w pierwowzorze, dzięki czemu łatwiej się „ogarnąć” w tym całym bałaganie. I gdybym mógł na tym zakończyć opis łamigłówek, to możnaby mówić o pełnym sukcesie. Niestety, muszę jeszcze wspomnieć o kilku zręcznościówkach. Występują one w sytuacji, w której musimy wsiąść do naszej bryki. O ile trafienie w światło poprzedzającego nas pojazdu trudne nie było, o tyle inne zadania takie jak pościg za szczurami czy ucieczka przed lalkową mafią mocno mnie zdenerwowały. Jedyne wytłumaczenie dla ich obecności, jakie znajduję, mówi że dzięki nim akcja gry miała zyskać na dynamizmie. Tylko czy tego samego nie osiągniętoby, gdyby zamiast tych zręcznościówek zrobić filmik? Wówczas i wilk byłby syty i owca cała.

Obrazek

Rozwiązanie z filmikiem byłoby również dobre dlatego, że twórcy pokazali, że potrafią je tworzyć. W końcu podczas zabawy dane nam będzie obejrzeć ich nieco. Może nie są one specjalnie długie, ale od strony technicznej nie mam im nic do zarzucenia. Zresztą podobne słowa wypowiedzieć mogę o całej oprawie wizualnej. Podobało mi się praktycznie wszystko – bardzo szczegółowo wykonane postacie, bardzo klimatyczne lokacje oraz paleta barw pełnych życia. Elementy te dobrze ze sobą współgrają, dzięki czemu całość jest przyjemna w odbiorze i spodoba się każdemu.

Równie udanie wypada ścieżka dźwiękowa. Co prawda na dłuższe wsłuchiwanie się w nią można sobie pozwolić jedynie podczas intra i outra każdego odcinka, ale i tak warto to zrobić. Są to jazzowe kawałki, i choć sam osobiście nie jestem fanem tego gatunku muzycznego, to uważam, że one doskonale pasują do tego tytułu. Można wręcz powiedzieć, że jazz to muzyka policyjna, wystarczy sobie przypomnieć choćby ścieżkę dźwiękową do Jacka Orlando, a wszystko stanie się jasne.

Kontynuując wątek techniczny powiem, że poczynaniami naszych bohaterów (a konkretniej Sama) kierujemy myszą za pomocą tradycyjnego interfejsu „point & click”. Nasze przedmioty trafiają do inwentarza, który podobnie jak piętnaście lat temu, symbolizuje pudło znajdujące się w lewym dolnym rogu ekranu. Na szczęście, tym razem nie targamy całych ton rupieci, z drugiej strony trudno się temu dziwić, skoro każdy epizod jest stosunkowo krótki (nie potrzeba więcej jak dwie – trzy godziny na ukończenia każdego z nich). Generalnie do samego sterowania nie mam zastrzeżeń, poza jednym związanym z uruchamianiem gry. Chodzi o następującą sytuację – włączam sobie jakiś odcinek (nie ostatni) i gram w niego na tyle długo, że go kończę. Chcąc zagrać w następny muszę obejrzeć do końca napisy (nie da się ich przewinąć), wyjść z gry, uruchomić ją ponownie i obejrzeć czołówkę kolejnego odcinka, która niewiele różni się od te widzianej przy poprzednim epizodzie. Pomijam już „niepomijalność” napisów, gdyż można wtedy posłuchać naprawdę niezłej muzyczki, ale pytam się – dlaczego po ukończeniu odcinka X gra sama nie proponuje uruchomienia odcinka X+1? W takim np. Agonie kolejne rozdziały były uruchamiane automatycznie, a tu trzeba robić to ręcznie, co jest dla mnie stratą czasu.

Obrazek

Na szczęście stratą czasu nie jest sama gra, co zasługą jest m.in. humoru w niej zawartego. Co prawda, Sezon Pierwszy nie wywołał u mnie spazmatycznych napadów śmiechu, ale niektóre dowcipy były naprawdę udane. Podobały mi się np. różne nawiązania do naszej rzeczywistości takie jak prowadząca telewizyjny talk – show Ewa Drzazga, twórca pryzmatologii Mlecz Szczęściak itp. Niezły był też Bosko, który ciągle się przebierał, ale na początku każdego odcinka mówił naszym bohaterom „Psst, to ja, Bosko”. Zachowywał się więc jak imć LeClerc (czy jak to się tam pisze) z kultowego serialu „Allo, allo”. Do tego Sybilla Pandemia – kobieta pracująca, Jurek Dwa Zęby – szczur mieszkający w biurze Sama i Maxa, Oranżaki – byłe dziecięce gwiazdy telewizyjne i wiele innych osób. Do tego dochodzi sporo śmiesznych sytuacji, wynikających głównie z charakteru Maxa – ciągle ma ochotę komuś dołożyć. Co najśmieszniejsze, najbardziej zabawnie jest w epizodzie ostatnim, gdy (chwilowo) Max staje się grzeczny i potulny jak baranek. Generalnie, pod względem humoru jest o niebo lepiej niż w stareńkim „Hit the Road”, ale do ideału też sporo brakuje.

Podobną opinię mogę napisać o polonizacji jako całości. Wynika to z faktu, że jeden element (polskie głosy) wyszedł naprawdę udanie, a drugi (polskie teksty) znacznie gorzej. Tyle ogółem, czas na konkrety. Co do głosów - zarówno Mann jako Sam i Boberek jako Max byli świetni, bo one dobrze pasują do charakterów postaci, które grali. Max jest narwany, a Sam stateczny i to słychać w ty, co mówią. Jeśli chodzi o pozostałe postacie, to nie mam do nich zastrzeżeń. Mam je za to, co do napisów. Często tekst pisany różni się od kwestii wypowiadanych przez naszych bohaterów. Poza tym w dwóch ostatnich odcinkach przy sklepie Bosko widać automaty z gazetami "Bad News" i "Worse News", choć w poprzednich epizodach tytuły te były przetłumaczone. Poza tym, w jednym z rozdziałów na baldachimie nad wejściem do Sybilli jest napisane "Open 24 hours". Co prawda w innych widnieje napis "Czynne całą dobę", ale polskie znaki się odróżniają od innych – a wszystko przez to, że napisano je wyraźnie inną czcionką niż pozostałe. To tylko kilka przykładów wpadek (te które pamiętam), niestety były i inne. Jak dla mnie trochę ich za dużo jak na tytuł wydany przez tak doświadczoną w polonizowaniu gier firmę.

Ogólnie ”Sam & Max – Sezon Pierwszy” to udany tytuł. Do jego mocnych punktów, oprócz świetnego wykonania, należą spójna fabuła, niezłe zagadki i humor. Oczywiście gra ma też swoje wady, ale warta jest swojej obecnej ceny, czyli niecałych czterdziestu złotych.


OCENA GRY:7/10

ZALETY:

+ niezła fabuła
+ udane zagadki
+ oprawa audio – wizualna
+ dosyć śmieszna
+ polski dubbing

WADY:

- polonizacja napisów
- zręcznościówki
- uruchamianie każdego odcinka z osobna

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Sam & Max: sezon 1”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość