Perry Rhodan: dziedzictwo przeszłości - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2605
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 54 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Mężczyzna

Perry Rhodan: dziedzictwo przeszłości - recenzja

Postautor: Adam_OK » 12 września 2013, 16:31

Obrazek

Zdecydowana większość gier, filmów i książek łączy jedna cecha – wydarzenia w nich opisywane są fikcją. Istnieje jednak fikcja naukowa (z ang. science – fiction), której autorzy (najczęściej) starają się pokazać odbiorcom swoją wizję przyszłości. Do nich zaliczyć można m.in. twórców postaci Perry’ego Rhodana. Jest on głównym bohaterem gry, o której chciałbym dziś napisać kilka słów.

Na początek krótka informacja – Perry nie jest postacią wymyśloną na potrzeby gry, gdyż już blisko 50 lat temu w Niemczech powstał komiks opisujący jego przygody. Co ciekawe komiks ten doczekał się około 2500 odcinków, a część z nich przetłumaczono na wiele języków w tym na chiński, japoński czy holenderski. Ich znajomość nie jest konieczna do dobrej zabawy przy grze, czego dowodem są doświadczenia autora tych słów. Przejdźmy jednak do rzeczy – Perry Rhodan to człowiek, który zyskał ograniczoną nieśmiertelność. Liczy sobie już ponad 3000 lat i jest regentem Ziemi. Pewnego dnia z jego Słonecznej Rezydencji porwana zostaje Mondra Diamond – jego serdeczna przyjaciółka i matka jego syna. Na dodatek przyjaciel Rhodana – Reginald Bull zwany Bully wydał rozkaz zakazujący Perry’emu opuszczanie rezydencji tłumacząc to względami bezpieczeństwa. Perry nie zamierza podporządkować się temu poleceniu i postanawia na własną rękę odnaleźć Mondrę. W tym celu będzie musiał przemierzyć wiele zakątków wszechświata od Akademii Warignera po asteroidy znajdujące się w Gwiezdnym Oceanie Janondii. Jak można się domyśleć nie wszędzie będzie on witany z otwartymi rękoma, na szczęście Perry nie jest w ciemię bity i potrafi sobie radzić z problemami. A tych będzie sporo, a głównym jest oczywiście los Mondry. Jak się okaże z porwaniem jej związana jest starożytna cywilizacja Illochimów, której przedstawiciele posiedli olbrzymią wiedzę. Kto stoi za porwaniem – tego nie zdradzę, zostawię to dla wszystkich, którzy zechcą sami do tego dojść. A warto, bo fabuła jest całkiem interesująca, choć również mało nowatorska (porwań i zaginionych cywilizacji w grach nie brakuje). Ponadto gra zapewni nam przynajmniej kilkanaście godzin rozrywki, co jest rezultatem co najmniej przyzwoitym.

Ważnym elementem są oczywiście zagadki. W opisywanym tu produkcie ich nie brakuje. Mnie najbardziej spodobało się układanie płytek do gry YLOHIM. Początkowo miałem z nią trochę kłopotów, ale jak się później okazało, łamigłówka ta jest stosunkowo prosta i jej rozwiązanie nie zajęło mi wiele czasu. Jak zapewne się domyślacie nie jest to jedyne zadanie, jakie postawili przed nami twórcy programu. Napotkamy więc też typowe zagadki takie jak otwieranie zamkniętych drzwi oraz problemy związane z odwracaniem czyjejś uwagi. W sumie jest ich odpowiednio dużo, poza tym są rozmieszczone dosyć równomiernie, więc nikt podczas zabawy nie będzie narzekał, że „dawno już nie było żadnej łamigłówki”. Oprócz nich napotkamy również wiele zadań związanych z różnymi przedmiotami, które będziemy zbierać. Tutaj można się nieco przyczepić do faktu, że nie wszystkie rzeczy są dobrze widoczne na ekranie, ale nie stanowi to wielkiego problemu. Wynika to z tego, że po wciśnięciu klawisza „s” uruchamiamy skaner, który pokaże wszystkie aktywne miejsca na planszy. Jeśli więc nie mamy pewności, czy czegoś nie przeoczyliśmy – wystarczy włączyć skanowanie i się o tym przekonać. Poza tym nie stwierdziłem niczego, co mogłoby sprawiać komuś jakiś kłopot.


Obrazek

Produkcja ta oferuje nam również oprawę graficzną na wysokim poziomie. Każda ze zwiedzonych lokacji ma swój klimat. Mnie najbardziej podobało się muzeum – te wielkie posągi robiły wrażenie, jakby ktoś je naprawdę wykuł w skale, a sama budowla przypominała połączenie średniowiecznego zamku z gotycką katedrą. Ten monumentalizm naprawdę działał na moją wyobraźnię, ale nie tylko on. Bardzo ciekawie przedstawiono również Gom Calladeus. Widząc je nasuwało mi się skojarzenie z dwoma miastami – „gwiezdnowojennym” Coursant i deszczowe Los Angeles z filmu „Blade Runner”. Tu również można powiedzieć, że w grze połączone te dwa światy i zrobiono to bardzo dobrze. Podobne opinie można wyrazić o innych miejscach, które widzimy podczas rozgrywki, dlatego na tym poprzestanę. Powiem jeszcze tylko, że inne elementy składające się na oprawę wizualną również wykonano poprawnie. Zaliczę tu animację postaci oraz filmiki przerywnikowe. W zasadzie jedyną jej wadą jest to, że nie ma żadnych wad, więc nie ma się do czego przyczepić.
Podobnie jest ze stroną audio. Muzyka, jaka sączy się z głośników jest bardzo przyjemna i pasująca do klimatu całości. Dźwięki zaś spełniają standardy wyznaczone obecnym produkcjom, co w zupełności wystarcza przeciętnemu graczowi, takiemu jak ja. W sumie gra pod tym względem nie wyróżnia się ani na plus, ani na minus, więc na tym zakończę ten akapit.

Teraz czas omówić szerzej sterowanie. Wspominałem już, że przydatny w grze jest klawisz „s”, ale pragnę uspokoić tych, którzy nie lubią kierować postacią za pomocą klawiatury. W tym tytule najważniejsze czynności wykonujemy myszą, a klawiatura spełnia jedynie rolę pomocniczą. Krótko mówiąc zastosowano tu typowe point & click, które wszyscy znamy i kochamy. Jest tu jednak pewna nietypowa rzecz – w ekwipunku, który znajduje się na dole ekranu, są nie tylko zgromadzone przedmioty, ale również ikonki tematów prowadzonych przez nas dialogów. W zasadzie, wszystko co jest w inwentarzu jest ikonką dialogową, gdyż przeciągając na osobę X symbol przedmiotu możemy mu go dać lub o tej rzeczy porozmawiać (zależnie od sytuacji). Na tym mógłbym zakończyć, ale chcę dopowiedzieć jeszcze jedną rzecz – otóż gdy chcemy aby Perry przemieścił się z jednej lokacji do drugiej, to nie trzeba czekać aż tam dobiegnie. Wystarczy wcisnąć PPM przy odpowiednim brzegu ekranu i gotowe. Zaoszczędzi to każdemu sporo czasu, gdyż nieraz trzeba przebiec z jednej lokacji do drugiej mijając po drodze kilka innych pomieszczeń.


Obrazek

Kontynuując wątek oszczędności – widać, że polski wydawca nie oszczędzał na korektorach. W efekcie naprawdę trudno znaleźć jakiekolwiek błędy czy to ortograficzne czy stylistyczne czy inne. Jest to naprawdę godne podziwu, tym bardziej że tekstu do przetłumaczenia było dużo – od wszelakich dialogów przez opisy wszelakich przedmiotów po kilkunastostronicowy notatnik Mondry. To chyba najlepiej spolonizowana gra tego roku.

Ogólnie Perry Rhodan to bardzo dobra gra – ciekawa fabuła, udane zagadki i oprawa stojąca na odpowiednim poziomie. Sądząc po tym tekście powinienem dać jej maksymalną ocenę, bo wad nie stwierdziłem. Tak się jednak nie stanie, bo w tytule tym zabrakło mi jednej rzeczy – magii. Magii, która sprawiłaby, że po jej zakończeniu miałbym ochotę przejść ją ponownie; która zmienia gry bardzo dobre w gry wyjątkowe. Perry Rhodan jest przykładem świetnej, ale „tylko” rzemieślniczej roboty. Mimo tego, warto się z nim zapoznać.

OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki
+ oprawa graficzna
+ muzyka i dźwięki
+ sterowanie
+ świetne spolszczenie

WADY:

- brak „iskry bożej”

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Perry Rhodan : dziedzictwo przeszłości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość