Mutation of J.B. - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 10019
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 104 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 122 razy
Płeć: Kobieta

Mutation of J.B. - recenzja

Postautor: Urszula » 22 stycznia 2012, 16:09

Obrazek

UFO i pozaziemskie cywilizacje, a w szczególności ich atak na naszą kochaną planetę, były opisywane i filmowane tak wiele razy, że trudno się dziwić, że ten chwytliwy temat podjęto również w grze komputerowej. Dawno temu, bo w roku 1995, INVENTION stworzył przygodówkę (wydaną u nas przez LK Avalon), opowiadającą o perypetiach młodego chłopka, który miał tę nieprzyjemność (a może wręcz odwrotnie?) spotkać się z obcymi, a nawet wylądować na ich planecie. A jak to się stało i co pognało go aż na Ladeę?

Otóż przyjechał sobie nasz bohater na dwa tygodnie wakacji do swego kuzyna Emanuela. Perspektywa byczenia się i błogiego lenistwa w towarzystwie sympatycznego członka rodziny, w dodatku całkiem za darmo, była bardzo zachęcająca. Jednak na miejscu okazuje się, że wakacje szykują się mu mało ciekawe, bo zakwaterowanie ma być w przyczepie kempingowej. Kuzyn wspaniałomyślnie pozwala nam mieszkać u siebie, ale sam znika, nie pozostawiając żadnych środków do życia. Tutaj na scenę wkracza drugi bohater - niejaki profesor Foogl, uwielbiający konstruować przedziwne maszyny. Spec w dziedzinie biologii molekularnej, zbudował maszynę, przy pomocy której jest wstanie przeszczepić IQ człowieka do świni. Maszyną i eksperymentem zainteresowali się również obcy i potrzebują profesora na swej planecie, aby takie samo urządzenie zbudować u nich. Planują więc porwanie. Profesor, nic o tym nie wiedząc, udaje się do przyczepy Emanuela, by zwerbować go do swego eksperymentu, tym bardziej, że ten wcześniej deklarował chęć pomocy za godziwą opłatę. Na miejscu się jednak okazuje, że Emanuela brak, a jest tylko jego kuzyn. Profesor za 100 zł werbuje młodego chłopaka, aby przy jego pomocy wypróbować maszynę. Pech chce, że w trakcie eksperymentu kosmici wyłączają profesorowi pamięć, a następie go porywają, przerywając brutalnie eksperyment. W efekcie tego, nasz bohater, zamiast dać świni rozum, przybiera jej postać. Tutaj my, jako gracze musimy wejść do akcji i pomóc tytułowemu J.B odzyskać swój dawny wygląd. Dokonać może tego tylko profesor, ale gdzie o­n się podział i gdzie go szukać?. Jak skończą się losy naszego bohatera? Tego nie powiem, trzeba sobie zagrać w Mutation of J.B., aby uzyskać odpowiedź. W każdym razie losy bohaterów tej przygodówki zostały przedstawione w konwencji komiksu, a fabuła przedstawia się całkiem ciekawie.


Obrazek


Po ponad dziesięciu latach od daty jej wydania trudno chwalić, czy krytykować oprawę graficzną. Komiksowa, kolorowa, ładnie dopracowana przygodówka w trzeciej osobie może się podobać. Widać starania i dbałość o szczegóły. Postać, którą sterujemy, wzbudza sympatię, a jej wygląd świnki w przykrótkiej koszulce śmieszy. Pomimo wieku, gra działa płynnie, a animacje w trakcie całej rozgrywki są bardzo dobrze wykonane. Przygodówka ta przypomina graficznie równie starą grę pod tytułem „Podwójne Kłopoty Bud Tuckera”. Jednak w dzisiejszej dobie widać jej archaizm i pikselozę. Pamiętam, że gdy grałam w nią pierwszy raz, dawno temu, jeszcze pod systemem win 95, miałam kłopoty ze znalezieniem przedmiotów. Także teraz trzeba mi było myszką jeździć po całym ekranie, by odszukać właściwą rzecz, potrzebną do pchnięcia akcji gry dalej. Ułatwieniem jest to, że gdy się najeżdża na aktywny przedmiot, wyskakuje jego nazwa i jest wiadome, że tutaj mamy jakieś zadanie do wykonania. Jednak bolączką bardzo wielu gier wydanych przed laty było wielkie polowanie na przedmioty wielkości główki od szpilki i tutaj niestety też tak jest.

Obrazek


Sterowanie przy pomocy myszki oraz wskazywanie poleceń przy pomocy pięciu czasowników jest również znane ze starszych gier. Każdy gracz, mający odpowiedni staż, takie sterowanie zna. Mamy do dyspozycji mapę do przemieszczania się po lokacjach. Zrobienie wszystkiego, co było możliwe na danej planszy spowoduje pojawienie się nowej lokacji. Jest to dla nas ułatwieniem i podpowiedzią, że akcja gry została pchnięta do przodu. Cała ta przygodówka jest naszpikowana zagadkami przedmiotowymi. Zbieramy bardzo dużo rzeczy i wykorzystujemy je w odpowiednich momentach, bądź tworzymy nowe w ekwipunku. Nie ma żadnych puzzli czy układanek. Mimo to zadań do wykonania jest bardzo dużo i w trakcie gry nie zawsze wiedziałam, co dalej. Uważne słuchanie głównego bohatera często naprowadza gracza na dalsze zadania. Z powodu konieczności zbierania bardzo dużej ilości przedmiotów, po jakimś czasie przewijanie ekwipunku jest uciążliwe, choć zdarzyło się czasem, że znikały niepotrzebne już nam rzeczy, ale też i zbieraliśmy takie, które nigdzie nie zostały wykorzystane. Przyjdzie nam zbudować rakietę, ładunek wybuchowy, naprawić teleporter, wyprodukować truciznę, wykonać łom itp. Mamy więc sporo zabawy i to na ładnych parę wieczorów. Rozgrywkę uatrakcyjnia również fakt, że będziemy sterować dwoma postaciami: najpierw naszym tytułowym J.B., a następnie, choć krótko, kosmitą.

Obrazek


W trakcie gry towarzyszy nam miła dla ucha i nie przeszkadzająca muzyczka, ale dziwnie urywająca się za każdym razem przy zmianie lokacji, by pojawić się ponownie, gdy do niej dotarliśmy. Jednak nie jest o­na ani wybitna, ani też zła, więc specjalnie nie ma co się nad nią rozwodzić. Głosy lektorów są bardzo fajne i dobrze dobrane. Główny bohater jest dowcipny, czasem uszczypliwy, a swoje kwestie wygłasza poprawnie. Nie jest to Szymek 3D, ale również może rozbawić. Sposób prowadzenia rozmowy i kolejność zadawania pytań jest pozostawiona graczowi, ale nie ma to wpływu na dalszą grę. Najczęściej, aby uzyskać potrzebne informacje, trzeba zadać wszystkie pytania,, a ich kolejność jest mało istotna. W tekście zdarzają się niestety błędy, oraz zupełnie niezrozumiałe słowa, np.: „o niekoko hodŻn” lub „ Planta Ladea, o dva tśędne, neskór”, trafia się jednak tego niewiele i na ogół tekst jest poprawny i zrozumiały. Gra w moim odczuciu przeznaczona jest dla młodszych graczy ze względu na fabułę i komiksowa grafikę. Jednak opisanie w pamiętniku Fischera, jak traumatycznym przeżyciem było spanie z własną ziemską żoną, jest troszkę nie na miejscu. Zapisów w grze możemy wykonać nieograniczoną ilość, ale w trakcie pisania polskich znaków program potrafi się na krótką chwilę zawiesić i nie przyjąć liter charakterystycznych dla naszego języka. Nie znalazłam żadnych bugów w grze, bohater nie zginie, nie ma żadnych zręcznościówek ani czasówek. Możemy spokojnie, w żółwim tempie grać i dumać nad naszym dalszym krokiem.

Nie pamiętam w tej chwili, czy ta przygodówka była w jakiś sposób znana w czasach jej wydania i czy odniosła sukces, myślę jednak, że pomimo jej wieku, pikselozy, prostych zagadek, (choć w dużej ilości) i pomniejszych błędów warto w nią zagrać, o ile jest jeszcze do zdobycia. Moja końcowa ocena ze względu na brak połówek otrzyma 6/10, choć z czystym sumieniem dałabym jej nawet 6,5.


Zalety
+ fabuła gry
+ długość
+ ilość łamigłówek
+ humor
+ lokacje i ich dopracowanie

Wady
- sterowanie za pomocą komend
- błędy w przekładzie
- pikseloza
- muzyka urywająca się w momencie przejścia z jednej lokacji do drugiej.

Wróć do „Mutation of J.B.”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość