Snail Trek - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2757
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 61 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 36 razy
Płeć: Mężczyzna

Snail Trek - recenzja

Postautor: Adam_OK » 11 września 2019, 21:35

Obrazek

Wśród wielu gier przygodowych jest całkiem sporo tych, w których główni bohaterowie (a nieraz też i wszystkie inne postacie również) były zwierzętami. Były to np. gry o psach (także w połączeniu z innymi przedstawicielami fauny np. z królikiem), o pewnym misiu z polskiej dobranocki, powstaje gra z żyrafą w roli głównej itd. Ba, nawet są przynajmniej dwa tytuły o... karaluchach! Dlaczego więc takie ślimaki miały by być gorsze? Phil Fortier był właśnie takowego zdania i stworzył produkcję o tych mięczakach. Jaka ona jest, to o tym zaraz napiszę.

Fabuła opowiada o tym, jak czwórka śmiałków opuściła swą rodzimą planetę w poszukiwaniu innej, zdatnej do zasiedlenia. Powód takiej wyprawy jest prosty – świat, na którym żyły dotychczas nie był w stanie wykarmić aktualnej populacji ślimaków. Trzeba było znaleźć inny, bogaty w sałatę glob i na nim się osiedlić. Gdy więc wspomniana czwórka takową planetę znajdzie, to miała wysłać odpowiedni sygnał, a reszta „ślimadzkości” natychmiast miała wsiąść do swoich statków i dołączyć do pionierów. Jak się domyśleć nietrudno, nie wszystko poszło zgodnie z planem. Otóż bowiem, gdy nasze mięczaki budzą się po kolei ze stanu hibernacji okazuje się, że Pani Kapitan nie żyje. Co więcej, nie stało się tak na skutek nieszczęśliwego wypadku, ale był to efekt sabotażu dokonanego przez jednego z pozostałych członków załogi. Kto to zrobił i dlaczego, to wszystko wyjaśni się w stosownym czasie. Nie będzie go potrzeba dużo na to, aby całość doprowadzić do finału, bo choć rozgrywkę podzielono na cztery oddzielne epizody, to na ukończenie ich wszystkich wystarczą 2-3 godziny, a więc tak na dobrą sprawę jeden wieczór. I wiecie co? Tak jest najlepiej, bo historia tu opowiedziana potrafi wciągnąć i zaskoczyć. Ja, grając w kolejne odsłony nie tylko nie czułem, że tempo akcji jest ślimacze, ale wręcz przeciwnie – było ono naprawdę wartkie niczym prąd w rzece. Dałem się mu ponieść i nie żałuję. Co prawda, przez tak krótki czas trudno było mi się zżyć z głównymi postaciami i to, czy rozwiązanie całej fabuły będzie dobre czy złe jakoś miało dla mnie drugorzędne znaczenie, ale czas spędzony przy „Snail Trek” uważam za dobry.

Obrazek

Za co najmniej przyzwoity uznać mogę również poziom zagadek. Owszem, żałuję nieco, że w tych czterech częściach nie znalazło się miejsce dla jakiejś naprawdę ciekawej łamigłówki „puzzlowatej”, ale z drugiej strony w tak krótkim produkcie można to wybaczyć (choć były przykłady, że dało się to zrobić). Mamy więc same zadania inwentarzowe i wykonano je na odpowiednio wysokim poziomie. Nie są one może bardzo trudne, bo i przedmiotów do zbierania za dużo nie ma, ale najważniejsze jest to, że zadania postawione przed graczem są logiczne. Dzięki temu rozwiązuje się je przyjemnie i wpływa to pozytywnie na odbiór całej produkcji. Podobnie jest faktem, że naszą postać można uśmiercić. Może to się stać na wiele sposobów, ale konsekwencją tego jest jedynie to, że pojawia się okienko z opcjami do wyboru, a jedną z nich jest „powtórz”. Jej wybranie powoduje cofnięcie akcji gry do chwili tuż przed zgonem, więc ten ostatni nie jest irytujący, bo nie powoduje utraty postępu w grze.

Całkiem dobrze jest też z oprawą graficzną. Co prawda, została tu wykorzystana stylizacja pixel art, co oznacza dwuwymiarową stronę wizualną, ale niekoniecznie musi być równoznaczne z niską rozdzielczością. Uruchamiając grę można wybrać sobie „rozdziałkę” przynajmniej z kilkunastu możliwych, można też określić, czy chcemy grać w oknie, czy na pełnym ekranie. Niezależnie od tego, na co się zdecydujemy, to wygląda to bardzo dobrze. Kolory są żywe i dobrze nasycone, a zastosowana paleta barw jest szeroka.

Obrazek

Oprawa muzyczno – dźwiękowa też jest całkiem udana. W pewnym sensie też jest taka nieco staroświecka, zwłaszcza jeśli chodzi o te wszystkie odgłosy (np. dźwięk wciskanych przycisków). Jeśli zaś idzie o kawałki przygrywające nam w tle, to one są stosunkowo proste i łatwo wpadają w ucho, ale też i łatwo z niego wypadają ;) Czasem jednak można usłyszeć coś z innej półki np. … walc Straussa „Nad pięknym, modrym Dunajem”. Naprawdę fajnie to współbrzmi z wydarzeniami pokazywanymi na ekranie i znacznie to uprzyjemnia rozgrywkę. Dobra robota!

Jeśli zaś chodzi o sterowanie to wszyscy ci, którzy pozjadali zęby (i nie tylko) na klasykach Sierry będą czuli się jak u siebie w domu. Raz - wszystkie polecenia wpisuje się z klawiatury (oczywiście w języku angielskim). Na szczęście dla tych, którzy z serią różnych „Questów” czy pierwszymi grami o Larrym nie mieli do czynienia zrobiono to w sposób możliwie przyjazny dla użytkownika. Wystarczy wcisnąć klawisz odpowiedzialny za pojawienie się odpowiedniego okna dialogowego (Enter) i wpisać odpowiednią komendę (np. open door). Co więcej, gra akceptuje kilka różnych określeń dla tej samej akcji (np. exit czy go to). Ponadto można też skorzystać z podpowiedzi pojawiających się automatycznie gdy zaczniemy wpisywać dane polecenie. Drugi aspekt znajomy dla wyjadaczy, to punkty. Dostajemy je za każdą czynność popychającą akcję do przodu. Z racji tego, że poszczególne epizody są bardzo krótkie (na około 30-40 minut zabawy), więc punktów do zdobycia za wiele nie ma (tak po około 50-60 punktów na odcinek). Mimo tego, to było bardzo fajne, więc zaliczę to do pozytywów.

Obrazek

Po stronie zalet dam też różne smaczki. Wśród nich jest m. in. tytuł jednego z rozdziałów nawiązujący do jednego z hitów Beatlesów. Ba, tytuł całej gry jest wyraźną aluzją do znanej serii filmów i serialu science – fiction. Podczas rozgrywki również tego nie brakuje, wystarczy poczytać różne notatki, zwracać uwagę na nazwy różnych miejsc, rzeczy czy postaci itd. Bardzo lubię wyszukiwanie takich easter eggów, a gry w których jest ich sporo mają u mnie dodatkowego plusa. Tak jest i tym razem.

Podsumowując - „Snail Trek” to całkiem udana produkcja. Bardzo fajna fabuła z kilkoma zwrotami akcji, dobre wykonanie techniczne, całkiem udane zagadki i różne smaczki to główne czynniki zachęcające do zapoznania się z ta produkcją. Szkoda tylko, że jest ona taka krótka, przez co niektórych elementów (np. zagadek nieprzedmiotowych) jest strasznie mało. Jeśli więc, tak jak i ja, będziecie mieli okazję kupić tę grę za kilka złotych, to nie wahajcie się. Za taką cenę trudno dostać coś lepszego.

OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki
+ grafika
+ oprawa audio
+ sterowanie
+ różne nawiązania

WADY:

- strasznie krótka
- brak zagadek „puzzlowatych”
- można zginąć

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Snail Trek”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość