Książę i tchórz - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2543
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 41 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 32 razy
Płeć: Mężczyzna

Książę i tchórz - recenzja

Postautor: Adam_OK » 07 lipca 2013, 16:37

Obrazek

Wiele osób, szczególnie tych z dużo starszego pokolenia (do którego należał m.in. mój ojciec), uważa że bajki są tylko dla dzieci. Pogląd ten jest mocno nieaktualny co najmniej od czasu premiery pierwszego Shreka. Nim jednak ona nastąpiła, wydano grę „Książę i Tchórz”, którą można określić jako baśń dla osób w różnym wieku. Na jakiej podstawie tak uważam? Przeczytajcie ten tekst, a się dowiecie.

Wcielamy się w niej w postać Galadora, którego dusza trafiła za sprawą pewnego demona do ciała księcia. Pech chciał, że książę ten miał się właśnie pojedynkować z rycerzem. Był to Czarny Rycerz, niepokonany w walce na śmierć i życie. Jako że nasz bohater odwagą nie grzeszył, najzwyczajniej w świecie uciekł, wybierając życie. Jakby tego było mało, obudził on Arivalda – maga, który umarł w tajemniczych okolicznościach tysiąc lat wcześniej. Z jego pomocą zamierza odzyskać swe ciało, nawet gdyby miał pójść po nie aż do Piekła. Tylko jak przekonać maga do działania, skoro on woli sobie pić spokojnie piwko? To będzie jedno z zadań gracza, bynajmniej nie najtrudniejsze. O tym jednak za chwilę, skupmy się teraz na losach Galadora. Będzie on musiał przejść prawdziwą ścieżkę zdrowia, odwiedzając miasto, dwa zamki (z czego jeden pełen potworów), siedzibę Pana Słońce i inne lokacje. Niekiedy napotka na swej drodze przyjaźnie nastawione postacie, innym razem naprzeciw niego staną wampiry, smoki, stare baby i inne maszkary. Na szczęście Galador wykupił polisę ubezpieczeniową, więc śmierć mu nie grozi. Tylko czy uda mu się doprowadzić całą historię do szczęśliwego końca? To zależy od naszych poczynań, ale według mnie warto do niego dojść, bo fabuła jest naprawdę interesująca, mająca niemało zaskakujących rozwiązań i ciekawych splotów zdarzeń.

Wiele z nich jest nie tylko ciekawych, ale i śmiesznych. Dla przykładu przytoczę sytuację, w której nasza postać przeniosła się tymczasowo do Polski z XX wieku. Na widok poczciwego malucha Galador stwierdził, że ten pojazd jest stanowczo za mały, aby mogli poruszać się nim ludzie. Interesująco wyglądała również mina diabła, który strzegł dostępu do Piekła po tym, jak jego broń (z niewielką pomocą naszego bohatera) rozpadła się na kilka małych kawałków. Był też kupiec, który proponował wstąpienie do gildii, której członkowie zabierali biednym i dawali bogatym, „niewinny” złodziej zakuty w dyby, grabarz, który chciałby mieć szczura za przyjaciela itd. Gra pełna jest postaci, wydarzeń i dialogów wywołujących uśmiech na twarzy. Według mnie tylko dla humoru warto zapoznać się z tym tytułem, bo to jego główny atut.

Obrazek

Niestety, w równie ciepłych słowach nie mogę wypowiedzieć się o zagadkach. Powody tego są dwa – po pierwsze jest ich zdecydowanie za mało, bo można je policzyć na palcach jednej ręki. Przykładem łamigłówki jest kamienna płyta ze znakami przy wejściu do siedziby Pana Słońce. Oprócz tego można dorzucić przysięgę, jaką trzeba złożyć aby dostać kastet z diamentami i ewentualnie zaklęcie, które trzeba dokończyć, aby przywołać bóstwo. I to w zasadzie wszystko, jak widać jest tego strasznie mało jak na całą grę. Panowie z Metropolis też musieli tak uważać, bo dodali do tego zestawu jeszcze trochę zagadek innego kalibru, a mianowicie czasówki. Właściwie powinienem powiedzieć, że to klasyczne łamigłówki są dodatkiem do zręcznościówek, bo tych drugich jest zdecydowanie więcej. Jakby tego było mało, to są one strasznie trudne i choć wszystkie udało mi się przejść samemu, to dokonałem tego fartem, nie umiejętnościami. Wśród tych czasówek znajdziemy takie zadania jak kradzież buta żebrakowi, zabranie liny mnichowi, jednoręki bandyta czy na samym końcu – zmagania z głazem blokującym przejście. Na większość z nich limit czasu jest tak mały, że spóźnienie się o pół sekundy jest równoznaczne z porażką. Jak dla mnie to przesada, gdyby nie to, wówczas grę można by z czystym sumieniem polecić nawet kilkuletnim dzieciom. Choć z drugiej strony – może one mają większy refleks niż takie stare zgredy jak ja?

Za to na pewno produkcję tę można polecić tym wszystkim, którzy uważają, że 3D jest be, a 2D jest cacy. Tu bowiem wszystko jest płaskie, co wcale nie znaczy, że brzydkie. Mamy bowiem do czynienia z kreskówkowo–komiksowym stylem, po którym nie widać upływu lat. Gdyby pokazać „Księcia i Tchórza” komuś, kto o nim nie słyszał (a są tacy gracze?), to nie uwierzyłby, że wydano go w 1998 roku. Może postacie nie są idealnie wygładzone, może nie jest to rozdzielczość rzędu 1280 na 1024 pikseli, ale i tak jest ładnie i kolorowo. Podobały mi się również przerywniki filmowe, bo widać po nich, że wykonano je z odpowiednio dużą starannością. Jedyne, co mi się nie podobało, to fakt, że i intro i outro były bardzo statyczne, gdyż oba te filmiki przedstawiały maga, który opowiadał o różnych zdarzeniach. O ile w przypadku intra mogę to zrozumieć, to na koniec rozgrywki wolałbym ujrzeć na własne oczy, jak się wszystko potoczyło później, a nie tylko o tym usłyszeć. Mimo tego ta gra może się podobać.

Obrazek

Złego słowa nie powiem też o muzyce i dźwiękach. Jedne i drugie są wysokich lotów i nie odbiegają zbyt wiele swym poziomem od współczesnych produkcji. Są nawet osoby, które kawałki z tej gry mają ustawione jako dzwonki w swoich komórkach, a to o czymś świadczy. Krótko mówiąc – podczas gry nie ma sensu oszczędzanie głośników lub słuchawek, bo to, co usłyszycie, na pewno was nie rozczaruje.

Jeśli chodzi o sterowanie, to mamy do czynienia z klasycznym point & click. Jedyna drobna różnica polega na tym, że aby wykonać jakąś czynność, należy najpierw kliknąć PPM na wybranym przedmiocie lub postaci, a potem z menu wybrać właściwą pozycję. Opcje menu, takie jak zapisz, wczytaj czy wyjście znajdują się pod klawiszami funkcyjnymi od F1 począwszy. Pewną trudność może sprawiać fakt, że mamy do dyspozycji zaledwie dziesięć slotów na sejwy, ale da się z tym żyć. Ponadto, jeśli ktoś podczas gry zwinął ją na pasek, a potem ją przywrócił, to wówczas na ekranie wszystko poza Galadorem było strasznie rozmazane. Wystarczyło jednak zmienić lokację, aby wszystko wróciło do normy. Te problemy na szczęście nie są wielkie, podobnie jak fakt, że regulacja głośności muzyki i dźwięków istnieje tylko iluzorycznie, gdyż przesuwanie suwaków niewiele daje. Być może wynika to z faktu, że aby można było uruchomić grę pod windą XP, potrzebny jest specjalny patch, który nie pozwala na taką regulację. Osobiście jednak wolę móc grać i nie zmieniać głośności muzy niż mieć sytuację odwrotną.

Nadszedł czas na ocenę polonizacji. Od razu zaznaczę, że będzie ona wysoka, bo w pełni na to zasługuje. Świetne dialogi, udany dubbing (m.in. z Kazimierzem Kaczorem w roli Arivalda) i dobrze wykonane napisy. Podczas zabawy nie natknąłem się na jakieś poważniejsze wpadki czy to ortograficzne, czy inne. Dobrze dobrano też czcionkę, bo jest wyraźna i odpowiednio duża. W sumie jest naprawdę dobrze.

Ogólnie „Książę i Tchórz” to dobra gra, ale do perfekcji brakuje przede wszystkim łamigłówek, przeszkadza też nadmiar czasówek. Inne elementy są wykonane co najmniej poprawnie, więc jeśli jeszcze nie graliście w tę produkcję, to czas to nadrobić, bo warto.


OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ humor
+ niezła fabuła
+ ładna grafika
+ muzyka i dźwięk
+ świetna polonizacja
+ interfejs

WADY:

- zręcznościówki
- za mało zagadek
- trochę za krótka
- outro
- mało miejsca na zapisy

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Książę i tchórz”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość