Hariboy's quest - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9429
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 87 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 109 razy
Płeć: Kobieta

Hariboy's quest - recenzja

Postautor: Urszula » 06 stycznia 2012, 19:09

Obrazek



W 1993 roku niejaki Simon - zwykły chłopiec - wchodzi w świat magii i fantazji, by walczyć ze złym czarnoksiężnikiem. Tenże Simon w kolejnej grze, z 1995 roku, znów przy pomocy szafy, zjawia się w zaczarowanym świecie, by spełnić misję ratunkową. Niejakie studio Software Condor chyba zapoznało się z tymi przygodówkami i w podobny sposób w 1996 powołało do życia Hariboya. Ów chłopiec, przy pomocy portalu zamontowanego w obrazie, zostaje przeniesiony do magicznego świata cukierków, by uratować go przed zagładą. Cóż takiego się wydarzyło, że potrzebny jest chłopiec o wyjątkowych (być może) zdolnościach, aby ratować świat?

Otóż, jak wieść niesie, zły smok (nie wszystkie są złe, bywają też i dobre), zrobił dziurę w magicznym drzewie, które służyło do przesyłania cukierków firmy Haribo dzieciom na całej ziemi. Z powodu tej dziury (która w dodatku stale się powiększa) cukierki nie będą mogły być nadal wysyłane do dzieci. W drzewie tym była ukryta formuła, która pozwalała na takie działanie, jednak przez złego smoka formuła uległa zniszczeniu. Mogłoby się wydawać, że jest już pozamiatane, że nie ma co ratować. Otóż nic bardziej mylnego - nasze cukierki przezornie sporządziły kopię formuły, która została spisana w trzech księgach, a następnie ukryta w różnych światach cukierków. Zadaniem gracza jest pokonanie piratów, którzy nie chcą, aby misja się powiodła, odnalezienie ksiąg i przyniesienie ich do magicznego drzewa, aby przywrócić równowagę, by cukierki znów mogły trafiać do dzieci na ziemi. Księgi zostały ukryte gdzieś w Bonbonii, na Dzikim Zachodzie i w starożytnym Rzymie. Tam też przyjdzie nam wykonać wszelkie działania, by słodycze wróciły na ziemię.


Obrazek
Czarodziejska kula wybrała właśnie naszego głównego bohatera do wykonania tego zadania. Według niej tylko o­n jeden może tego dokonać. Aby wejść do poszczególnych części świata, nasz Hariboy musi znaleźć również strój odpowiadający danej epoce, bo inaczej portale się przed nim nie otworzą. Ta przygodówka została stworzona w celu wypromowania słodyczy produkowanych przez firmę Haribo. Trzeba przyznać, że sposób promocji bardzo ciekawy i pewnie w takiej formie trafiwszy do wielu dzieciaków, odniosła ona zamierzony skutek. W trakcie zabawy odbiorca natknie się na wszystkie rodzaje słodyczy wytwarzane przez firmę Haribo, a ich maskotka, czyli złoty miś, pomaga pokonać złych piratów i uporać się z licznymi zadaniami, jakie czekają gracza.

Graficzna oprawa

Biorąc pod uwagę rok powstania tej przygodowej gry, to graficznie przedstawia się bardzo efektownie: piękny, bardzo kolorowy, dopracowany świat. Jej wygląd jest taki, jaki powinien być w produkcie przeznaczonym dla dzieci – bajkowy i pełen żywych barw. Widać wielką dbałość o szczegóły. Plansz jest bardzo dużo i każda jedna w mniejszym czy większym stopniu ożywiana jest poprzez dodanie animacji, pełniących jednocześnie funkcję reklamy słodyczy. Co mam na myśli? W Hariboyu cukierki spełniają role i funkcje jak w realnym świecie, czyli są szewcami, kowalami i tak dalej. Każda plansza ożywiona jest właśnie w ten sposób, że albo dzieci-cukierki grają w skakankę, żonglują, grają w klasy albo gdzieś biegną. Jeszcze do tego dodane są zwierzęta, które wraz z cukierkami żyją w tych bajkowych światach. Nie ma martwej, czystej, sterylnej planszy, tylko każda żyje dzięki tym animacjom.

Zwiedzane przez nas trzy różne krainy różnią się znacznie od siebie i noszą cechy charakterystyczne dla danego miejsca. Owe krainy są bogate w szczegóły i kolory, mają swój specyficzny „mikroklimat” zachęcający do ich zwiedzania.


Obrazek

Przedmioty przez nas zbierane również mają bardzo ładny wygląd i nie trzeba się specjalnie przyglądać czy zastanawiać, by widzieć, co wpadło w nasze ręce. Te dzieciaki, które jeszcze czytać nie umieją (nazwa każdego przedmiotu się podświetla), będą wiedzieć, co mają w swoim ekwipunku, ponieważ każda rzecz została starannie narysowana, zgodnie z jej rzeczywistym wyglądem. Widać zresztą po screenach, że twórcy tej gry stworzyli bardzo ładny, komiksowy świat, który na pewno spodoba się graczom.

Oprawa muzyczna przedstawia się niestety troszkę gorzej. Właściwie jej nie ma, a śpiewy ptaków, szum wiatru, skrzypienie wszelkich szuflad czy drzwi jest wszędzie takie samo. Wprawdzie zainstalowanie całej ścieżki dźwiękowej gry nie powiodło mi się, ale to, co słychać, jest w całej grze takie samo. Specjalnie to nie nuży, ale tutaj twórcy mogli się bardziej postarać i choć troszkę urozmaicić odgłosy w tle. Nie mówiąc o tym, że zdarzało się słyszeć dzwonek czy skrzypienie nie w tym momencie co trzeba, lub po użyciu jakiegoś przedmiotu dźwięk słychać było nadal, pomimo że już dawno zakończyliśmy z nim działanie.


Obrazek

Zagadki mamy tylko przedmiotowe. Zbieramy bardzo dużo rzeczy, by potem w odpowiednim momencie je wykorzystać. To, co nie jest już nam potrzebne w dalszej rozgrywce, znika z ekwipunku. Jest to znacznym ułatwieniem, mniej jest kombinacji, którego klucza należy użyć, czy jaki przedmiot w danym momencie przyda się nam najbardziej. Choć z drugiej strony używanie przedmiotów jest logiczne, więc specjalnie nie powinno to nastręczać nam kłopotu. Gra wprawdzie jest skierowana do młodszych graczy, ale można się było pokusić o dodanie zabawy z puzzlami czy jakąś układanką. Myślę, że takie proste zagadki czy układanki również by się spodobały, a jednocześnie troszkę by urozmaiciły nam rozgrywkę. Gra przeznaczona dla młodych odbiorców sugerowałaby jednocześnie postawienie znaku równości - dla dzieci = łatwa. Jednak wcale taka prosta nie była i nie ze względu na trudność zagadek, a ze względu na błędy w sterowaniu, a właściwie używaniu przedmiotów.

Co mam na myśli?

Wyobraźmy sobie sytuację, gdy trzeba nakarmić złotego misia czymś dobrym, aby nabrał siły i otworzył nam wrota do kuźni. Znajdujemy w trakcie gry jajko, kawałek placka oraz jagódkę. Idziemy do tego misia, podświetla nam się ładnie napis, więc klikamy tym plackiem na niego. Nie ma żadnego komentarza z jego strony, a placek nadal jest w naszym ekwipunku, dajemy więc w ten sam sposób jajko, potem jagódkę. Nadal brak reakcji, więc gracz biega po planszy i szuka czegoś dobrego dla misia, widocznie to, co znalazł, potrzebne jest w innym momencie gry. Gdy gonitwa po planszy nic nie daje, znów próbujemy z tym, co mamy, by po którymś tam kliknięciu się okazało, że to jednak placek był potrzebny, tylko trzeba było umieć znaleźć punkt na planszy, w którym dojdzie do interakcji z danym przedmiotem czy osobą. Niestety takich błędów w grze jest bardzo dużo i może to skutecznie zniechęcić do dalszej zabawy. Przecięcie łańcucha piłą elektryczną zajęło mi bardzo dużo czasu, a miejsce, w którym należało jej użyć, było usytuowane daleko za łańcuchem. Gdyby nie te kłopoty, zabawa byłaby znacznie przyjemniejsza, choć też znacznie krótsza. Mimo to i tak gra potrafi przykuć do monitora na ładną chwilę, bo mimo wszystko długość gry jest imponująca w porównaniu do dzisiejszych standardów, a na te kilkanaście godzin rozgrywki zagadek było naprawdę sporo.

Obrazek

Kolejnym minusem jest używanie zdobytych przedmiotów. Prawy klawisz myszy wywołuje ekwipunek składający się z kwadratów, w których umieszczone są przedmioty. Następnie, trzymając wciśnięty lewy klawisz myszy, trzeba najechać na kwadracik z danym przedmiotem, aby się nam o­n przyczepił do myszki i dopiero można go używać. Jest to dość niewygodne, nie mówiąc o tym, że program nie zawsze chce współpracować. Natomiast napis informujący nas, co mamy zabrać, zasłania połowę ekwipunku i nie widać czy odpowiedni kwadracik jest podświetlony. Choć można się do tego przyzwyczaić, jednak takie niedopracowanie przeszkadza.

Hariboy jest klasyczną przygodówką typu point & click, z widokiem trzecioosobowym. Klasyczny point’n’click oznacza, iż poczynaniami bohatera kierujemy za pomocą myszki. Kliknięcie lewym przyciskiem myszy na postać pozwala na prowadzenie rozmowy, danie lub zabranie przedmiotu. Z tym kłopotu nie ma, nasz główny bohater reaguje prawidłowo i porusza się zgodnie z naszym działaniem. Brakowało mi miejsca na zapis stanu gry. Autorzy przewidzieli tylko pięć miejsc, a to stanowczo za mało.

Gra pozwoliła się uruchomić pod dosboxem (choć nie udało mi się w pełni uruchomić ścieżki dźwiękowej), również dość sprawnie działa pod systemem win 95. Bardzo małe wymagania sprzętowe, dobra zabawa (mimo jej błędów) zachęcają do zapoznania się z przygodówką, która chyba była mało popularna wśród polskich graczy. Opowiada wprawdzie oklepaną historię, ale na pewno potrafi zainteresować najmłodszych przygodomaniaków. Warto włożyć minimum wysiłku, by poznać bardzo wiekową grę z wyjątkowo ładną jak na lata, w których powstała, grafiką. Moja końcowa ocena to 7/10.


Zalety
+ grafika naprawdę ładna i dopracowana
+ ilość zagadek
+ długość gry
+ fabuła gry

Wady
- używanie przedmiotów
- oprawa audio
- interfejs

Wróć do „Hariboy's quest”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość