Podróż na Księżyc - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2424
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 31 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Podróż na Księżyc - recenzja

Postautor: Adam_OK » 19 października 2013, 17:08

Obrazek

W mojej grupie są dwie dziewczyny, na które wszyscy mówią „klony”. I choć fizycznie różni je wszystko, to pod względem charakterologicznym wszystko je łączy – mają te same upodobania, to samo je denerwuje, tak samo się zachowują w określonych sytuacjach, wszystko robią razem, nawet swe prace magisterskie pisały u tego samego promotora, a obrony tych prac odbędą się tego samego dnia. Tak samo jak z nimi jest z dwiema grami – opisywanym niedawno przeze mnie „Powrotem na Tajemniczą Wyspę” i opisywaną tutaj „Podróżą na Księżyc”.

Obie te gry łączy m.in. fakt, że stworzyli je głównie panowie z The Adventure Company, a wydało je w Polsce w serii „The Adventure Collection” IQ Publishing. Poza tym obie nawiązują do powieści Julesa Verne’a, choć opowiadają zupełnie różne historie. W zasadzie tylko to je różni, więc nie przedłużając za bardzo opowiem o czym jest ta gra. Wcielamy się w niej w postać Michela Ardana, który razem ze swoimi dwoma towarzyszami znaleźli się w kapsule, którą wystrzelono w kierunku Księżyca. Siła wystrzału była tak wielka, że cała trójka straciła przytomność. Kiedy Michel się obudził, jego towarzysze nie ruszali się, a gdy spróbował ich obudzić okazało się, że oni nie żyją. Michel podejmie się więc zadania wyjaśnienia okoliczności ich śmierci, ale wpierw podejmie się próby ocalenia własnego życia walcząc z brakiem tlenu i próbując wylądować na Księżycu. Te zadania staną przed graczem, który później zwiedzając powierzchnię naszego naturalnego satelity odkryje ślady cywilizacji Selenitów, pozna nawet kilku jej przedstawicieli. Oczywiście będzie też starał się wrócić na Ziemię, co nie będzie takie łatwe. Czy to wszystko mu się uda zależy tylko i wyłącznie od gracza. Fabularnie gra więc znacząco różni się od swego klona, ale nawet i tu można znaleźć pewne wspólne elementy. Nie będę ich jednak ujawniał, bo poznajemy je dopiero w zakończeniu gry, które notabene sugeruje sequela.

Oczywiście, aby zrealizować w/w cele Michel musi rozwiązać wiele zagadek logicznych. Jest ich całkiem sporo, co uważam za zaletę, zwłaszcza, że są one logiczne i mają odpowiedni poziom trudności. Podobnie jak we wzorcu, tak i tu dostajemy za nie punkty (choć nie od początku widać ich licznik), które tutaj określają naszą księżycową inteligencję. Mnie udało się zdobyć ich 922, choć zapewne możliwy jest lepszy wynik (teoretycznie nawet 999). Tak jak poprzednio, tak i tutaj możemy łączyć zebrane przedmioty (maksymalnie do 3 sztuk każdej rzeczy) w różne kombinacje. Dodatkowym ułatwieniem w porównaniu do poprzedniczki jest to, że po udanym połączeniu gra zapamiętuje właściwą kombinację i w każdej chwili możemy ją sobie przypomnieć. Poza tym mamy tutaj też swego rodzaju „podpowiadacza” w postaci owada szpiega, który pełni podobną rolę jak encyklopedia w telefonie Miny. Oczywiście, nie będzie nam dane skorzystać z usług tego owada od samego początku, ale dopiero gdy nauczymy się rozumieć język selenicki. Michel nauczy się też mówić w tym języku, w czym pomogą mu ideogramy stopniowo przez niego rozszyfrowywane. I wreszcie Michel, podobnie jak Mina, (a raczej gracz ;)) będzie musiał kilka razy wykazać się refleksem i zręcznością, jak choćby w kapsule ratując się przed śmiercią z braku tlenu. Na szczęście takich zadań nie ma za dużo (ze dwa, trzy na początku plus jedno na końcu gry), a po ewentualnym zgonie wystarczy tylko kliknąć i już otrzymujemy kolejną szansę. Jak widać, wszystko zupełnie jak w „Powrocie...” i podobnie jak i tam, tak i tu nuda grozić nam nie będzie ;).


Obrazek

Kolejne podobieństwa odkryć można w sferze technicznej gry. Weźmy na przykład grafikę – w tej grze jest ona naprawdę dobra i szczerze mówiąc ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, gdzie jest ona lepsza. Wszystko wygląda naprawdę ładnie, kolorowo. Również animacje postaci (mowa o tych neutralnych, bo podobnie jak w poprzedniej grze, tak i tu akcje obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby) są naprawdę dobre i naturalne. Złego słowa nie powiem również o animacjach, które czasem się pojawiają potwierdzając nasze postępy w grze. Przy czym są ich dwa rodzaje (takie same, jak w wiadomej grze ;) ) – pierwszy to tradycyjne filmiki, drugi to plansze z grafikami opatrzone odpowiednim komentarzem słownym. A skoro przy słowach jesteśmy, to poruszę teraz temat dialogów, muzyki i dźwięków. To, że słoń mi na ucho nadepnął, nie przeszkadza wcale w potwierdzeniu, że i tu gra trzyma poziom (pewnej innej produkcji ;) ) Zarówno dźwięki, jak i towarzysząca nam muzyczka są przyjemne dla ucha i zwiększają przyjemności płynące z grania w tę grę. Dobrze też brzmią poszczególne postacie, po prostu wszystko w tej kwestii zrobiono tak, jak być powinno. A rozmawiać nam przyjdzie nie tylko z Selenitami czy z ludźmi (na pewnym etapie gry Michel znajdzie sposób na skontaktowanie się z Ziemią), ale także z.............kogutem. Krótko mówiąc jest to kolejna zaleta tej gry.

Omawiając interfejs, zapewne wielu z was domyśli się, ze kojarzy mi się on z..............., no właśnie z „Powrotem...” ;) Całe menu, nasz inwentarz i cała reszta wygląda dokładnie tak samo jak tam. Również zbieranie i łączenie przedmiotów obywa się jak poprzednio – mamy więc obszar tranzytowy na nowe rzeczy, mamy tyle samo zakładek o takiej samej pojemności jak i tam, a przedmioty łączy się najeżdżając jednym na drugi i ewentualnie uzupełniając braki oznaczone znakami zapytania. Na szczęście wprowadzono pewne ułatwienie, dzięki któremu wszystkie przedmioty z obszaru tranzytowego można jednocześnie umieścić w ekwipunku, a jedyne co nas ogranicza to ilość wolnych pól na danej zakładce. Jest to rozwiązanie ułatwiające nieco życie i czyniące coś intuicyjnie łatwego i przyjemnego czymś jeszcze łatwiejszym i przyjemniejszym ;) Nie jest to łatwe, więc tym bardziej gratuluję tego twórcom tej gry.


Obrazek

Teraz tradycyjnie kilka słów o polonizacji. Tę na szczęście również wykonano poprawnie i starannie. Widać, że panowie z IQP przyłożyli się do swego zadania, bo nie spotkałem ani w grze, ani w instrukcji jakichś rażących błędów, a na te (szczególnie ortograficzne) jestem wyczulony. Nie będę się więc dalej nad tą kwestią rozwodził (ani się z nią żenił ;) ), powiem tylko, że mam nadzieję, że kolejne gry dystrybuowane przez IQP otrzymają przynajmniej równie dobre spolszczenie.

Kończąc ten tekst powiem, że ta gra jest naprawdę warta polecenia i nie żałuję, że z nią się zapoznałem. Może jest ciut za droga, ale tak czy siak każdy miłośnik gatunku powinien w nią zagrać, a reszcie też ją polecę, bo to naprawdę dobra, choć mało oryginalna, produkcja.


OCENA GRY:8,5/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki
+ grafika
+ muzyka i dźwięki
+ interfejs
+ polonizacja
+ ogólnie to dobra gra...

WADY:

- ...ale będąca klonem innej gry...
- ... i dlatego niżej od niej oceniona ;)

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Podróż na Księżyc: journey to the Moon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość