Martin Mystere: operation Dorian Gray - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2525
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 40 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 32 razy
Płeć: Mężczyzna

Martin Mystere: operation Dorian Gray - recenzja

Postautor: Adam_OK » 14 lipca 2013, 13:28

Obrazek

W naszym pięknym kraju zazwyczaj trzeba długo czekać na premiery gier przygodowych. Czasem jest to „zaledwie” kilka miesięcy, innym razem kilka lat, a nieraz gry wydane wiele lat wcześniej na Zachodzie nie zostały wydane u nas nigdy. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby ten ostatni przypadek spotkał opisywaną tu grę. Na szczęście z pomocą graczom przyszło jedno z branżowych pisemek i zamieściło ją na swoim cover DVD. Za to należą im się duże brawa, ale czy na takie same zasłużyła sama gra? Dowiecie się z tego tekstu.

O produkcie tym można powiedzieć, że jest to „egranizacja” włoskiego komiksu, którego głównym bohaterem jest Martin Mystere – domorosły detektyw pomagający policji w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. Pewnego dnia dostaje telefon i dowiaduje się, że pewien profesor, nazwiskiem Eulenberg, został zamordowany we własnej posiadłości. Martin ma tam się pojawić, aby pomóc w poszukiwaniu wskazówek, dzięki którym uda się wyjaśnić tę sprawę. Jak się okaże, nie jest ona taka prosta i oczywista, z czasem dowiemy się, że ma ona sporo wspólnego z pewnymi azteckimi wierzeniami, co oznacza, że Martin będzie musiał „zahaczyć” o Meksyk. Oprócz tego odwiedzi on takie miejsca jak nowojorskie muzeum, klub ze striptizem i sklepik swego przyjaciela. A wszystko w ciągu 8 aktów, które zaprowadzą nas do rozwiązania zagadki. Oczywiście, o ile ktoś dotrze do końca, bo jak widać fabuła ani jakaś oryginalna (znowu Aztekowie i udaremnienie planów pewnego szaleńca) ani bardzo wciągająca. Owszem, jest parę zwrotów akcji, kilka ciekawych wątków, ale to trochę za mało, aby siedzieć przy grze z zapartym tchem. Ogólne wrażenia to stany średnie i tak właśnie ocenię ten element gry.

Obrazek

W górnych stanach średnich plasuje się również grafika. Mnie osobiście bardzo podobała się willa zamordowanego profesorka (szczególnie z zewnątrz) oraz aztecka świątynia w Meksyku, choć reszta lokacji nie odbiegała wiele poziomem od tych wspomnianych przeze mnie. Nieco gorzej było z wyglądem postaci, które były trochę kanciaste. Dotyczy to głównie samego Martina, który (cytując jednego z pozostałych „zielonych”) „wygląda jak NRD - owski piłkarz”, ale nie tylko. Podobny zarzut można postawić wobec Javy – prywatnego „goryla” (mowa o wyglądzie, bo goryl jest od niego inteligentniejszy ;) )Martina i jego żony (ta też jest troszkę kanciasta, ale jest również zaokrąglona w pewnych miejscach) oraz innych osób. Nie jest to jakaś wielka uciążliwość, ale wygląda to nieco niechlujnie, jakby twórcom nie chciało się tego poprawić. Szkoda, bo mogło być naprawdę ładnie.

Kontynuując wątek techniczny wspomnę teraz o oprawie audio. O ile o dźwiękach za wiele powiedzieć nie muszę, bo są tradycyjne – czyli wszystko w normie, o tyle warto wspomnieć o muzyczce. Jest ona naprawdę dobra, kto wie, może to najlepszy element gry? Na pewno słucha się tego całkiem przyjemnie i nie ogarnia chęć wyłączenia głośników, a to naprawdę duża pochwała.

Na takie same pochwały na pewno nie zasłużył interfejs. Jest to co prawda klasyczne point&click, lekko tylko zmodyfikowane. Niestety te modyfikacje nie przypadły mi do gustu. Pierwszą z nich jest przypisanie klawisza F1 do menu gry, co jest niewygodne, bo jestem przyzwyczajony, że za menu odpowiedzialny jest klawisz Esc. Inna wada to dość mała ilość slotów na sejwy – zaledwie 8. Co prawda zazwyczaj używam ich niewiele więcej, ale jakby było ich drugie tyle, to byłoby w sam raz. Kolejna wada, to taka, że napisy są wyświetlane w zaledwie jednym wierszu, co oznacza, że przy dłuższej kwestii dialogowej lub dłuższym opisie przedmiotu trzeba się sporo naklikać, aby przewinąć cały tekst. Zapewne wybieg ten zastosowano, aby wydłużyć nieco czas potrzebny na ukończenie gry (podobnie jak fakt, że Martin nie umie biegać), a jako, że takich rzeczy nie lubię, więc za interfejs gra ma u mnie minusa.

Obrazek

No dobra, ale to była zaledwie przystawka, teraz czas na danie główne jakim są zagadki. Niestety, nie jest to kawior czy homar, a zaledwie wczorajszy schabowy ;) Oznacza to, że po pierwsze nie ma ich zbyt wiele (można je policzyć na palcach jednej ręki), a po drugie nie powalają jakością. Na domiar złego do rozwiązania jednej z nich potrzebny jest kod zawarty w liście dołączanym do tradycyjnego pudełka, a jako że to nie jest wersja pudełkowa, więc tego listu nie było w pisemku. Oznacza to, że ta zagadka byłaby nierozwiązywalna gdyby nie zachodnie serwisy „growe” i solucje w nich zamieszczane. Nie jest to wina producenta gry, niemniej nie można o tym nie wspomnieć. Pozostałe zagadki to tradycyjne zbieranie wszelkiego możliwego żelastwa i innych rupieci, przy czym nie wszystkie się do czegokolwiek przydają. To bywa strasznie mylące i wkurzające, dlatego za to również odejmę nieco z końcowej oceny.

A jaka będzie ta końcowa ocena? No cóż, mimo swoich wad, gra jest całkiem przyzwoita i godna uwagi. Co prawda, jest to pozycja „na raz”, ale ten raz wspominam całkiem miło, dlatego gra dostanie ode mnie dość dobrą notę.


OCENA GRY: 7/10

ZALETY:
+ muzyka
+ niezła grafika
+ przyzwoita fabuła

WADY:
- niedopracowany interfejs
- mała ilość i niezbyt wysoka jakość zagadek
- kanciaste postacie

Obrazek

Wróć do „Martin Mystere: operation Dorian Gray”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość