Lust for darkness - recenzja

Awatar użytkownika
Drenz
Publicysta
Posty: 133
Rejestracja: 30 października 2018, 11:26
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: viewtopic.php?f=68&t=634&p=61091#p61091
Otrzymał(a) podziękowania: 3 razy
Płeć: Mężczyzna

Lust for darkness - recenzja

Postautor: Drenz » 27 sierpnia 2019, 13:31

Obrazek
Ostatnie lata to mniej lub bardziej udane gry przygodowe w konwencji horroru. Eksploracja opuszczonych domostw, wędrówki wśród mrocznych kniei i próby odszukania kogoś lub czegoś. Do tego historia opowiadana za pomocą karteczek, niekiedy unikanie nieprzyjaznych osób lub istot, które ewidentnie chcą nas skrzywdzić i kilka prostych zagadek to krótka charakterystyka większości eksploracyjnych przygodówek przeważnie w widoku pierwszoosobowym. Jedne lepsze, inne mniej udane, ale duża część z nich robiona na jedno kopyto. Dlatego twórcy czasami dodają coś nowego, aby choć trochę wyróżnić się z masy tego typu gier. W „Percpetion” poruszamy się z pomocą dźwięku, w „The Crow’s Eye” dodano niezbyt udane elementy platformowe, w „Bohemian Killing” odgrywamy nasze zeznania na sali sądowej. Z kolei twórcy „Lust for Darkness” postawili na nieskrępowaną nagość z domieszką okultyzmu. Jak wypadła ta próba zwrócenia uwagi na grę i wyróżnienia się z tłumu jałowych horrorów przygodowych?

W „Lust for Darkness” wcielamy się w Jonathana, architekta wnętrz, który pewnego dnia dostaje liścik od Amandy – żony, która zaginęła rok wcześniej. W treści listu prosi męża, aby udał się do posiadłości Yelvertonów. Jonathan wyrusza do wskazanego miejsca i z przerażeniem odkrywa, że żona jest przetrzymywana przez tajemniczych kultystów, których przywódcą jest niejaki Willard. Co gorsza, kultyści oddają się nieskrępowanej, wyuzdanej, okultystycznej namiętności, a wszystko to powiązane jest z tajemniczym bytem nie z tego świata. Z czasem robi się coraz bardziej przerażająco. Jonathan odkrywa, że Willa pełna jest przejść do innego, niebezpiecznego świata, który żywi się seksualną energią uczestników wyuzdanych orgii, z czasem wysysając z nich życie lub zwyczajnie zabijając. Mężczyźnie przyświeca tylko jeden cel – uratować porwaną żonę.

Obrazek
Przez całą, dość krótką rozgrywkę (do 3 godzin), miałem w głowie jeden wyraz a raczej jedno nazwisko – Lovecraft. Historia a także cała fabularna otoczka jest mocno przesiąknięta dziełami samotnika z Providence, co na pewno ucieszy fanów jego twórczości. Ponadto w wykreowanych miejscówkach widać inspiracje pracami Beksińskiego oraz H.R. Gigera. Taka mieszanka jednak nie sprawiła, że mamy do czynienia z jakimś równie wybitnym dziełem. „Lust for Darkness” nie wyróżnia się pod tym względem na tle konkurencji. Historia jest płytka a grafika wygląda jakby gra przeleżała na półce dobre 5 lat. Teksty pisane nie były zbyt interesujące. Przede wszystkim nie było ich wiele i na podstawie nich nie dowiemy się o motywach antagonisty, nie dowiemy się wiele o innym świecie czy pozostałych rzeczach, które w większym stopniu przybliżyłyby nas do opowieści. Wczesne Sherlocki Holmesy, obie gry Darkness Within czy nawet „COLINA: Legacy” są ewidentnymi przykładami, że znalezionymi tekstami można zaciekawić gracza i rozbudzić jego wyobraźnię, zainteresować czymś więcej niż standardowym wątkiem głównym. Kilka tekstów przeoczyłem, ale to pokłosie kiepsko zrealizowanego otwierania wszelkich szuflad czy drzwiczek. Jestem graczem, który lubi zajrzeć wszędzie, ale w „Lust for Darkness” zostało to zrealizowane niedbale, niezgrabnie i zniechęciło mnie do eksploracji. Również otwieranie drzwi jest toporne – na szczęście „Lust for Darkness” to nie symulator otwierania drzwi jakim jest „Layers of Fear”.

Wspomniałem, że grafika nie odpowiada standardom roku 2018, w którym została wydana. Widać to szczególnie w okolicach rezydencji. Wszelka roślinność i elementy zewnętrzne są bardzo słabej jakości. Niewiele lepiej jest w samym domostwie. Pomieszczenia są jednostajne, bez wyrazu a oko jedynie można zawiesić na fallicznych figurkach czy specyficznych rzeźbach. Dużo lepiej wygląda alternatywna rzeczywistość – jest już bardziej dopracowana i świetnie prezentuje się w różnych barwach światła. To w niej widać ewidentne inspiracje wcześniej wspomnianymi artystami.

To, czym miało wyróżniać się „Lust for Darkness” wypada bezbarwnie. Modele postaci są mocno przeciętne, przypominają bardziej manekiny niż żywych ludzi, dlatego wszelkie sceny orgii nie robią jakiegokolwiek wrażenia. Jak na grę, która reklamowała się takimi elementami, modele postaci oraz animacje ruchu powinny być lepiej dopracowane. Na szczęście twórcy nie poszli w kierunku epatowania wyuzdaną golizną i obscenicznym seksem – wszystko podane jest z umiarem, niestety bez jakichkolwiek emocji. A szkoda, bo moment, gdy wychodzimy z pokoju Amandy i z balkonu widzimy porozrzucane ubrania, otwarte drzwi do sali, którą wcześniej strzegło dwóch mężczyzn a w tle przygrywa podkreślająca klimat muzyka, zwiastował coś naprawdę interesującego, jakbym zaraz wstępował w nieziemski świat rozkoszy. Niestety na oczekiwaniach się skończyło.

Obrazek
Poza eksploracją pomieszczeń i przemierzaniu alternatywnej rzeczywistości mamy w grze dosłownie kilka prostych zagadek logicznych, które polegają na odpowiednim przekręcaniu elementów, i jedną, gdzie musimy wybrać odpowiednią ścieżkę do wyjścia. Wszystkie banalnie proste, a okazyjne inne są wręcz z podanym na tacy rozwiązaniem, czego przykładem jest chociażby zagranie odpowiedniej melodii. Zasiadając do pianina, widzimy klawisze z zaznaczonym alfabetem muzycznym. Wolałbym, aby w pobliżu była książka z nutami i samemu można by dojść do rozwiązania (chyba, że ktoś się zna na nutach, to i bez tego zagrałby wymaganą melodię).

W obcym świecie unikamy istot, które od razu nas atakują, sprawiając, że możemy tylko uciekać – przez większość gry nie da rady się ukryć i przemknąć niezauważenie jak w przypadku poruszania się po posiadłości, gdy dysponujemy odpowiednim ubraniem i maską. Z kolei w alternatywnej rzeczywistości do dyspozycji mamy maskę, która pokazuje niewidzialną drogę, ale dłuższe poruszanie się w niej powoduje psychiczne zmęczenie Jonathana.

Po uruchomieniu gry pojawia się sugestia, żeby grać w nocy i na słuchawkach, aby jak najlepiej doznać wrażeń z rozgrywki, ale raz, że gra w ogóle nie jest straszna (choć to ewidentny horror), a dwa - dźwięk nie powoduje przyśpieszenia tętna i w ogóle niczym się nie wyróżnia – nawet w słabszych produkcjach ten element stał na wyższym poziomie. Podobnie jest z głosami – ot, zwykła rzemieślnicza robota.

W końcowym rozrachunku „Lust for Darkness” wypada przeciętnie. To średniak, który nie oferuje ani dobrej opowieści, ani świetnej grafiki, ani wyróżniającej się oprawy muzycznej a to, co miało grę odróżniać i stanowić jego siłę, wypada nijako. Opisywana jako horror psychologiczny wypada pod tym względem słabiej od chociażby innej polskiej produkcji: „Rise of Insanity”. Niemniej „Lust for Darkness" nie jest to też zła gra i w jeden wieczór można samemu się przekonać, że dzieło polskich twórców miało papiery na dobrą produkcję. Cóż, trzeba liczyć, że kolejna gra studia Movie Games LunariumLust from Beyond” będzie bardziej dopracowanym tytułem. Tego twórcom oraz graczom życzę.
Ostatnio skończone: Inside, She Sees Red, ABZÛ
Gram: Smoke and Sacrifice, Unravel, Vampyr

Wróć do „Lust for darkness”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość