The next big thing - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9759
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 99 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 119 razy
Płeć: Kobieta

The next big thing - recenzja

Postautor: Urszula » 24 stycznia 2012, 14:11

Obrazek
„ Panie i panowie witam na gali wręczania nagród za najlepszy film grozy! Dziś, jak co roku, potworne gwiazdy ze srebrnego ekranu konkurować będą o złote Kurczaki Śmierci!! Proszę wszystkich o zajęcie miejsc, albowiem już za chwilę…”


Tak zaczyna się najnowsze dzieło Pendulo Studios zatytułowane The Next Big Thing. Na galę przyjeżdża para dziennikarzy z poczytnej gazety, by napisać sprawozdanie z owej imprezy. Jeden z reporterów to młoda ambitna kobieta o imieniu Liz, której marzy się nagroda Pulitzera, a drugi to zblazowany dziennikarz sportowy, o imieniu Dan, który ze swej ulubionej rubryki z jakichś względów został wywalony na zbitą twarz. Musi więc robić głupawe reportaże z wydarzeń, które zupełnie go nie interesują.

Para ta jest szczególna, nie darząca się sympatią (przynajmniej na początku). Liz swojego partnera nazywa dupkiem, o­n zaś nie jest jej dłużny i pieszczotliwie nazywa ją wariatką. Zgodnie z powiedzeniem "kto się czubi, ten się lubi" i tych dwoje doczeka się ocieplenia stosunków, ale na wielki romans w stylu Hollywoodzkim nie ma co liczyć. Mocno szurnięta Liz swoim zachowaniem potrafi rozbawić, zaś jej partner, wyjątkowo gburowaty gość, swoimi komentarzami jeszcze bardziej ubarwia grę. Tymczasem oboje przyjeżdżają przed dom wielkiego potentata filmowego. Dan siedzi sobie w samochodzie i nie ma zamiaru ruszyć się na galę, by napisać artykuł. Zamiast tego popija z piersióweczki mocniejszy trunek, by ogrzać i ciało i zbolałą duszę. W tej sytuacji Liz musi odwalić sama całą robotę. Po powrocie, w trakcie wymiany kolejnych „uprzejmości”, Dan zauważa, jak do willi FitzRandolpha - organizatora gali, wkrada się przez okno Wielki Albert. Pokazuje to swej młodszej koleżance, a ta natychmiast rusza w pogoń, by przeprowadzić własne reporterskie śledztwo. Ale i tym razem Dan nie ma zamiaru jej pomóc mimo usilnych próśb, ponieważ jak sam twierdzi jest reporterem sportowym i może Liz udzielić pomocy tylko wtedy, gdy ktoś jej przysoli kijem baseballowym.


Obrazek
Jednak by dostać się do biura, nasza reporterka musi wymyślić sposób, aby wyciągnąć z holu samego zainteresowanego owym włamaniem. W efekcie przekona swego partnera do współpracy. Czym go skusi? Tego nie zdradzę, bo zepsułabym wam zabawę. Powiem tylko, że nasza znajoma para wpadnie w naprawdę duże kłopoty z powodu wścibstwa Liz, a tobie graczu przyjdzie owe problemy rozwiązać. Poruszając się po licznych, bardzo ciekawych i ładnie wykonanych lokacjach, odwiedzimy posiadłość FitzRandolpha, laboratorium profesora Muchy, egipski pałac czy w końcu świat wyobraźni jednej z bohaterek gry, która wpadła w śpiączkę. Lokacje nie są duże, ale bardzo staraninie wykonane, obfitujące w szczegóły. Trzeba przyznać, że wyglądają bardzo efektownie, a dołożone do tego animowane przerywniki stawiają pod względem graficznym tą przygodówkę na bardzo wysokim poziomie. Choć jest podobna do znanego nam Runaway’a, to jednak jest o całą klasę lepsza. Plansze wykonane w 2D, połączone z postaciami 3D wyglądają znakomicie, tym bardziej, że świetnie się razem komponują. Występujący tu bohaterowie, to szczególna mieszanka indywiduów, która ubarwia jeszcze bardziej całą grę.

Obrazek
Mamy rosiczkę w roli psa, mamy Poetę wyglądem przypominającego trolla połączonego z dzwonnikiem z Notre Dame, który inspiracje do swoich rymów czerpie z umartwiania swego ciała i doznań bólowych. Mamy przyjemność poznać profesora Muchę, owada o wielkiej inteligencji, specjalistę - konstruktora i lekarza w jednej osobie, który niczym doktor Frankenstein potrafi przywrócić życie. Są i roboty, które choć wyglądem takie same, mają zupełnie różne charaktery. Spotkamy też na swojej drodze niematerialnego, który by być zauważanym maluje się farbą. Te i jeszcze wiele, wiele innych postaci nadają szczególny charakter i klimat całej tej przygodówce. Każda z nich jest bardzo wyrazista i ciekawa i na pewno wzbudzi sympatię gracza. Animacja chodu troszkę twórcom nie wyszła, a już nasza bohaterka stąpa wyjątkowo pokracznie, ale specjalnie nie ma się czego czepiać, bo to jedyny mankament, jaki się rzuca w oczy.

Do tego wszystkiego dochodzi oprawa audio. Muzyka jest dostosowana do każdej lokacji, z odpowiednio dobranymi efektami dźwiękowymi w tle. W pałacu egipskim jest muzyka odpowiadająca tej epoce, a jak podejdziemy do szczególnej fontanny (w grze nazwanej sadzawką), to usłyszymy szmer poruszających się skarabeuszy. Na przystani słychać szum morza i krzyk mew. Muzyka, choć jest ładna, nie zapada jednak na dłużej w pamięć. Do tego dochodzą głosy lektorów, które zostały bardzo dobrze dobrane. Widać, że aktorzy użyczający swoich głosów znają się na rzeczy i powierzone im zadanie wykonali znakomicie. Słowo "dupek" w ustach panny Liz brzmi tak jak powinno. Całości dopełnia występujący w grze narrator, który komentuje wydarzenia i dopowiada elementy istotne dla całej historii. Jest o­n również odpowiedzialny za podpowiadanie, gdy zajdzie taka potrzeba (na najniższym poziomie trudności). Wszystkie postacie wypadły bardzo dobrze, a że ta przygodówka bardziej jest ukierunkowana na żart i szermierkę słowną to i często można się przy niej uśmiać. Zdecydowanie humor jest znacznie lepszy od wcześniej wydanej gry pod tytułem Runaway. Mamy również humor sytuacyjny, choć był moment w grze, który bardziej dawał do myślenia niż śmieszył. Gdy jeden z bohaterów odpowiadając, dlaczego wygląda tak, a nie inaczej przedstawił obraz „normalnego domu”, na podwórku którego spaceruje sobie dwugłowy kogut, obok znak skażenia radioaktywnego i w tle dymiące kominy fabryk.


Obrazek
Ta normalność zgoła nienormalna spowodowała, że jego wygląd odbiega od normy. Zresztą wszystkie postacie, za wyjątkiem naszych głównych bohaterów, odbiegają swym wizerunkiem od normy, jak przystało na aktorów występujących w horrorach. Ich wygląd nie potrzebuje pomocy charakteryzatorki by mogli straszyć, czy bawić. Cała rozgrywka od początku do końca ma spójną fabułę i jest dobrze przemyślna. Nasza obecność w tym, czy innym miejscu jest uzasadniona i jest konsekwencją tego, co się wydarzyło. Czytałam, że trzeci rozdział nie pasuje do całej rozgrywki, ja jednak z tym się nie zgodzę, bo właśnie tak twórcy sobie wyobrażają nasze miejsce po śmierci, a gdzież miał się podziać człowiek, któremu ukradli mózg, jak nie w zaświatach, a że był to według twórców pałac egipski, to tylko świadczy o ich poczuciu humoru. Tak więc ta lokacja była w pełni uzasadniona i wynikała z fabuły gry.

Przedstawiłam plusy, czas troszkę ponarzekać, a jest na co, bo i zagadki i długość gry pozostawiają wiele do życzenia. Pierwsza sprawa to właśnie łamigłówki, a właściwie ich brak, bo zbieranie przedmiotów i wykorzystanie ich w odpowiednim momencie to troszkę za mało. Szkoda, że przy tak wielkim humorze nikt nie pokusił się o dodanie rozrywki umysłowej, aby chwilkę posiedzieć i się zastanowić. Niestety, nie było nad czym, jedynie zagadka muzyczna (no, powiedzmy bardziej zadanie zręcznościowe niż faktycznie zagadka) mogła na dłuższą chwilkę nas zatrzymać, ale tylko na chwilkę. Była także próba zmylenia przeciwnika, czyli gracza, gdy miała się odbyć szczególna lekcja egipskiej gramatyki, a faktycznie zaś polegała na właściwym wskazaniu nazwy obrazka. Myślę, że długie gadanie o składni, orzeczeniach i temu podobnych rzeczach nie wyprowadziło nikogo w pole. Tak więc poziom łamigłówek jest tak niski, że i bardzo młodzi gracze sobie z nimi poradzą.

Co ciekawe, program oferuje trzystopniową trudność grania, którą należy ustawić na początku gry, bo w trakcie trwania rozgrywki nie ma możliwości jej zmiany. Pierwszy stopień powoduje, że gracz ma dostęp w każdej chwili do podpowiedzi i do podświetlania miejsc aktywnych, drugi nadal oferuje możliwość podświetlania miejsc aktywnych, ale już nie otrzymamy podpowiedzi, trzeci zabiera jedno i drugie. Zamiast więc ustawiać tryb grania na poziomie trudnym, wystarczy z dostępnych możliwości podpowiedzi nie korzystać i wyjdzie na to samo, bo wszystkie zagadki na każdym z poziomów są takie same. Łatwe, nie wymagające od nas wysiłku intelektualnego. Łamigłówki więc niestety nie zachwyciły, były tylko przedmiotowe i bardzo proste, ale przynajmniej logiczne. To znacznie skraca i tak niedługą rozgrywkę. Kolejna sprawa to możliwość grania kilku osób na jednej instalacji programu. Każdy na początku zabawy wybiera swój obrazek, nadaje imię gracza, a swój profil opatruje hasłem, więc gdy jedna osoba skończy zabawę, do niej może siadać siostra, brat i kto tam jeszcze w domu ma ochotę. Tylko producent niestety nie przewidział przełączania się miedzy graczami wcześniej, niż po wyłączeniu aplikacji, w trakcie rozgrywki nie ma takiej możliwości. W opcjach menu nie przewidziano takiej sytuacji. Troszkę to nie zostało dopracowane przez autorów. Za każdym razem przy uruchomieniu gry na naszym profilu będziemy poproszeni o wpisanie hasła i dopiero można zacząć rozgrywkę. Gra domyślnie uruchamia się zawsze w momencie jej zakończenia, więc nie trzeba robić zapisów. Mimo kilku niedociągnięć i braku trudniejszych zagadek czas, który przy niej spędziłam, choć niedługi, był miły i nie uważam by był to czas zmarnowany.

Sterowanie w grze jest typowe i znane wszystkim graczom, więc nie stanowi żadnego problemu. Wszystkie czynności wykonujemy przy pomocy myszki, jej lewy klawisz jest odpowiedzialny za przeniesienie postaci w wybrane miejsce i aktywuje interakcje z hotspotami. Prawym klawiszem myszy dokonujemy wyboru, jakie działanie chcemy wykonać (oglądanie, rozmowa, zabieranie), a lewym zatwierdzamy nasz wybór. W ekwipunku każdy zabrany przedmiot możemy bardzo dokładnie z każdej strony oglądnąć. Dwuklik powoduje szybsze przemieszczanie się po lokacji, ale nie są o­ne duże, więc i takiej potrzeby nie ma, ale dobrze, że taka możliwość istnieje. Jednak warto się nie śpieszyć i klikać na różne elementy krajobrazu, by posłuchać dość zabawnych komentarzy naszych bohaterów. Możemy również przyśpieszać dialogi przy pomocy prawego klawisza myszy, ale tego również nie polecam, bo są o­ne warte przeczytania, choć czasem jest ich zbyt dużo i aż korci, żeby je pominąć. Jest również możliwość wywołania ekwipunku czy menu przy pomocy klawiszy funkcyjnych.

Dialogi prowadzimy poprzez kliknięcie na odpowiednie zdanie wyświetlające się na dole ekranu. Wybór i kolejność jest dowolna, czynności w trakcie gry także można wykonać w różnej kolejności, więc nie ma skrajnej liniowości. Cała rozgrywka podzielona jest na sześć rozdziałów. Sterujemy naprzemiennie dwoma bohaterami, w ekwipunku mamy dostępny nasz plan postępu w grze, składający się z kilku elementów i widzimy czy został o­n przez nas zrealizowany. Nasze zadanie przedstawione jest w formie graficznej i opatrzone odpowiednim komentarzem. Wpierw obrazek jest czarno-biały niczym stare zdjęcie, a gdy sprawa zostanie przez nas rozwiązana nabiera odpowiednich barw, a lektor dopowiada całą historię i wprowadza w następne zadanie.


Obrazek
Najnowsze dzieło Pendulo jest jedną z najśmieszniejszych gier, w jakie ostatnio grałam i niewątpliwie bardzo ładną, z dobrze dobraną muzyką i głosami lektorów. Dopracowana, ba można się pokusić o stwierdzenie dopieszczona pod względem graficznym. Z dużą ilością barwnych postaci, tryskająca humorem i gagami. Choć łatwa i krótka, warta jest polecenia. Moja końcowa ocena to mocna 7/10.

Zalety
+ humor
+ oprawa graficzna
+ oprawa audio
+ świetne postacie
+ fabuła
+ sterownia

Wady
+ zbyt proste zagadki
+ za krótka
+ za droga jak na czas rozgrywki
+ animacja chodu.

Wróć do „Next big thing, The”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość