The moment of silence - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2563
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 43 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Mężczyzna

The moment of silence - recenzja

Postautor: Adam_OK » 14 lipca 2013, 13:40

Obrazek

Jaka będzie nasza przyszłość tego nikt nie wie. Nie wiadomo, co nam przyniesie nie tylko następny wiek, rok ale także co zdarzy się dnia następnego. Pomimo tego, każdy lubi sobie czasem zastanowić się nad swoją przyszłością i każdy ma jakieś jej wizje. Niektórzy te wizje wykorzystują do zarobienia pieniędzy tworząc filmy lub gry na nich oparte. Panowie z House of Tales też mieli taką wizję i przedstawili ją w swojej grze zatytułowanej „Moment of Silence”

W tej grze akcja toczy się na przełomie września i października 2044 roku. Jej głównym bohaterem jest niejaki Peter Wright, który pracuje w biurze zajmującym się na zlecenie rządu kampanią na rzecz wolności słowa i zakazem szyfrowania danych. W tej wizji przyszłości rząd jest inny niż obecnie, bo nie ma już państw w naszym współczesnym rozumieniu tego pojęcia. Świat jest jednym wielkim państwem, a faktyczną władzę nad nim sprawują globalne korporacje. W takim, zdawałoby się, dobrze ułożonym świecie dzieje się nagle coś dziwnego. Otóż do mieszkania sąsiadów Petera „przychodzi w odwiedziny” ;) jednostka antyterrorystyczna i zabiera „na mały spacer” ;) ojca rodziny. Peter wyczuwa jednak, że coś jest nie w porządku i próbuje jakoś pomóc żonie i synkowi porwanego. Jego przeczucie potwierdza się, gdy okaże się, że według miejscowej (czyli nowojorskiej) policji od 2 tygodni nie było żadnej akcji w rejonie, w którym Peter mieszka. Jak się później okaże wywleczony siłą ze swego mieszkania Graham Oswald wpadł na trop spisku i jako osoba niebezpieczna dla kilku „grubych ryb” został usunięty. Jednak jego walkę podejmuje Peter, który próbuje go odnaleźć i jednocześnie wyjaśnić przyczyny zajścia, którego był świadkiem. Aby tego dokonać nasz bohater będzie poszukiwał śladów nie tylko w różnych dzielnicach Wielkiego Jabłka, ale także w Portoryko, stacji kosmicznej czy mroźnej Alasce. To, co odkryje zaskoczy nie tylko Petera, ale także niejednego gracza. Tak pokrótce wygląda fabuła tej gry, która według mnie jest dosyć interesująca i intrygująca. Może nie ma ona tak wielkiej siły przykuwania do monitora, jak to miało miejsce choćby w Still Life czy Najdłuższej Podróży, to nie rozwija się tak strasznie wolno jak choćby w Ni.Bi.Ru. Ot, takie stany średnie.

Obrazek

Niestety, nawet do stanów średnich nie można zaliczyć zagadek występujących w grze. W końcu to przygodówka, a jak wiadomo zagadki to bardzo ważny ich element. Tu niestety tak na dobrą sprawę mamy raptem dwie [sic!] – jedną na platformie polegającą na znalezieniu kodu do windy i drugą w tzw. „grande finale”, gdy musimy tak poprzestawiać anteny satelitarne, aby zakłócić transmisję. Jak widać ilość zagadek jest żenująco mała, a ich jakość niewiele lepsza. Dlaczego? Ano dlatego, że ta pierwsza jest banalna, wystarczy przeczytać odpowiedni wpis z pamiętnika Grahama i już, a ta druga, choć trudniejsza (ale wykonalna ;) ), to jednocześnie bardziej denerwująca ze względu na dużą ilość biegania miedzy poszczególnymi antenami. Pozostałe zadania stawiane nam przez twórców polegają na znajdowaniu różnych przedmiotów i używanie ich we właściwym miejscu. Jak dla mnie trochę to denerwujące, że tak rzadko trzeba wysilić swój umysł, choć na szczęście nie trzeba też wysilać zbytnio swych palców, bo elementów zręcznościowych w tej grze nie ma ;) I dobrze, bo to by działało jeszcze bardziej na niekorzyść dzieła panów z House of Tales.

Wkurzający jest nie tylko niedobór zagadek, ale także interfejs. Choć nie jest on całkiem skopany, to jednak ma pewne wady, związane głównie z pracą kamer. Chodzi o to, że czasem nasz bohater ustawi się w takiej pozycji, że ciężko jest się przemieścić do sąsiedniej lokacji. Mnie spotykało to zwłaszcza w sklepie na Greenwich Village gdy chciałem z niego wyjść. I choć dało się to jakoś obejść, to uczucie niesmaku pozostawało ciągle, gdyż poprawienie tej usterki nie wymagało zbyt wielkich poświęceń ze strony twórców gry. Podobną niedoróbkę spotykamy na Alasce, przy głównym komputerze. Do tego miejsca łatwo wejść, ale z wyjściem trzeba się nieźle nagimnastykować. Poza tym trochę nie najlepiej wykonano pasek z przedmiotami, gdyż na raz widać ich maksymalnie kilka, co zmusza do częstego przewijania tego paska w celu odnalezienia właściwej rzeczy. W interfejsie dziwnie rozwiązano też kwestie dialogów. Otóż linie dialogowe, które wybieramy podczas rozmów wyświetlane są na dole ekranu, natomiast kwestie wypowiadane przez poszczególne postacie pojawiają się na górze monitora. Ktoś chyba nie był pewny, gdzie je umieścić i zdecydował się na połowiczne rozwiązanie, które w tym wypadku jest najgorsze z możliwych.

Obrazek

A skoro jesteśmy przy dialogach ;) to są one największą bolączką gry. I nie chodzi mi tu o źle dobrane głosy postaci, bo tak nie jest, ale o ich długość. Otóż według dostępnych mi źródeł, to na potrzeby gry nagrano od 7 do 8 godzin rozmów. To (delikatnie mówiąc ;) ) trochę za dużo, gdyż jeśli uwzględnimy, że możemy porozmawiać z 35 osobami, to przy 7 godzinach dialogów daje średnio 12 minut [sic!] na jedną rozmowę. I choć średnie bywają mylące (np. jeśli policzymy średnią ilość nóg człowieka i psa podczas spaceru ;) ), to tu oddaje ona doskonale faktyczny stan rzeczy. Osobiście nie miałbym nic przeciwko tak długim dialogom, gdyby nie to, że ich większa część to pogaduszki o pierdołach, a tylko niektóre zdania są istotne dla przebiegu gry. Twórcy po prostu przesadzili z długością pogaduszek, bo równie dobrze tę samą treść można było przekazać skracając dialogi dwukrotnie. A tak gra jest przegadana i chyba nikt nie nabierze się na ten wybieg mający na celu sztucznie wydłużyć grę i będzie skracać sobie dialogi wciskając LPM.

Teraz nadeszła kolej na omówienie pozostałych kwestii technicznych, czyli oprawy audio – wizualnej. Ta pierwsza, czyli muzyka jest po prostu znakomita, dawno już nie słyszałem czegoś równie udanego. Ta muzyczka buduje klimat gry, łatwo wpada w ucho i zostaje tam na dobre ;) Podoba mi się ona głównie dlatego, że jest odpowiednio dobrana zarówno do lokacji, które aktualnie zwiedzamy, jak i do wydarzeń, które obserwujemy. Do towarzyszących nam odgłosów też się nie mogę przyczepić, po prostu brzmią tak, jak brzmieć powinny. Z tegorocznych*) premier chyba tylko Still Life miało równie udaną ścieżkę dźwiękową. Jeśli zaś chodzi o stronę wizualną gry, to w sumie należy ja zaliczyć do pozytywnych aspektów gry. Dlaczego? Bo po prostu gra jest ładna, kolorowa, postacie są całkiem dobrze renderowane i nie poruszają się jak pokraki;) Ba, nawet potrafią biegać z gracją, a nasz bohater potrafi nawet nie przerywać biegu gdy poruszą się po schodach ;) (co jest nowością w przygodówkach) Gdy Peter tak biega, to często podąża (na wzór filmowy) za nim kamera i w efekcie uzyskujemy ładnie wyglądające rozmycie. Może to bajer, ale wykorzystany tu dość często i to z dobrym skutkiem. Przyjemne odczucia towarzyszą nam także podczas oglądania animacji. Są one dynamiczne, pełne akcji, starannie wykonane i udźwiękowione. Bardzo ładnie wyglądają na nich „fajerwerki”, szczególnie w outrze.

Do plusów gry zaliczyć należy też polonizację. Wykonano ją w sposób kinowy, a więc jedynie kwestie pisane pojawiają się w naszym ojczystym języku, a kwestie mówione są w wersji oryginalnej ;) Podczas gry nie wychwyciłem jakichś błędów ortograficznych czy stylistycznych. Jedyne, co rzucało się w oczy, to to, że czasem ktoś nie dopasował napisu do długości wersu, co sprawiało, że powstawała taka „odwrócona piramidka słowna” i zdanie, które powinno zmieścić się w dwóch wersach zajmowało ich pięć i to w taki sposób, że nawet pojedyncze słowa nie mieściły się w jednej linijce. Trochę to dziwnie wyglądało, ale na szczęście to zjawisko nie było zbyt powszechne.

Podsumowując za 30 zeta otrzymujemy przegadaną grę z małą ilością zagadek, ale z dobrą oprawą audio – wizualną i niezłą(choć nie rewelacyjną) fabułą. W sumie uważam ją jednak za produkt udany(zwłaszcza przy obecnej ilości premier) i warty swej ceny, ale jestem też przekonany, że ta gra do klasyki gatunku nie przejdzie.


PODSUMOWANIE:

OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+niezła fabuła
+muzyka
+grafika
+animacje
+bieganie po schodach ;)
+polonizacja

WADY:

-za dużo dialogów
-za mało zagadek
-problemy z interfejsem

*) oryginalnie recka została napisana w 2005 roku.
Obrazek

Wróć do „Moment of silence, The”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość