Kajko i Kokosz w krainie Borostworów - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2390
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 28 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 29 razy
Płeć: Mężczyzna

Kajko i Kokosz w krainie Borostworów - recenzja

Postautor: Adam_OK » 11 października 2014, 19:45

Obrazek

W branży rozrywkowej od wielu lat jest tak, że gdy jakiś bohater (lub jakaś grupa bohaterów) spodoba się odbiorcy, to twórcy wykorzystują go (ich) na maksa, tworząc o nim (o nich) wszystko, co się da – komiksy, seriale animowane, gry komputerowe czy filmy fabularne. Wystarczy spojrzeć choćby na uniwersum Marvela i postacie takie jak Spider-man czy X-men lub na Galaktykę z Gwiezdnych Wojen – produktów w nich osadzonych jest bez liku. W polskich realiach to zjawisko też występuje, choć na nieco mniejszą skalę. Przykładem może być Kajko i Kokosz. Postacie te stworzył Janusz Christa w latach 70-tych poprzedniego stulecia. Początkowo ich przygody ukazywały się w formie komiksu na łamach prasy, potem jako oddzielne albumy. W latach 90-tych XX wieku zaczęły powstawać o nich gry, a jedną z nich stworzyła i wydała w 1998 roku firma Seven Stars Multimedia. O niej właśnie będzie ten tekst.

Jej akcja toczy się początkowo w Mirmiłowie, gdzie mieszkają nasi bohaterowie. Niestety, los (a dokładniej to zbójcerze) sprawia, że będą oni musieli je opuścić i udać się do Pani Przyrody z prośbą o pomoc. A sprawa jest poważna, bowiem Ofermie udało się (chyba po raz pierwszy w życiu coś mu się udało) zatruć wodę w grodzie. Jak wiadomo, bez wody nie da się żyć, więc trzeba się szybko wziąć do pracy i szukać pomocy. Cóż, nie z takimi problemami radzili sobie nasi wojowie, więc wyprawa do tytułowej krainy Borostworów im niestraszna. Jak się ona zakończy, tego nie zdradzę, powiem tylko, że nie można jej nazwać długą. Jej ukończenie zajęło mi kilka godzin, choć biorąc pod uwagę fakt, że pewne fragmenty musiałem pokonywać po kilka razy (o czym za chwilę), to pewnie wystarczyłyby mi 2, może 3 godziny. Sama zaś opowieść nie jest zbyt ambitna czy odkrywcza, niemniej potrafi zainteresować odbiorcę. I nie mam tu na myśli tylko dzieci w wieku wczesnoszkolnym, ale też i osoby starsze od nich, w końcu ja przeszedłem tę grę stosunkowo niedawno. Tak więc fabułę można zaliczyć do pozytywów.


Obrazek

Jeśli idzie o zagadki, to w większości są to zadania przedmiotowe polegające na właściwym korzystaniu z zebranego wcześniej sprzętu. Niestety, trzeba uważać co się zbiera, jak się zbiera i gdzie się tego wszystkiego używa, bo w konsekwencji można utknąć na amen i trzeba będzie powtarzać dany etap, a nawet całą grę. Przykłady? Proszę bardzo – jeśli na początku gry kwiat siły zerwiemy (a nie zetniemy nożem), to on zwiędnie i do niczego nie będzie można go użyć. Jeśli nie zabierzemy miecza dla Kajka, to Kokosz nie będzie mógł ściąć chaszczy blokujących nam przejście. Jeśli kij od miotły..., albo jeśli coś innego... – mógłbym jeszcze długo tak wymieniać, ale nie będę. Fakt jest faktem, trzeba bardzo uważać na zawartość inwentarza, którego pojemność jest, niestety, mocno ograniczona. Jakby tego było mało, to nie ma w tej grze czegoś takiego, jak łączenie przedmiotów w ekwipunku. Jeśli więc istnieje konieczność połączenia rzeczy A z rzeczą B, a obie są w kieszeniach naszych wojów, to jedną z nich należy wyrzucić na ziemię, a drugiej użyć na tej pierwszej. Poza tym nie przypominam sobie, aby w tym programie były jakieś łamigłówki puzzlowate, co w połączeniu z poprzednimi faktami (oraz z pixel huntingiem, który występuje przy okazji konieczności zabrania orzecha laskowego i czarnego kamienia) sprawia, że za zagadki daję grze minusa.

Kolejnego przyznam za grafikę, którą można określić mianem co najwyżej średniej (nawet jeśli uwzględnimy datę premiery). Owszem, jest kolorowo i estetycznie, ale nie da się nie zauważyć bijących po oczach pikseli. W moim odczuciu pierwszy Broken Sword miał ich dużo mniej, a powstał parę lat wcześniej. Podobnie The Curse of Monkey Island wizualnie ma się lepiej niż opisywany tu produkt. Nawet jeśli uwzględnimy, że wspomniane wyżej tytuły stworzyły większe, zagraniczne studia, to i tak panowie z Seven Stars mogli się nieco bardziej postarać, aby efekt ich prac był ładniejszy. Na mój gust grafika z Krainy Borostworów jest na poziomie oprawy z roku 1993-1994, a to trochę mało, aby powiedzieć o niej „ładna”. Szkoda, choć doceniam fakt, że wykorzystano w niej bogatą paletę barw i że są one żywe i głęboko nasycone.


Obrazek

Zdecydowanie lepiej jest z oprawą dźwiękową. Co prawda muzyczkę słyszymy głównie w intrze i outrze, a podczas samej rozgrywki już nie, nie oznacza to jednak, że można wyłączyć podczas niej głośniki. Wszystko za sprawą bardzo przyjemnych dla ucha odgłosów otoczenia, takich jak śpiew ptaków czy szum wody, gdy nasi bohaterowie płyną na kłodzie przez jezioro. Szkoda tylko, że dialogi nie zostały zdubbingowane, a kwestie wyświetlają się jedynie jako napisy. Mimo tego za tę część gry przyznam plusa.

Co do napisów, to przyznać muszę, że twórcy wykonali je bardzo dobrze. Nie pamiętam jakichś rażących błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych. Zapewne było kilka literówek, ale na tyle mało, że można je pominąć. Oczywiście napisy są w naszym rodzimym języku, więc w tę produkcję mogą zagrać osoby, które z angielskim czy niemieckim są na bakier.

Na koniec kilka słów o sterowaniu. Produkt ten jest typową grą point and click, więc wszystkie czynności wykonujemy myszą. Oprócz takich standardowych rzeczy, jak wskazanie, gdzie trzeba iść lub co wziąć, odpowiada ona za swobodne przełączanie się między naszymi wojami. Jest to przydatna opcja, bo niektóre rzeczy (np. te wymagające większej siły) można wykonać tylko Kokoszem. Poza tym wszystko byłoby OK., bo np. można zapisywać stan gry w dowolnym momencie. Niestety, tu też pojawiały mi się błędy. Jeśli bowiem zapisałem się „jak Bóg przykazał”, a następnie wybrałem z menu opcję „Wyjdź do DOS-u”, to taki sejw przy ponownym uruchomieniu gry nie działał. Musiałem więc znaleźć na to inny sposób, co się udało – po zapisaniu się należało zrzucić grę na pasek, a następnie kliknąć na nim PPM i z menu wybrać opcje „zamknij”. Jak widać, ta przygodówka oferuje również dodatkowe „przygody” podczas gry.


Obrazek

Pozostaje pytanie - czy warto zagrać? Szczerze mówiąc, nie potrafię dać jednoznacznej odpowiedzi, gdyż choć z jednej strony mamy niezłą fabułę, przyzwoitą (choć mogłaby być lepsza) oprawę graficzną i udaną warstwę dźwiękową, to z drugiej strony są niespecjalne zagadki, wśród których nie ma łamigłówek nieprzedmiotowych, oraz liczne momenty, gdzie można utknąć, co wiąże się z koniecznością powtarzania danego etapu. W związku z tym ostatnim ta gra ma gwarantowane miejsce na podium w moim prywatnym rankingu gier najbardziej wkurzających. W sumie wyszedł taki typowy przeciętniak, więc jeśli nie należysz do fanów twórczości pana Christy lub też przeszkadzają ci piksele w nadmiernej ilości, możesz sobie tę grę odpuścić. Pozostali mogą zagrać, ale muszą pamiętać o tzw. dead endach.

OCENA GRY: 5,5/10

ZALETY:

+ niezła fabuła
+ oprawa audio
+ swobodne przełączanie się między bohaterami
+ poprawnie wykonane polskie napisy


WADY:

- dead endy
- pikseloza
- zagadki
- problemy z zapisami

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Awatar użytkownika
jarecki83
Publicysta
Posty: 806
Rejestracja: 12 sierpnia 2013, 01:47
Lokalizacja: Zielona Góra
Podziękował(a): 10 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 11 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Kajko i Kokosz w krainie Borostworów - recenzja

Postautor: jarecki83 » 12 października 2014, 12:49

Adam_OK pisze:Owszem, jest kolorowo i estetycznie, ale nie da się nie zauważyć rażących po oczach pikseli. W moim odczuciu pierwszy Broken Sword miał ich dużo mniej, a powstał parę lat wcześniej. Podobnie The Curse of Monkey Island wizualnie ma się lepiej, niż opisywany tu produkt. Nawet jeśli uwzględnimy, że wspomniane wyżej tytuły stworzyły większe, zagraniczne studia, to i tak panowie z Seven Stars mogli się nieco bardziej postarać, aby efekt ich prac był ładniejszy. Na mój gust grafika z Krainy Borostworów jest na poziomie oprawy z roku 1993-1994.

Bo i w tych latach powstała. Pierwsza wersja ukazała się w 1994 jeszcze na Amigę i nazywała się po prostu Kajko i Kokosz. Rok później ukazała się wersja na PC, a w 1997/98 wyszła reedycja pod nazwą Kajko i Kokosz w Krainie Borostworów. Jednak jest to wciąż ta sama gra, a nie remake, stąd grafika na poziomie roku 1994.

Jeszcze parę słów odnośnie zagadek i dead-endów. Gdzieś wyczytałem, że gra oparta jest na komiksie pod tym samym tytułem (KiK w Krainie Borostworów) i należy potraktować go wręcz jako solucję (ścięcie kwiatka, a nie zerwanie itd). Ale nie wiem ile w tym prawdy - może ktoś potwierdzi lub zaprzeczy :mysli:

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2390
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 28 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 29 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Kajko i Kokosz w krainie Borostworów - recenzja

Postautor: Adam_OK » 12 października 2014, 17:25

jarecki83 pisze:
Adam_OK pisze:Owszem, jest kolorowo i estetycznie, ale nie da się nie zauważyć rażących po oczach pikseli. W moim odczuciu pierwszy Broken Sword miał ich dużo mniej, a powstał parę lat wcześniej. Podobnie The Curse of Monkey Island wizualnie ma się lepiej, niż opisywany tu produkt. Nawet jeśli uwzględnimy, że wspomniane wyżej tytuły stworzyły większe, zagraniczne studia, to i tak panowie z Seven Stars mogli się nieco bardziej postarać, aby efekt ich prac był ładniejszy. Na mój gust grafika z Krainy Borostworów jest na poziomie oprawy z roku 1993-1994.

Bo i w tych latach powstała. Pierwsza wersja ukazała się w 1994 jeszcze na Amigę i nazywała się po prostu Kajko i Kokosz. Rok później ukazała się wersja na PC, a w 1997/98 wyszła reedycja pod nazwą Kajko i Kokosz w Krainie Borostworów. Jednak jest to wciąż ta sama gra, a nie remake, stąd grafika na poziomie roku 1994.


Nawet jeśli to, co piszesz jest prawdą i grałem w reedycję z 1998 roku gry z roku 1994, to swego zdania co do grafiki nie zmienię, bo jest ona zacofana o kilka lat względem premiery tejże reedycji. Poza tym dziwi mnie, że wydając reedycję firma Seven Stars nie zrobiła choćby niewielkiego liftingu strony wizualnej i za ten brak minus się należy.

jarecki83 pisze:Jeszcze parę słów odnośnie zagadek i dead-endów. Gdzieś wyczytałem, że gra oparta jest na komiksie pod tym samym tytułem (KiK w Krainie Borostworów) i należy potraktować go wręcz jako solucję (ścięcie kwiatka, a nie zerwanie itd). Ale nie wiem ile w tym prawdy - może ktoś potwierdzi lub zaprzeczy :mysli:


Nie mam w domu komiksów o Kajku i Kokoszu, więc nie wiem, czy komiks to solucja do gry, czy nie, niemniej skoro wydano grę jako odrębna całość (bez komiksu), to powinna być możliwość jej swobodnego ukończenia bez znajomości wspomnianego komiksu, a dead-endy skutecznie to utrudniają.
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl


Wróć do „Kajko i Kokosz w krainie Borostworów”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość