Ghost in the sheet - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2390
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 28 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 29 razy
Płeć: Mężczyzna

Ghost in the sheet - recenzja

Postautor: Adam_OK » 15 czerwca 2013, 13:22

Obrazek

Historii o duchach jest na pęczki. Chyba każdy albo jakąś słyszał, albo czytał książkę o nich, ewentualnie widział duchy na filmie. Bywało również, że pojawiały się one w grach komputerowych, ale najczęściej nie odgrywały w nich znaczącej roli. Gdyby jednak ktoś chciałby sprawdzić, jak to jest być duchem, niech zagra w Ghost in the Sheet i sam oceni. Ja spróbuję to zrobić w tym tekście.

Gra zaczyna się w momencie naszej śmierci. Tuż po niej stajemy przed obliczem jakiegoś zaświatowego ważniaka, który mówi, że od tej pory będzie naszym szefem. Wysyła on nas do pewnej fabryki, a konkretnie do jej sektora OMEGA. W tymże sektorze działy się niedawno dziwne rzeczy. Najpierw jeden z pracowników zaczął interesować się nieswoimi sprawami. Potem wciągnął w całą sprawę innego, młodszego kolegę. A później wypadki potoczyły się szybko – ten pierwszy pracownik zginął (podobno samobójczą) śmiercią, w jednej z hal wybuchł pożar, a na ścianach ktoś pisał dziwne wiadomości o... biedronkach. Gdy przybywamy do tej fabryki nie ma w niej żywego ducha, wszystko wygląda na wymarłe i opuszczone. To jednak nas nie zraża i szybko zabieramy się do pracy. Wędrując po całym sektorze napotkamy kilka postaci, dzięki którym uda nam się ostatecznie wyjaśnić całą sprawę. Te postacie to byli (i nie mam tu na myśli osób zwolnionych z pracy) pracownicy fabryki – dozorca, strażak, piękna dziewczyna i inni. Z ich pomocą uda się całą sprawę doprowadzić do szczęśliwego końca. Ten nastąpi względnie szybko (niestety), ale i tak czas, jaki potrzebny jest na ukończenie tego tytułu jest znacznie większy niż w przypadku opisywanego ostatnio przeze mnie Carte Blanche. Co więcej czas przy niej spędza się całkiem miło, gdyż cała historia jest dosyć interesująca. Co prawda nie siedziałem przy tej grze z wypiekami na twarzy, ale też nie zmuszałem się do grania i nie zanudziłem się na śmierć.

Jak na niezbyt długą produkcję Ghost in the Sheet zawiera sporo zagadek. Mamy więc tutaj uruchamianie różnego rodzaju urządzeń (np. kolejki linowej), łamanie szyfrów i otwieranie sejfów. Łamigłówki te mają różny stopień skomplikowania - jedne da się rozgryźć bardzo szybko, nad innymi trzeba posiedzieć nieco dłużej. Generalnie zagadki uważam za naprawdę udane, choć w jednym przypadku mam pewne zastrzeżenia. Chodzi mi o sytuację, gdy musieliśmy otworzyć drzwi do piwnicy wprowadzając odpowiedni kod. Podpowiedzi do tej zagadki można było znaleźć w dzienniku jednego z pracowników fabryki. Z podpowiedzi tych wiedzieliśmy jaka była pierwotna kombinacja oraz jaka jest zasada jej zmieniania. Teoretycznie, podane też było ile razy dokonano zmian, choć ten ostatni zapis mówiący o zmianie jest dla mnie bardzo dyskusyjny i według mnie rozumienie go jako wiadomość o tejże zmianie jest naciągane. Niestety, gra przyjmuje tylko takie rozwiązanie, więc czy się to komuś podoba, czy nie trzeba się do tego dostosować.

Obrazek

Oprócz typowych łamigłówek mamy też dwie zręcznościówki. Pierwsza, polegająca na tępieniu szczurów, jest stosunkowo prosta, a druga – ta ze świetlikami – trudniejsza, ale jeśli ktoś nie daje sobie z nią rady, to wystarczy, że wciśnie właściwy klawisz (bodajże backspace) i po sprawie. Jak widać, nie ma się czego bać i nawet najwięksi przeciwnicy zręcznościówek w naszych ulubionych przygodówkach nie powinni narzekać na te elementy w tej grze.

Z opisywanymi wyżej zagadkami powiązane są umiejętności. Mamy ich kilka rodzajów – na początku dostępna jest jedynie telekineza, potem nauczymy się m.in. wywoływać elektryczność, oświecać ciemne kąty czy wiać wiatrem. Często aby zdobyć nową cechę trzeba właśnie rozwiązać jakiś problem. Można wykorzystać do tego np. jakiś przedmiot z otoczenia albo... skorzystać z innej umiejętności. W przeciwieństwie do wspomnianego Carte Blanche tu nie ma żadnych punktów i gdy coś poznamy, to nie możemy tego bardziej rozwinąć. Umiejętności w grze wprowadzono nie tylko jako element pomocny w rozwiązywaniu problemów, ale również w zastępstwie inwentarza. Teoretycznie nasz duch ma na sobie prześcieradło i w jego fałdach mógłby przechowywać różne znalezione po drodze przedmioty. Twórcy jednak tego nie przewidzieli, więc trzeba było znaleźć inne rozwiązanie. I tu właśnie znajduje zastosowanie telekineza, dzięki której możemy przenosić rzeczy z jednego miejsca na drugie. Co prawda można przenosić je tylko w obrębie danej lokacji, ale to w zupełności wystarczy do ukończenia rozgrywki. Jak dla mnie jest to dobre rozwiązanie, bo podkreśla to, że kierujemy poczynaniami ducha, który jak wiadomo jest bytem niematerialnym.

Obrazek

Czas teraz przejść do tego co widać i co słychać. Jeśli chodzi o oprawę wizualną, to jest całkiem dobrze. Oczywiście, nie ma co liczyć na jakieś fajerwerki, ale i tak widoki mogą się podobać. W grze dominuje ciemna, ponura kolorystyka, która według mnie dobrze pasuje do jej klimatu. Ciekawie zrealizowano również przerywniki filmowe. Przypominają one nieco te znane np. z „Powrotu na Tajemniczą Wyspę”, ale nie są ich dokładną kopią. Różnice polegają m.in. na wykorzystanej kolorystyce (tutaj mamy głównie czerń i biel, tam były one bardziej żółtawe) oraz na umiejscowieniu napisów (tutaj są to komiksowe dymki, a tam tekst był na dole ekranu). Zmiany te wpłynęły pozytywnie na końcowy efekt, dzięki czemu te animacje oglądało się całkiem przyjemnie. W sumie grafikę zaliczam do zalet.

Teraz kilka słów o muzyce. Otóż jest ona również na odpowiednim poziomie. Tradycyjnie, w różnych miejscach usłyszymy różne utwory, ale nie znalazłem wśród nich żadnego, który by mnie denerwował lub nużył. Dobrze ze swej roli wywiązali się również (anglojęzyczni) aktorzy podkładający głosy pod poszczególne postacie. Każdy z nich podkreśla cechy obdarzonego danym głosem bohatera, a to jest ważne. Dzięki temu nie ma się wrażenia sztuczności czy nijakości.

Jak napisałem, postacie mówią po angielsku, ale gra została wydana w naszym ojczystym języku. Lokalizacji uległy jedynie napisy, co dla wielu graczy jest zaletą. W tym konkretnym przypadku jest nią również dla mnie, gdyż wykonano ją poprawnie. Nie dostrzegłem żadnych poważnych naruszeń czy to polskiej gramatyki, czy to ortografii. Nie mogę się przyczepić również do czcionki – ma ona odpowiednią wielkość i jest czytelna. W sumie więc jest całkiem dobrze.

Generalnie, jak na grę za niecałe 10 złotych, to Ghost in the Sheet jest pozycją udaną – przyzwoita fabuła, ciekawe łamigłówki i udane wykonanie od strony technicznej. Do wad zaliczam przede wszystkim jej długość oraz fakt, że płytki z grą są jedynie w tekturowym „pudełku” i że próżno szukać w nim choćby kilkustronicowej instrukcji. Czemu więc taka ocena? Cóż, gra nie ma „tego czegoś” (błysku geniuszu? iskry bożej? daru niebios?), co sprawia, że się siedzi przy niej z zapartym tchem. Jest po prostu poprawną produkcją nie wybijającą się ponad przeciętność. Z drugiej strony za taką cenę nie wolno wybrzydzać, więc mimo wszystko zachęcam was do zakupu tej pozycji.


OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ niezła fabuła
+ ciekawe zagadki
+ dobra oprawa audio – wizualna
+ poprawna polonizacja

WADY:

- trochę krótka
- brak instrukcji

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Ghost in the sheet”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość