Myst V: koniec wieków - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9391
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 84 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 109 razy
Płeć: Kobieta

Myst V: koniec wieków - recenzja

Postautor: Urszula » 24 stycznia 2012, 19:30

Obrazek

Minęło 14 lat od powstania pierwszej części serii wszechczasów pod tytułem Myst. Technika poszła naprzód, co widać w ostatniej odsłonie tej gry „Koniec Wieków”. Czy to jej wyszło na dobre?

Pozwólcie, że wyrażę swoją opinię na ten temat. Być może wielu z Was nie będzie się z nią zgadzać. Jest jednak szansa, że moje spostrzeżenia będą się pokrywać z Waszymi odczuciami.

Finalna część gry wyjaśnia wiele rzeczy. Nie wszystko jest takie, jak myślałam. To, co sobie dopowiedziałam czytając księgi i śledząc losy bohaterów troszkę się różni od tego, co przygotowali nam twórcy. Niewątpliwie wszystkie wątki zostaną wyjaśnione ukazując logiczność i spójność całej serii.

Cywilizacja D’ni po wielu klęskach i kataklizmach dźwignęła się. Atrus stworzył wiele wieków, ale niezasiedlone niszczały i w końcu umarły. Niektóre, jak pamiętamy, zniszczyli jego synowie, których mimo wszystko kochał. Oni zaś nigdy nie stali się dumą ojca i wzorem dla młodszej siostry. Cała nadzieja w uratowaniu świata spadła na barki Yeeshiki.

Ona jednak nie miała dość siły, by unieść brzemię zrzucone na nią. Ojciec, po stracie ukochanej żony i synów, zostawił córkę samą nie mając siły jej pomagać. To wszystko spowodowało konieczność przybycia wypróbowanego przyjaciela. Czy to był tylko przyjaciel? Magiczna rozeta odpowiedziała na jego dotyk.........
Jest wybrańcem i to w jego rękach spoczywa ocalenie lub zagłada świata. Zadanie nie jest proste, pomimo że mamy sprzymierzeńców w postaci Yeeshiki i przedstawiciela cywilizacji D’ni - Eshera. Rozety pilnuje jeszcze starsza cywilizacja niż ludzie D’ni, nazywają się Bahro. Dziwne, ale łagodne stworki porozumiewające się przy pomocy symboli i obrazków. Musisz graczu się tego nauczyć, aby móc im wydawać polecenia. Są niewolnikami magicznej mocy rozety i twojej. Ich pomoc będzie wielka tylko wtedy, gdy poznasz tabliczki i będziesz się umiejętnie nimi posługiwał. Yeeshika i Esher swoich sił próbowali, ale zawiedli - przyszła na nas kolej. Swoimi opowieściami i wskazówkami będą nam cały czas pomagać, ale nie całkiem bezinteresownie - każdy z nich będzie chciał coś ugrać dla siebie. Czego pragną? Tego nie zdradzę, każdy sam się musi o tym przekonać.


Obrazek

Oprócz typowych zagadek, jakie mamy w tej serii, dochodzą jeszcze te, gdzie przy pomocy rysowanych przez nas znaków będziemy rozmawiać z innymi istotami. Jest to zupełna nowość. Mamy więc zabawę z pismem obrazkowym. W każdym świecie nagromadzonych łamigłówek jest ogromna ilość i wymagają, jak zwykle, zaangażowania naszego zmysłu wzroku i słuchu. Ponownie będziemy męczyć nasze szare komórki i zmuszać ich do wielkiego wysiłku. Nasza spostrzegawczość i umiejętność kojarzenia faktów nieraz nam uratuje włosy na głowie. Często będzie tak, że malutkie łamigłówki zbudują wielopoziomowe i trudne zadanie. Niektóre łatwe i proste przejdziemy szybko i bezboleśnie, by zaciąć się z pozoru na łatwym zadaniu, a wszystko przez to, że podpowiedź nam umknęła. Układać będziemy puzzle, uruchamiać całą masę przedziwnych urządzeń, a wszystko po to by dostać w swe łapki rozetę. Klejnot dający nam wielką moc. Wszelkie nasze zadania są zdecydowanie łatwiejsze niż we wcześniejszych grach. Jednak niech nikogo nie zmyli to stwierdzenie - łatwo nie będzie. Mamy pełną swobodę w podejmowaniu zadań i zawsze możemy poprzez teleportery przejść do innego wieku, gdy w tym, w którym jesteśmy zabrakło pomysłu na dalsze postępowanie. Mystomaniacy to wiedzą i znają, ale Ci wszyscy, którzy zaczną grać od tej części powinni się uzbroić w cierpliwość, a gwarantuję sukces. Do dyspozycji mamy księgi i tam również można szukać pomocy przy rozwiązywaniu naszych zagadek. Nadal wszystkie układanki, nawet te najmniejsze, są wkomponowane w całość i mają swoje logiczne uzasadnienie i wytłumaczenie. Ta swoboda jest wielką zaletą. Brak liniowości i możliwość grania po swojemu (za każdym razem troszkę inaczej) jest wielkim plusem.

Gdy ja siadałam do tej gry, miałam zamiar bawić się nią bardzo powoli z namaszczeniem. Smakować każdy moment, bo to już koniec tej serii. Jednak z czasem chciałam ją ukończyć jak najszybciej i tylko trudność łamigłówek, nie pozwalała mi na dokonanie tego.


Obrazek


Co spowodowało takie odczucie? Grafika. Jak można było w ostatniej części zamienić aktorów na kukiełki? Opiszę jednak dokładniej, co było ładne, a co brzydkie w moim odczuciu. Obraz w pełnym 3D renderowany w czasie rzeczywistym jest niesamowity dla wszystkich, którzy nie mieli okazji zobaczyć wcześniejszych gier. Pozwala nam na pójście w każde miejsce i spojrzenie na każdą rzecz. Mamy do zwiedzania cztery wieki i każdy znacznie się różni od siebie. Świat nadal jest pięknym wspaniałym organizmem, ale o sztucznym wyglądzie. Wiatr nadal hula po niebie przeganiając chmury. Gdy patrzymy tylko na krajobraz, który nas otacza, to zapiera dech w piersiach swoją urodą. Zjawiska atmosferyczne wyglądają jak w rzeczywistym świecie. Wszystko razem nas pochłania, wstrząsy tektoniczne dają wrażenie, jakby naprawdę za chwilę krzesło miało odjechać spod siedzenia, co niechybnie skończyłoby się upadkiem. Przyjacielskie stworzonka potrafią wywołać burzę piaskową potrzebną nam do uruchomienia np.: wiatraków i wygląda to autentycznie. Budowle, jakie zostały wzniesione mają wspaniały wygląd i są dopracowane w każdym szczególe. Obserwatorium to wielki kunszt artystyczny grafików, jak również wielki szyb, który poznajemy na początku gry.

Więc trzeba zapytać, o co chodzi?

No właśnie, świat jest piękny, żywy, bardzo dopracowany, ale postacie w nim są jakby dodatkiem. Nie stanowimy z nim jedności, nie ma pełnej harmonii. Mimika, gest, słowa nijak nie nadążają za ścieżką dźwiękową, co sprawia dziwne wrażenie. Gestykulacja rąk, spacerowanie naszych bohaterów, nie pasuje do wypowiadanych kwestii.. Poruszanie się postaci wygląda sztucznie, jakby pływały o­ne w powietrzu. Gdzieś zniknęli aktorzy twardo stąpający po ziemi, a zastąpiły je kukiełki teatralne, które ktoś źle pociąga za sznurki. Jakby tego było mało, z Esherem porozmawiać nie mogę, tylko wysłuchuję jego monologów. Gdyby moja znajomość angielskiego pozwalała zamknąć oczy i tylko go słuchać nie patrząc na niego, to jeszcze bym jakoś to zniosła, a tak miałam ochotę go wyłączyć. Po niesamowitych wrażeniach, jakie odczuwałam w Myst IV tutaj przyszło rozczarowanie, zostało na siłę poprawione to, co było idealne, powodując odwrotny efekt. Zwierzęta i dziwne stworki również nie współgrają z przyrodą. Ich ruch przypomina poruszanie się źle naoliwionych robotów. Bardzo mi to popsuło odbiór tej części gry. Choć animacje są nadal piękne, na wysokim poziomie. To jazda windą wygląda inaczej, ja jestem jej obserwatorem z boku, choć do niej wsiadłam. Uruchamiane urządzenia nadal cieszą oczy, ale nie wszystko już jest takie piękne. Dzienniki, jakie znajdujemy w czasie rozgrywki, mają bardzo niewyraźną czcionkę i trzeba zgadywać, co tam jest napisane. Lepiej mają zdecydowanie Ci gracze, którzy znają perfekcyjnie język angielski i takie podpowiedzi nie są im potrzebne, mi jednak niewyraźna czcionka utrudniała grę.

Ktoś, kto nie zna całej serii, nie śledził jej rozwoju, nie zrozumie, o czym piszę i pomyśli, że baba się czepia. Przecież grafika jest wręcz zjawiskowa, ale każdy, kto grał w „Objawienie” pełne harmonii i wdzięku zrozumie moje rozczarowanie. Tej grze zabrano magię i czar na rzecz nowinek technicznych. Nie wiem komu to miało służyć?

Wprawdzie nie to jest najważniejsze i nie dlatego siadałam do tych gier, ale spodziewałam się po ukończeniu czwartej części takich samych wrażeń estetycznych; niestety się zawiodłam.


Obrazek


Kolejna sprawa to oprawa audio. Tym razem do zrobienia oprawy muzycznej poproszono Tima Larkina. Chyba swą muzykę skomponował na kolanie, tak "na odwal się". o­na nie porywa, nie wywołuje dreszczy idących wzdłuż kręgosłupa. Nie zapada w pamięć. Wplątane są motywy z pierwszej części i z każdej kolejnej po troszkę, powodując bezładną plątaninę dźwięków, pomieszaną z odgłosami uruchamianych mechanizmów. Muzyka przestała dostrajać się do świata, brzęczy obok.. Nie buduje napięcia, nie koi nerwów, gdy tego wymaga gra, brzęczy dosłownie jak uciążliwa mucha. Czasami słychać jakiś lepszy kawałek utworu, ale tak sporadycznie, że aż łezka się kręci w oku. Głosy aktorów wprawdzie pasują i są miłe dla ucha, ale jak pisałam wcześniej nie współgrają z mimiką. Yeeshika, gdy odwraca się do nas tyłem jest bardzo słabo słyszalna. Po przepięknej muzyce z Myst III i IV tutaj przychodzi kolejne rozczarowanie tym, czym uraczyli nas producenci. Czy wasze odczucia będą takie same?

Obrazek


Kolejną innowacją jest sposób poruszania się mamy trzy tryby.


Tryb klasyczny (mysz+klikanie): opartemu na wskazywaniu i klikaniu jednym przyciskiem myszy, zwiedzanie generowanego w czasie rzeczywistym trójwymiarowego świata. Wystarczy tylko kliknąć, aby przejść dalej!

Tryb klasyczny „Plus”: to metoda przejściowa, łączącą najlepsze cechy, trybów klasycznego i swobodnego. Kursor myszy zawsze pozostaje w centrum widoku, a kiedy się uaktywni, wystarczy kliknąć, aby przejść dalej. Przytrzymując klawisz myszy poruszamy się szybciej.

Tryb trzeci swobodnego ruchu (zaawansowany): idealny dla graczy i poszukiwaczy przygód, którzy lepiej czują się swobodnie przemierzając trójwymiarowy świat. W tym trybie mamy pełną kontrolę nad przemieszczaniem się oraz nad ruchem kamery. Jeśli to miało przyciągnąć innych graczy to myślę, że producent się zawiódł. Na pewno żaden fan RPG nie zasiądzie do Mysta, choć cała gra ze wszystkimi wyjaśnieniami nie wymusza zagrania w jej poprzednie odsłony. Wszystko będzie jasne i czytelne.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie zawiodła a mianowicie jej zakończenie. Zrobiłam zapis gry w odpowiednim momencie, aby móc zobaczyć cztery różne finały, ale żaden nie był zgodny z moimi oczekiwaniami. Nie było na koniec żadnych fajerwerków, o­na po prostu się skończyła. Jak na ostatnią część, Myst 5 zdecydowanie wypadł słabo; to tak jakby producenci chcieli zakończyć szybko produkcję, bo za chwilę zabraknie prądu.

Możemy w opcjach ustawić wszystko, co możliwe, głośność dźwięków, napisy, obraz w innej rozdzielczości i całą masę innych rzeczy. Wprowadzono również, po raz pierwszy, program zabezpieczający przed kopiowaniem, co ma wpływ na jej od instalowanie, a następnie ponowną instalację. Występują błędy i trzeba mieć pojęcie o czyszczeniu rejestru Windows’a, aby grę ponownie zainstalować. To wszystko razem miało wpływ na moją końcową ocenę. Technika popsuła tę produkcję i zasługuje tylko na 8/10.


Zalety
+ zagadki
+ fabuła
+ trzy sposoby poruszania się
+ grafika mimo wszystko
+ atmosfera gry
+ możliwość grania przez nowicjuszy nieznających całej serii


Wady
- to już ostatnia część
- brak harmonii
- zakończenie
- problemy z programem zabezpieczającym grę przed kopiowaniem
- nieczytelna i brzydka czcionka

Wróć do „Myst V: koniec wieków”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość