Safecracker: the ultimate puzzle adventure - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 10025
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 104 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 122 razy
Płeć: Kobieta

Safecracker: the ultimate puzzle adventure - recenzja

Postautor: Urszula » 24 stycznia 2012, 14:30

Obrazek
To gra, w którą chciałam bardzo zagrać. Stworzyli ją programiści z Kheops Studio, twórcy m.in. takich przygodówek jak, Powrót na Tajemniczą Wyspę czy Zakazany manuskrypt. Wiedząc, kto się przyczynił do powstania gry i czytając opis, jaka mnie czeka fantastyczna przygoda, stawałam na głowie by ją zdobyć. Jakoś te moje starania, nie przynosiły żadnych efektów, aż tu nagle cudowna wiadomość - gra zostanie wydana po polsku i w dodatku, za bardzo niską cenę. Pobiegłam, więc czym prędzej do sklepu i grę zakupiłam. Nie mogłam się doczekać, kiedy do niej zasiądę.

Zainstalowałam grę i wysłuchałam intra, aby wiedzieć cóż takiego się stało i jaka moja w tym będzie rola. Otóż, pewien bardzo bogaty staruszek, niejaki Duncan Walter Adams, zmarł zostawiając pokaźny majątek. Jego najbliższa rodzina, pragnie się do niego dobrać, ale potrzebny jest testament. Tutaj zaczyna się problem, Pan Duncan uwielbiał wszelkiego rodzaju kasy pancerne i różne zabezpieczenia. Zrobił krewnym niezłego psikusa i schował swój testament właśnie w jednej z nich. Można powiedzieć: „żaden problem”, wezwać trzeba kogoś ze sprzętem, który rozpruje sejf przy pomocy palnika, albo jakiegoś innego urządzenia. Niestety nie jest to takie proste, bo jest ich w całej posiadłości trzydzieści pięć. W ich środku ukryte są klucze lub podpowiedzi do kolejnych kas, te zaś przechowują informacje do kolejnych itd., czyli trzeba rozpruć wszystkie sejfy, otworzyć wszelkie zamki, aby się dobrać do testamentu.


Obrazek
Rodzina wzywa więc na pomoc Pana Safecrackera, który jest specjalistą od tego typu zadań. Tutaj zaczyna się nasza rola, jako gracza. Musimy te wszystkie trzydzieści pięć szyfrów złamać, aby dostać testament i na koniec otrzymać pokaźną nagrodę. Tyle, jeśli chodzi o fabułę. Mamy do zwiedzenia rezydencję, w której znajduje się trzydzieści pokoi. Wszystko w środku wygląda tak, jakbyśmy byli w prawdziwym domu, troszkę przypominającym muzeum. Realizm jest ogromny, bardziej bym przypuszczała, że ktoś zrobił zdjęcia prawdziwej rezydencji, a potem jakoś powstawiał je do gry. Wszystko jest dokładnie i ze szczegółami wymalowane. Wiszą piękne obrazy na ścianach, umeblowanie i cały wystrój wnętrza, jest bardzo elegancki, widać gust i pieniądze właściciela. Wszelkie sejfy, które mamy otworzyć, mają również, perfekcyjne wykonanie. Tak więc, pod względem graficznym, gra prezentuje się bardzo dobrze.

W trakcie rozgrywki znajdujemy jakieś strzępki informacji od rodziny, które mają nam służyć w pokonywaniu naszych łamigłówek, ale nie budują dalszej fabuły. Nie zdobywamy informacji o członkach rodziny, która czeka na spadek, ich charakterach oraz stosunkach, jakie łączyły ich z naszym milionerem, czy jakie żywili uczucia wobec niego.


Ktoś zapyta czy to ważne?
Tak, jest to ważne, bo naszym końcowym zadaniem, będzie wybór właściwej osoby, aby przekazać spadek, taka jest wola staruszka. Wprawdzie jest to tylko zakończenie i niezależnie, kogo wybierzemy, to i tak gra się skończy. Niemniej zdobywanie takich informacji, na pewno wzbogaciłoby grę, nadając jej charakter bardziej przygodowy. Brak tego, ustawia tę produkcję w dziale gier logicznych, ale nie przygodowych. Niestety, tak trzeba ją zakwalifikować. Nie ma o­na fabuły, specyficznego charakteru czy magii.

Czy mi to bardzo przeszkadzało? Właściwie nie tak bardzo, bo lubię się zmagać z zagadkami tego typu tym bardziej, że ilość łamigłówek jest duża. Na jedną lokację przypada ich po kilka, wszystkie są bardzo fajne, o różnym stopniu trudności, przeważnie jednak zaliczam je do tych trudniejszych. Porównując ją jednak do wielu gier o podobnym charakterze Np: Rhem, Aura czy Schizm, gdzie powolutku jest budowana historia (fabuła) powodując, że człowiek jest wciągany w grę, i rośnie jego zainteresowanie dalszymi losami bohaterów. Tutaj tak nie jest, chodzimy od jednej kasy do drugiej, bez żadnych emocji, przez co jest wręcz nudno. Nawet te super zagadki nie są wstanie tego zmienić. Po kolejnym otwartym sejfie, zaczynałam pomału się nudzić. Brakowało mi tego czegoś, co jest w grach przygodowych, co spowodowało moją dozgonną miłość do nich, które potrafią pochłonąć i wciągnąć gracza do środka. Grają na naszych emocjach i czarują swym pięknem.

Obrazek
Oprawa muzyczna jest spokojna i miła dla ucha, ale nie zapadanie raczej w naszą pamięć, jest jednostajna i taka sama w całej rozgrywce. Podkład muzyczny jest na tyle cichy, że nie zagłusza dźwięków, które mają wpływ na grę i zawarte w niej zagadki. Dochodzą do tego odgłosy otoczenia, a właściwie uruchamianych mechanizmów, otwierających poszczególne sejfy. Możemy ją w ustawieniach wyciszyć żeby nam nie przeszkadzała. Instalacja i deistalacja nie stanowi problemu. Gra działa bez płyty w napędzie, więc nie dochodzi nam szum CD i nie niszczymy nośnika. Sterowanie jest typowe, wszystkie działania wykonujemy przy pomocy myszki. Patrzymy oczami bohatera. Nie ma również jakiś wielkich wymagań sprzętowych. Każdy przeciętny komputer spokojnie poradzi sobie z nią. Ile czasu sprzędziemy przy niej, zależy od umiejętności gracza, więc dla każdego jej długość będzie inna. Nie będę pisać ile ja przy niej siedziałam, na pewno więcej, niż przy niejednej łatwiejszej przygodówce , ale zapewne mniej przyjemnie, pomimo mojej pasji do takich łamaczy głowy.

Jeśli odpowiednio nastawimy się do niej, czyli jako trenera naszych szarych komórek, to nie będziemy nią rozczarowani i wtedy zachęcam wszystkich, do tej pzygodówki. Nie jest o­na tak trudna i wymagająca jak seria Myst, co nie znaczy, że wszystko pójdzie nam jak po maśle. Polecam ją jako, odskocznię od gier, które angażują nie tylko nasz intelekt, ale również potrafiących zagrać na naszych emocjach.


Zanim skończę swoje wywody muszę napisać, jaką daję jej końcową ocenę. Tutaj jest pewna trudność, bo właściwe, wad jakiś rażących nie ma, za wyjątkiem braku w niej przygody i specyficznego klimatu. Jako gra logiczna otrzymuje ocenę 10/10 jako przygodówka, 4/10 więc ostateczna ocena 7/10
Zalety

+ zagadki
+ oprawa graficzna
+ spokojna muzyczka

Wady

- brak fabuły
- brak magii przygodówek

Wróć do „Safecracker: the ultimate puzzle adventure”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość