Kurs: wyspa skarbów - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2422
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 30 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Kurs: wyspa skarbów - recenzja

Postautor: Adam_OK » 07 lipca 2013, 16:41

Obrazek

Pamiętacie grę „Powrót na Tajemniczą Wyspę”? Została ona wydana u nas w zeszłym roku i zdobyła serca wielu graczy. A stało się tak za sprawą ciekawej fabuły, ładnej grafiki i możliwości łączenia i rozłączania przedmiotów na wiele sposobów. A czy chcielibyście przeżyć coś podobnego raz jeszcze? Jeśli tak, to obierzcie kurs na Wyspę Skarbów!

Na Szmaragdowej Wyspie można bowiem znaleźć wiele interesujących rzeczy. Przede wszystkim przeżyjecie tu wiele ciekawych przygód śledząc losy Jima Hawkinsa. Przybył on tutaj, gdyż pewnego razu do okienka w jego kajucie zastukała papuga Długiego Johna Silvera przynosząc wiadomość od swego pana. Mówiła ona m.in. o wielkim skarbie ukrytym gdzieś na wspomnianej wyspie, zawierała też pierwszą wskazówkę, gdzie należy go szukać. Jak łatwo się domyśleć chętnych za szybkie wzbogacenie się jest co najmniej o kilku za dużo, więc nie ma czasu do stracenia. W końcu byli towarzysze obu wymienionych piratów pragną nie tylko przejąć kontrolę nad bogactwem, ale również zemścić się na nich. Stawka jest więc bardzo duża, ryzyko porażki oznaczającej śmierć również, więc trzeba zakasać rękawy i brać się do roboty. Nietrudno się domyśleć, że tę pracę wykona gracz, to on bowiem kieruje poczynaniami Jima. Nim uda się ją wykonać trzeba będzie przemierzyć całą wyspę wzdłuż i wszerz i to niejeden raz. A cóż takiego na niej znajdziemy? Oprócz plaży i palm są tu również bagna, jaskinie, kopalnia i rwąca, pełna krwiożerczych ryb rzeka. To oczywiście nie wszystko, więc na monotonię terenu narzekać nie można. Szkoda tylko, że „zwiedzenie” tych wszystkich miejsc nie zajmuje wiele czasu. Mnie się udało to w zaledwie 6-7 godzin, czyli bardzo mało. Nie można więc powiedzieć, że „Kurs: Wyspa Skarbów” to propozycja na długie, zimowe wieczory, co najwyżej na jeden długi wieczór.

To w zasadzie jedyny poważny zarzut jaki można postawić tej produkcji. Dużo lepiej jest pod innymi względami, np. zagadek. Pochwalić twórców należy przede wszystkim za ich ilość oraz różnorodność. Wśród nich są np. bożek na plaży, zagadka z kołami pełnymi różnych symboli czy zagadka z podwójnym sztyletem. Większość z nich wchodzi w skład większej całości nazwanej „Łamigłówką”, której rozwiązanie oznacza zarówno odnalezienie skarbu, jak i samego Długiego Johna. Wbrew pozorom to nie był koniec gry, po tuż potem pojawiała się kolejna „Łamigłówka” – tym razem jej twórcami byli Majowie. Muszę przyznać, że to chyba najlepszy i najciekawszy fragment rozgrywki, gdyż postawiony problem był dosyć trudny, składał się z dwóch części i wymagał poświęcenia mu sporej ilości czasu i uwagi. Oczywiście wszystko było logiczne i można było dojść do końca bez pomocy sił wyższych (czyt.: solucji). Ponadto w grze trzeba będzie zawiązać wiele węzłów (w końcu nasz bohater to marynarz, więc to dla niego nie pierwszyzna). Trochę mi to przypominało włamywanie się na różne serwery w „Broken Sword 4” – jedna zagadka w kilku wariantach. Podobnie jak i tam jej zasady było opanować bardzo łatwo i dawało to równie wiele uciechy.

Obrazek

Wydawać by się mogło, że program zawierający taką ilość zadań umysłowych jest trudny. Tak mówi teoria, ale praktyka jest zupełnie inna – większość tych zagadek rozwiązuje się praktycznie od razu, co sprawia, że gra jako całość jest stosunkowo prosta. Wpływa na to również fakt, że nie ma w niej żadnych elementów zręcznościowych czy czasówek (choć i tak kilka razy można zginąć). Tu liczy się przede wszystkim twój umysł, a nie zręczne palce. Wiadomość ta ucieszy zapewne wielu z graczy, mnie oczywiście również. W efekcie za łamigłówki należy się studiu Kheops uznanie, choć gdyby były one nieco bardziej skomplikowane, byłoby zapewne znacznie ciekawiej.

Mimo tego, i tak jest interesująco, a to dzięki m.in. ponownej możliwości zabawy z przedmiotami. Zabawa ta to oczywiście łączenie ich ze sobą i tworzenie w ten sposób nowych rzeczy. Można też wykonać czynność odwrotną – rozłożyć wiele z nich na czynniki pierwsze w celu uzyskania części, którą wykorzysta się do skonstruowania czegoś innego. Wszyscy ci, którzy grali we wspomniany wcześniej „Powrót...” wiedzą o co chodzi, bo nie tylko idea, ale sposób, w jaki wcielamy ją w życie jest taki sam, jak wcześniej. Jedyne, co różni oba tytuły, to fakt, że w grze o perypetiach Miny było sporo więcej wariantów połączeń, przez co gra była sprawiała wrażenie nieliniowej. Niemniej, to co jest i tak daje dużo przyjemności.

Kontynuując wątek podobieństw między w/w tytułami nie można nie wspomnieć o grafice. W końcu w obu jest ona bardzo starannie wykonana, kolory są żywe, ba niektóre lokacje mają zbliżony wygląd do tych, które widzieliśmy oczami Miny. Jednak to, co najbardziej rzuca się w oczy, to styl animacji. W związku z tym ponownie zamiast filmików (te ostatnie również są – można je zobaczyć na początku i na końcu naszej przygody) ujrzymy coś w rodzaju komiksu. Traci na tym nieco dynamika, ale zyskuje klimat gry.

W budowaniu tego ostatniego pomaga również udźwiękowienie. Dobrze wykonano różne odgłosy np. wystrzału armatniego czy też spadających kamieni. Oczywiście dźwięki to nie wszystko, bowiem w grze mamy możliwość posłuchania kilku melodyjek. Są one bardzo zróżnicowane – jedne są żywe i skoczne, inne trochę nastrojowe i dużo wolniejsze, jeszcze inne budują napięcie i podnoszą nieco poziom adrenaliny we krwi. Co prawda, dość często się one powtarzają, więc po dłuższym obcowaniu z grą mogą trochę się znudzić, niemniej nie na tyle, aby wyłączyć głośniki. Jak dla mnie muzyka to jeden z lepszych elementów tej produkcji.

Obrazek

Jeśli zaś chodzi o sterowanie – weterani „Powrotu...” czy też „Podróży na Księżyc” od razu zorientują się, jak on działa, innym zajmie to raptem pół minuty więcej. Ogólnie rzecz biorą sprawa wygląda tak – polecenia wydajemy myszką np. prawym przyciskiem otwieramy inwentarz. Nim jednak coś do niego trafi znajdzie się to w strefie pośredniej, ale wystarczy wcisnąć jeden przycisk i już ląduje w ekwipunku. Łączenie przedmiotów również odbywa się na zasadach znanych z w/w gier – wystarczy wszystkie „części” przeciągnąć do strefy łączenia i po chwili otrzymujemy efekt naszych działań. Wszystko jest naprawdę proste i nawet przedszkolak nie miałby problemów z opanowaniem interfejsu.

Na koniec kilka słów o polonizacji. Po pierwsze jest to pełne spolszczenie, więc nie usłyszymy tu angielskich głosów. Ja narzekać na to nie zamierzam, bo polscy lektorzy są naprawdę nieźli – przede wszystkim dobrze dopasowano poszczególne głosy do postaci. Poza tym czcionka użyta w grze jest czytelna, ma odpowiedni rozmiar, a w tekście pisanym praktycznie nie ma literówek, o poważniejszych błędach nie wspominając. Do tego polski wydawca dodał bardzo przyzwoitą instrukcję, zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej. A cena – niecałe 50 złotych jest na rozsądnym poziomie.

Na koniec mała powtórka z rozrywki – pamiętacie, że pisząc o grze „Podróż na Księżyc” nazwałem ją klonem „Powrotu...”, gdyż te gry wykazywały podobieństwo takie, jakie było między dwoma moimi koleżankami ze studiów, które nazywaliśmy klonami. „Kurs: Wyspa Skarbów” też jest w pewnym sensie klonem „Powrotu...”, tyle że tu słowo „klon” ma takie samo znaczenie, jak w genetyce. W końcu oba tytuły mają praktycznie te same zalety i te same wady. A skoro tak, to i ocena końcowa będzie taka sama.


OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ ciekawa fabuła
+ dużo różnorodnych zagadek
+ świetna grafika
+ bardzo dobra muzyka
+ łączenie przedmiotów
+ dobra polonizacja
+ brak zręcznościówek

WADY:
- zdecydowanie za krótka
- trochę zbyt prosta

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Kurs: wyspa skarbów”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość